Wywiad z Pawłem Tkaczykiem – MIDEA

26.05.2016 AUTOR: Michał Bąk

Budowanie marki – temat, z którym się kojarzysz. Przyjmijmy, że jestem pracownikiem na etacie, ograniczony czasowo, finansowo też. Czy już na etapie pracy u kogoś, gdy mam pomysł mogę rozpocząć pracę nad moim autonomicznym Brandem, czy może jest to zadanie pełnoetatowe?

Absolutnie możesz zacząć pracę kiedy jesteś już na etacie. Mało tego, praca taka daje Ci czasem przewagę. Wpisanie w CV (czy też profil na LinkedIn) pracy dla IBM, Coca-Coli czy innej znanej (nawet w konkretnym środowisku) marki to tzw. „strategia Księżyca”. Księżyc świeci na nocnym niebie światłem odbitym. W przypadku marki osobistej budujesz ją „odbijając” blask dużych i znanych marek. To jeden ze sposobów.

Kolejna sprawa – marka osobista oczywiście daje się budować za pomocą pieniędzy i czasu, ale oba te czynniki możemy optymalizować dzięki sprytnym narzędziom i strategii. Czyli przede wszystkim należy sobie odpowiedzieć na pytanie: komu i w czym mam pomagać? Kto jest moim odbiorcą? Na jakie tematy mam się wypowiadać? W jakich kanałach moi odbiorcy będą chcieli mnie słuchać? Potem to kwestia planu. Pamiętaj, że „walutą” budowania marki jest uwaga Twoich odbiorców. Możesz ją wymieniać za pieniądze (płatna reklama) lub czas (wyszukasz lub stworzysz ciekawe informacje, które przyciągną ludzi). Fajnie jest wiedzieć, że ludzie płacą swoją uwagą tak samo chętnie za rzeczy, które stworzysz jak i za te, które po prostu wynajdziesz. Więc tu jest dość spora przestrzeń do „optymalizacji” marki.

Content marketing, powiedź co dała ta metodyka Pawłowi Tkaczykowi. Czy to tworzenie podcastu, napisanie książki czy praca jako szkoleniowiec, prelegent wykreowała markę Pawła Tkaczyka?

Content marketing to narzędzie – pozwala mi na wysyłanie interesujących treści różnymi kanałami. Kluczem, oczywiście, pozostaje treść. Każdy ma dostęp do tych kanałów, w większości są oferowane za darmo (jeśli nie liczyć zainwestowanego czasu), więc konkurujemy na jakość przekazywanych wiadomości. Najpierw był blog – powstał jako forma reklamy mojej firmy. Potem szkolenia, podcast, książki… Myślę jednak, że kluczowe są dwie sprawy. Trzeba wyważyć z jednej strony trzymanie się swojej niszy (wypowiadam się na temat marketingu, marki osobistej, grywalizacji – rzeczy, w których poruszam się zawodowo). Staram się nie dotykać „na poważnie” polityki, sportu, gotowania czy naprawy samochodów – spraw, na których się nie znam. Z drugiej jednak strony trzeba dawać odbiorcom to, czego oni chcą. Zatem uzupełnienie „moich” tematów treściami rozrywkowymi (takie wrzucam na Facebooka, Instagram, czasem do newslettera) zapewnia zaangażowanie większe niż gdybym ładował tylko nudne, marketingowe rzeczy.

Twój newsletter, ma jedno z najciekawszych copy jakie czytałem na polskim rynku. Jaki wpływ na Twój biznes ma e-mail marketing, którym niewątpliwie są „Brylanciki”?

Uważam skrzynkę odbiorczą za jedną z najważniejszych sieci społecznościowych. Na pewno jedną z najbardziej skutecznych. Zwróć uwagę, że nie wszyscy są na Facebooku, Twitterze, LinkedIn, Snapchacie – ale wszyscy mają adres e-mail. To, co chcą widzieć w tych skrzynkach to zupełnie inna sprawa. Uważam, że większość marketerów nie potrafi robić dobrych newsletterów. Nauczeni „starą szkołą” traktują skrzynkę odbiorczą jak kolejną przestrzeń reklamową. Tymczasem mail to kanał komunikacji z jednej strony prywatny, z drugiej dwukierunkowy (tak bardzo różny choćby od publicznej, jednokierunkowej reklamy prasowej). I copy, które Cię tak zachwyca jest właśnie efektem takiego myślenia. Nie piszę „do wszystkich”, ale „do Ciebie”. I to w taki sposób, żeby zachęcić Cię do odpowiedzenia na ten mail. Przyszło Ci kiedyś do głowy odpowiedzieć na klasyczny newsletter? Nie, bo treści w nim prezentowane to „20% zniżki we wszystkich naszych sklepach” – jak na billboardach w mieście. Zatem: dobrze zrobiony newsletter jest bardzo, bardzo skuteczny.

Prowadzę biznes online, załóżmy start-up na jakich wartościach, jakich działaniach mogę budować przewagę konkurencyjną?

Och, z odpowiedzi na to pytanie można by napisać ze dwie książki. Masz klasyczne podejście: oferować unikalny produkt, sprzedawać go w wyjątkowym miejscu, mieć cenę nie do podrobienia albo zawłaszczyć kanały komunikacyjne (to ostatnie wymaga dziś sporych nakładów finansowych). Powyższe przewagi wynikają z tzw. 4P marketingu. Możesz też zastanowić się, jak obudować Twój produkt dodatkowymi usługami (zwłaszcza jeśli sprzedajesz to samo, co wszyscy – na przykład prowadzisz szkołę językową czy sklep z bielizną). Szkoła językowa z zajęciami jednocześnie dla dzieci i rodziców, która oferuje… mycie auta w czasie, kiedy rodzic i dziecko są zajęci nauką. Brzmi odjechanie, prawda? Ale wartość takiej lekcji jest większa, niż identycznej lekcji bez dodatkowego mycia auta…

We współczesnym marketingu niezmiernie ważne jest też dbanie o emocje klienta. Komunikacja „mechaniczna” typu „wysłaliśmy do Ciebie produkt, dziękujemy” przegrywa z czymś w stylu „Hej, paczucha z tej strony, piszę z paczkomatu. Niby jest dobrze, że wiesz jak to mówią – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Prośba: przyjdź po mnie.” (to ostatnie to zresztą autentyczny komunikat InPostu). Jest jeszcze sporo metod: upraszczanie, oszczędzanie czasu i nerwów klienta, marketing treści…

Jak udaje Ci się łączyć te wszystkie konferencje, szkolenia, wywiady, prowadzenia własnego konta na Facebook-u i zarządzanie Mideą. To wszystko wydaje się pracą na pełną dobę.

W takim razie świetnie się składa, że mam akurat dobę – jak wszyscy 😉 A poważnie: to kwestia odpowiedniego zaplanowania narzędzi i organizacji pracy. Fanpage „żyje” z jednej strony treściami, które planuję na początku każdego miesiąca. Zatem jeśli dziś potrąciłaby mnie ciężarówka, rzeczy na Facebooku i Twitterze publikowałyby się jeszcze przez jakieś 30 dni. Z drugiej strony to świetni ludzie, którymi się otaczam. MIDEA nie wymaga już wielkiego zaangażowania z mojej strony. Powiem więcej: dzięki Patrycji czy Adrianie, które ogarniają logistykę moich wyjazdów, przelotów, noclegów i wystąpień mogę się skupić na merytorycznej części mojej pracy. A to z kolei dostarcza „paliwa” Magdzie, Pawłowi, Michałowi i Agnieszce, którzy świetnie wdrażają rzeczy, o których opowiadam na konferencjach. Zatem: stoję na ramionach gigantów i tylko „świecę twarzą”. Nic w tym nadludzkiego :).

 

Czytaj również:

https://marketingibiznes.pl/start-up-zone/marketingowe-myslenie-w-startupie

Rynek e-commerce na Słowacji

Wywiad z Cyprianem Iwuciem – Sprzedaż poza granicami kraju jest normą!

Do góry!

Polecane artykuły

Zapisz się do naszego newslettera

Wyślij mi newsletter (Możesz się wypisać w każdej chwili).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

email marketing powered by FreshMail
 

Subscribe to our newsletter

email marketing powered by FreshMail