Mała szklarnia. Historia biznesu w trudnych czasach pandemii

23.03.2020 AUTOR: Miłosz Jarosiewicz

Geneza mojego biznesu

W listopadzie otworzyłem z dziewczyną stacjonarny sklep roślinny we Wrocławiu – Mała szklarnia. Przygotowywałem się ponad 5 miesięcy i od otwarcia szło świetnie. Wydarzenie FB z otwarciem sklepu zebrało ponad 50k organicznego zasięgu. Każdego dnia cisnąłem content, angażowałem znajomych. Zebranie 3k fanów zajęło nam ok 4 miesiące.

Od początku staram się trzymać metodologii lean – szukanie MVP, minimalizowanie kosztów, działanie i ciągłe iteracje. Sklep nie był idealny, choć stworek pt. perfekcjonizm codziennie wiercił mi dziurę w głowie, że wszystko powinno być bardziej dopracowane.

Chcę: customowe regały na całą ścianę za 5k+
Biorę: proste regały z castoramy po 100-200 zł za szt
Chcę: wypasiona, oklejona lada sklepowa
Biorę: sklejka, stare deski, trochę majsterkowania
Chcę: piękne torby z wydrukowanym logo
Biorę: pieczątka i odbijanie na każdej szt zwykłej torby

I tak dalej. To pozwoliło na minimalizowanie kosztów od początku i stopniowy wzrost, inwestując w najważniejsze rzeczy: towar i reklamę. Dzięki temu praktycznie od pierwszego miesiąca generowaliśmy zysk, non stop wszystko reinwestując. A z czasem można upiększać i dodawać.

Co robić, jak świat się sypie?

Po najlepszym miesiącu od otwarcia (a był nim luty – dla branży TEORETYCZNIE zima jest raczej gorszym okresem), i konsekwentnym ciśnięciu planu musieliśmy zamknąć sklep z dnia na dzień – de facto w piątek 13go. Jeszcze dzień wcześniej dopiąłem największe dotychczas zlecenie aranżacji roślinnej, które trzeba było chwilę potem zamrozić. C’est la vie!
Był to sprawdzian naszej kreatywności, konsekwencji, determinacji i elastyczności.

Reagowanie pomimo emocji

Z początku byliśmy nieco przerażeni. Swoją drogą, od miesięcy przygotowywaliśmy sklep internetowy. Ilustracje na stronę, ładne opisy, dogranie designu, spisanie stanów magazynowych, wprowadzenie produktów… generalnie sporo pracy.
Ucięcie przychodów do zera wymusiło na nas natychmiastową reakcję. W ciągu paru godzin stworzyliśmy grupę na FB. Spisaliśmy parę prostych zasad. Odpalamy.

W ciągu 24h do grupy dołączyło ponad 400 osób. Po trzech dniach ta liczba się prawie podwoiła.

Warto wspomnieć, że w tym czasie cała nasza konkurencja dzień po dniu ogłaszała, że otwiera swoje sklepy internetowe.

Jakie z tego lekcje?

Był to efekt miesięcy konsekwentnie realizowanych założeń strategii i budowania społeczności.
Do tego konstrukcja prostych kampanii FB Ads zapewniających nieustanne dotarcie do zainteresowanych. Ciągłe próbowanie nowych rzeczy, eksperymentowanie. Ubijanie perfekcjonizmu – “better done than perfect”.

Co dalej?

Szukanie kolejnych kroków do przodu. Budowanie pozycji startowej do wrzucenia drugiego biegu od razu jak sytuacja się uspokoi. Równie dobrze mogą zakazać wychodzenia z domu i wtedy żadnej paczki nie dostarczymy, ale nikt nie wie, jak to się potoczy, dlatego warto robić, co możemy.

Każdemu życzę wytrwałości – obecna sytuacja to sprawdzian, który musimy przejść po dobrych czasach wypełnionych nauką.

Do góry!

Polecane artykuły

29.07.2020

Smartfon z dobrym aparatem – przegląd modeli ...