Marketer. Człowiek renesansu czy ekspert w wąskiej dziedzinie?

26.05.2016 AUTOR: Jacek Lipski

Czy dobry marketer powinien znać się po trochu na wszystkim? A może lepiej, żeby koncentrował się tylko na swojej działce tematycznej? To trudna kwestia do rozstrzygnięcia, bo w końcu marketer marketerowi nierówny. Wiele zależy od samego marketingowca oraz firmy, dla której pracuje. 

Historia pewnego ogłoszenia

Kilka tygodni temu przyglądałem się gorącej dyskusji na jednej z facebookowych grup dla marketingowców. Parę osób z branży wzięło na warsztat ogłoszenie rekrutacyjne z Gumtree. W telegraficznym skrócie – mała firma ze Świdnicy szukała specjalisty ds. reklamy. Pracodawca oczekiwania miał niemałe, od znajomości programów graficznych: Corel, Photoshop – praca z logotypami, tworzenie wizualizacji na produktach, katalogów firmowych itp., poprzez umiejętności fotograficzne (robienie zdjęć i obróbka) – zdjęcia produktowe na stronę www, do e-sklepu oraz artystyczne kompozycje do katalogów itd., aż po podstawową znajomość obsługi sprzętu (instalacje oprogramowania, podzespołów, drobne prace serwisowe). Jak zapewne się domyślacie, większość opinii na temat rekrutującego nie była pochlebna.

Na początku chciałem się przyłączyć do grona krytyków. Po zastanowieniu dałem sobie jednak na wstrzymanie. Dlaczego? Po trzydziestce i ładnych paru latach w zawodzie, spędzonych zarówno na „freelanserce”, w korpo, jak i w agencji reklamowej, daleki jestem od wydawania jednoznacznych ocen i sądów bez chociażby chwili refleksji. Marketing jest jak życie, a więc rzadko kiedy rzeczy są tu tylko czarne lub białe. Przeważnie poruszamy się gdzieś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Tak też było w przypadku wspomnianej firmy ze Świdnicy.

Przyzwoitość branżowa podpowiada, by nie oceniać cudzej kreacji, gdy nie zna się briefu, na bazie którego powstała. Dlaczego zatem miałbym oceniać czyjeś ogłoszenie rekrutacyjne, nie znając faktycznych potrzeb firmy oraz wysokości wynagrodzenia, jakie chciała zaoferować poszukiwanemu pracownikowi? Niestety nie zawsze żyjemy w bajce. Małe i średnie firmy, w tym start-upy, nie mogą sobie zazwyczaj pozwolić na zatrudnianie jako marketingowców osób, które są ekspertami w bardzo wąskich dziedzinach. To przywilej dużych firm i korporacji. Zgadzam się, że świat idzie właśnie w kierunku wąskich specjalizacji, ale zanim tam dojdzie, sporo wody w rzece upłynie.

Człowiek renesansu vs. ekspert

Jak zatem odpowiedzieć na pytanie zadane na początku tekstu? Człowiek renesansu czy ekspert? Wszystko zależy od samego marketingowca oraz firmy, w której pracuje. Trudno o bardziej komfortową sytuację niż ta, w której możemy specjalizować się w jakimś obszarze marketingu, np. w prowadzeniu działań w social media. To ułatwia pracę oraz rozwój zawodowy. Unikniemy też łatki „eksperta od wszystkiego”, który tak naprawdę jest ekspertem od niczego.

Z drugiej strony bycie ekspertem po pewnym czasie grozi popadnięciem w rutynę, której nie doświadczymy jako marketingowy „człowiek renesansu”. Taki marketer jest jak słynna „kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi”. Pracując w małej firmie, nigdy nie wie, co przyniesie mu kolejny dzień. Kryzys na Facebooku, redagowanie newslettera, pakowanie gadżetów w magazynie – marketingowy „człowiek renesansu” nie wie, co to nuda. Wszechstronność to jego drugie imię, ponieważ firmy nie stać na zlecanie wielu prac na zewnętrz. Proste projekty graficzne i fotograficzne nie stanowią więc dla niego większego wyzwania. Może nie robi tego wszystkiego na poziomie mistrzowskim, ale za to na poziomie w zupełności odpowiadającym potrzebom jego klientów oraz pracodawcy.

Ostatnia sprawa w tym temacie. Wspominałem już, że wiele zależy od samego marketera. Zgadza się, bo nie każdy z nas chce być ekspertem w wąskiej dziedzinie. Niektórzy cenią sobie ciekawą pracę, która wymaga od nich wszechstronności.

Ponadto musimy pamiętać o jeszcze jednej, niezwykle istotnej kwestii. Na początku kariery zawodowej nie każdy jest w stanie powiedzieć, jaką działką chciałby się zająć i w jakiej dziedzinie się specjalizować, m.in. dlatego, że nie zna wystarczająco dobrze swoich predyspozycji.

Sam jestem tego najlepszym przykładem. Dopiero po trzydziestce dotarło do mnie, że kręci mnie strategia, co nie oznacza oczywiście, że poprzednie lata pracy uznałem za zmarnowane. Bagaż doświadczeń, zebranych w bardzo różnych obszarach marketingu i komunikacji, procentuje w mojej obecnej pracy. Bez niego miałbym o wiele trudniej i zdecydowanie bardziej pod górkę.

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail