Rozmowa z Moniką Czaplicką o selfpublishingu – moim celem nie jest wysoka sprzedaż

17.11.2016 AUTORZY: Monika Czaplicka, Michał Bąk,

Przede wszystkim gratuluję faktu, że podjęłaś wyzwanie wydając coś w modelu selfpublishingowym, w Polsce nie jest to łatwe. Pytanie na start, czy wierzysz, że ktoś nie będący Michałem Szafrańskim, ma szansę na fajną sprzedaż w modelu selfpublishingowym?

Dziękuję :). Oczywiście, że mam szansę na fajną sprzedaż. Ale w tej chwili, jakkolwiek to brzmi, nie jest to moim celem. Po wydaniu “Zarządzanie kryzysem w social media”, czyli przećwiczeniu wydawania książki papierowej z wydawnictwem, stanęłam przed pytaniem co dalej:
– kolejna książka z wydawnictwem?
– książka papierowa w selfpublishingu – inwestycja i ryzyko, a przede wszystkim problem z dystrybucją  książki trzeba gdzieś trzymać i biegać na pocztę wysyłać, albo oczywiście znaleźć firmę, która się tym zajmie
– ebooki w selfpublishingu
Zaryzykowałam to ostatnie, ale testuję teraz model, nazwijmy go – długiego ogona. Tworzę dość niszowe książki: obsługa klienta w social media dla hoteli nie jest pozycją dla tysięcy osób ;). Szybka produkcja oraz możliwość publikowania podobnych treści w analogicznych publikacjach (kolejne w planach, ale cii, to tajemnica), powodują, że cena też może być przystępniejsza. Jeśli dodamy do tego fakt, że ebooka mogę promować na konferencjach, a miałam przyjemność być na kilku dla branży turystycznej tej jesieni, to przepis na niewielki, ale sympatyczny przychód gotowy.
Oczywiście książki dla mnie to zawsze źródło pozyskiwania klientów – a nie sposób na zarobek sam z siebie. Dla mnie dużo ważniejsze jest pozyskanie klientów agencyjnych czy prowadzenie szkoleń niż to czy moja książeczka na mnie zarobi.
Poza tym napisałam też ogólną książkę o obsłudze klienta w social media. Nadal niszowy temat, ale trochę szerszy.
Bardzo często jednak ludzie proszą o wersję papierową lub mówią, że wydrukowali sobie mojego ebooka. To skłania mnie, stety niestety, do myślenia, że warto wydawać w selfpublishingu i papieru i elektroniki. Ale przetestuję, to się dowiem.

Wydałaś dwa ebooki, właśnie w modelu selfpublishingowym, czy możesz powiedzieć jakie miałaś w nich sprzedaż?

Dla hoteli – 17 sztuk od października. Jak policzyłam ilość uczestników konferencji – miałam konwersję na poziomie kilku procent, ad hocowo – moim zdaniem fajnie. Ebook nie był nigdzie promowany (poza wrzuceniem info na mój profil i fanpage firmowy), nie jest dostępny nigdzie poza moim sklepem internetowym (1000 zamówień w ciągu ostatniego roku, ale mam dużo darmowych produktów).
Teoretycznie szału nie ma, ale kiedy policzymy 10 takich ebooków, po 20 sztuk – to zaczyna się robić sensowna kwota.
Pamiętam jak przeczytałam w książce o pozyskiwaniu trakcji (nakładem nomen omen Heliona, w którym też się wydałam) o tym, że ktoś zarabia na jakiś kuponach czy innych zdrapkach i stworzył landing page z kuponami o sowach azjatyckich. Nisza niszy. Zarabia 60 dolarów na tej stronie chyba miesięcznie. Za jej produkcję zapłacił z 5. Niby nic. Ale takich stron ma już kilkadziesiąt. Konkurencji w strategii długiego ogona nie ma żadnej.

Ja i tak wiele z tego piszę – mogę pisać na bloga za darmo albo skleić to w ebook i zarobić kilkaset złotych. Wolę to drugie. A potem piszą do mnie ludzie i mówią, że widzieli, że coś takiego napisałam (nawet nie czytali) i że wiedzą, że się znam na hotelarstwie i proszą o pomoc. I wtedy zarabiam na tym ebooku dużo więcej niż te 15 czy 20 zł.

Ebook o obsłudze klienta w social media sprzedał się w 58 sztukach. Bez promocji, tylko w moim sklepie.
Łącznie zarobiłam jakieś 2 tys. zł na tych ebookach w bezpośredniej sprzedaży. Pewnie jakbym się bardziej za to zabrała, to bym zarobiła więcej – zrobiła kampanię reklamową, porządnie promowała na swoich prelekcjach, dawała mniej zniżek 😉 (u mnie są zawsze ze 3 sposoby na obniżenie rachunku 😉 ) i poszerzyła sieć dystrybucji. W końcu sprzedaję tylko tym, który mnie znają. Co by było jakbym poszła szerzej? Miliony monet pewnie!

Może kiedyś uda mi się za to zabrać.

Czy wydawanie w modelu selfpublishingowym, w dobie masy darmowego contentu ma sens?  Mówię w kontekście publikacji elektronicznych.

Bardziej problemem jest to, że ludzie wolą papier niż to, że jest dużo darmowego. Nadal, jak zawsze, ludzie są gotowi zapłacić za jakość. Za markę (w tym wypadku moją), która jest gwarantem pewnych spraw. Dla części to pewnie sposób, żeby mi podziękować za dużo darmowych rzeczy, które oferuję również.

Ile trwał proces wydania przez Ciebie ebook-ów i ile kosztował Cię skład, promocja i korekta książek?

Promocja – 0 zł. Pisanie – zwykle kilka dni. Korektę najczęściej robi jedna z moich cudownych kobiet w życiu. Płacę w miłości, obiadach i innych dobrach. I nie dlatego, że oszczędzam na korekcie – mam po prostu do nich zaufanie, bo wiem, że siedzą też w social media i są po polonistyce (i pokrewnych). O ile to drugie jest popularne, o tyle pierwsze już nie i wielokrotnie nacięłam się na złe korektorki, które nie rozumiały tego co piszę i poprawiały na siłę. Nie mówiąc o tym, że z korektorem trzeba się zgrać – ja mam specyficzny styl pisania i nie każdy jest w stanie go dobrze poprawiać.

Wydawałaś z wydawcą i wydawałaś sama, co uważasz za lepszą metodą i dlaczego?

To są inne sytuacje. Z wydawcą piszesz tekst i masz problem z bańki. Wszystko jest zorganizowane. Trochę ew. pokłócisz się nad korektą i pokażesz na jakimś spotkaniu autorskim, ale to jest tyle.

U siebie robisz wszystko i za wszystko odpowiadasz. To czy ludzie się dowiedzą o książce – również.

Wiadomo – w pierwszym przypadku masz promocję i zasięg, w drugim pieniądze. Oczywiście – w pierwszym możesz zacząć również zarabiać, a w drugim uzyskać trakcję.

Czy planujesz jakąś kolejną publikację?

Zawsze :). Chcę wypróbować model długiego ogona i kolejne książki dla kolejnych branż. Mam od 2 albo 3 lat materiał na książkę, którą chcę wydać w papierze w selfpublishingu. I mam od 4 lat materiał – tak z 60% – na książkę wydawniczą. Tylko czasu brak i kogoś, kto mnie przypilnuje, bo lubię zaczynać projekty i nigdy ich nie kończyć 😉

Czy ebooki, które wydałaś doczekają się jakiejś dobrej dystrybucji, jakaś współpraca z księgarnią? Cokolwiek wspierającego sprzedaż?

Nie. Wiem, powinnam się tym zająć. Ale wiesz, mam tyle fajnych nowych pomysłów 😀

Jak promowałaś swoje książki, czy były jakieś specjalne akcje marketingowe?

Zero. Null. Poległam na całej linii. Był plan promowania ebooka o obsłudze klienta darmowymi warsztatami, ale w końcu nikt nie chciał (paradoks!) i zrobiłam konkurs na firmę ze świetną obsługą klienta – wygrał Cofee Desk, PZU i Gruby Benek. Ale słabo mi poszła wtedy promocja ebooka, ale zabawa z konkursem była przednia 🙂
Ja chyba po prostu źle się sprzedaję. Mimo dobrej promocji. Taki typowy paradoks. Ale na moje ebooki nie narzekam.

 

Czytaj również:

https://marketingibiznes.pl/social-media/social-selling-rewolucja-w-sprzedazy

Menedżer czy lider? Jaką marką jesteś?

Jak marka osobista wspiera rozwijanie własnego biznesu?

 

Do góry!

Polecane artykuły

27.11.2020

Jaki powinien być program kadrowy?

26.11.2020

Ładowarka do samochodów elektrycznych – jak wybrać model odpowiedni dla miejsc ...