2020 / 03 / 02

#22: Co znosi głowa foundera. O psychice przedsiębiorcy

clock 47:23 | via Marketing i Biznes

Wszystko to z czym boryka się umysł przedsiębiorcy. Te wszystkie zmartwienia, które zaprzątają nasze przedsiębiorcze głowy. Problemy, wyzwania, brak snu, stres i... tak w nieskończoność. Emocjonalna sinusoida, z którą trzeba sobie poradzić, chociaż nie jest łatwo. Zapraszam do najnowszego odcinka podcastu dla przedsiębiorców.

Audio:

 

Video:

Goście:

Michał Bąk

Prowadzący audycję „Marketing i Biznes”. Chce pokazać jak rozwijać firmę, radzić sobie z wyzwaniami jakie stoją przed przedsiębiorcami a także jak zarządzać swoją psychiką jako founder. Wszystko to po to, aby zbudować w Polsce dużo rentownych firm i rozwijać szczęśliwych przedsiębiorców.

Wersja tekstowa:

Cześć, z tej strony znowu Michał Bąk. W 2019 roku szczególnie ważny dla mnie był temat psychiki foundera. Właśnie na ten temat nagrałem ten odcinek. Jest on dla mnie szczególnie ważny, dlatego że dochodzą do mnie echa i głosy, że do tej pory ten temat był dość mocno bagatelizowany w polskich mediach, i że rzadko kto dzielił się takimi przemyśleniami. One nie są zbyt odkrywcze i dla kogoś, kto jest w temacie bardzo mocno otrzaskany okaże się, że wcale żadnych prawd oczywistych nie odkrywam tym odcinkiem. I nie zależy mi na tym, żeby odkrywać tutaj przed wami prawdy oczywiste. Gwarantuję ci że wiele osób, które słucha tego odcinka ma podobne przemyślenia i bardzo mocno się cieszyło, gdy napisałem ten post o tym co siedzi w głowie foundera. Dlatego też zdecydowałem się na nagranie tego odcinka na kanwie właśnie tamtego artykułu.

 

OK, zacznijmy od syndrom oszusta, czyli pierwszej rzeczy która siedzi w głowie foundera. Jeżeli mamy jakieś niepowodzenie bardzo często wkracza do nas, do naszej głowy syndrom oszusta. Podważa wszystkie sukcesy, wszystkie rzeczy, które udało nam się osiągnąć i powoduje, że zaczynamy mieć mętlik w głowie i zadajemy sobie pytanie czy my się na pewno nadajemy do tej roli foundera, czy my na pewno nie minęliśmy się z powołaniem, czy może nie powinniśmy pójść na etat. Dlatego że ten syndrom polega na tym żeby właśnie robić nam taki mindfuck i powodować, że niestety, ale część rzeczy które osiągnęliśmy zaczynamy podważać i kwestionować te rzeczy. Przykładowo mamy sytuację, że osiągnęliśmy w jakiejś dziedzinie sukces. Załóżmy – zrobiliśmy fajny projekt, ale przychodzi gorszy moment, gorszy czas, na przykład, nie wiem – organizm nam się trochę pochorował,  co bardzo się przekłada na to, co siedzi u nas w głowie. I zaczynamy dochodzić do konkluzji “Ale to kurczę każdy mógł zrobić tą rzecz, która świadczy o naszym sukcesie, to każdy mógł osiągnąć ten sukces, nie jestem jakiś wyjątkowy, że zbudowałem to. Co z tego, że tutaj wszyscy naokoło mówią, że jestem taki wyjątkowy, jak wcale taki nie jestem”.  Widzę to wewnętrznie po sobie. I bardzo często jest nam łatwo zakwestionować jak mamy jakąś porażkę nagle na koncie, gdzie idzie coś dobrze i nagle niestety zaczynamy rozważać “kurczę, ale czy gdyby to się wydarzyło, to czy odnieślibyśmy sukces, czy gdyby nie wydarzyło się to, czy to nadal miałoby taki sam kształt”. I zaczynamy po prostu podważać prawdy i rzeczy, które mamy. Argumenty ze wszystkich stron, że wszystko poszło dobrze, my nagle zaczynamy to podkopywać i zaczynamy szukać dziury w całym. Zwłaszcza właśnie w momencie gdy wkrada się micro porażka, albo załóżmy, nasz organizm się rozregulował przez chorobę czy przez jakieś inne zdarzenie. No i wtedy łatwo się podważa.  Jeżeli jest jakiś argument ku temu, to syndrom oszusta zaczyna ciągnąć to za rękę i zaczyna pogłębiać – “ale to wcale nie jest takie dobre, wcale nie zrobiłeś nic takiego wyjątkowego” i tak dalej, i tak dalej. Więc warto mieć świadomość i czasami też warto prowadzić pamiętnik z rzeczy, które osiągnęliśmy. Pamiętnik sukcesów, zwłaszcza uzupełniony na bieżąco, czyli co wydarzyło się w danym tygodniu, jakie mikro zdarzenia spowodowały, że przesunęliśmy się w kierunku sukcesu.

 

Kolejna rzecz to zwalanie niepowodzeń na czynniki zewnętrzne. Czyli nie to, że ja spowodowałem, że mamy dany problem w organizacji, to nie moja wina, że ten projekt nie wyszedł, to nie moja wina, że ten startup upadł. I bardzo często zwłaszcza młodzi przedsiębiorcy, którzy jeszcze nie nauczyli się panować nad swoimi emocjami, ze swoim temperamentem, zwalają na takie czynniki – to wina pracownika, to wina tego, że był korek, dlatego się spóźniłem, to wina tamtej sytuacji, to wina mojego partnera biznesowego, mojego podwykonawcy, i tak dalej, i tak dalej. Kiedyś, jak byłem młodszy i robiliśmy dużo rzeczy dla klientów, takich rzeczy typu szablony na Allegro i sklepy internetowe, strony internetowe, to bardzo często tłumaczyłem klientowi, że to mój pracownik, i tak dalej. I kiedyś pamiętam, że jeden z klientów, bardzo fajny, z którym długo współpracowaliśmy powiedział, żebym się nie ważył nigdy klientowi zwalać na czynniki właśnie zewnętrzne, zwłaszcza na swojego pracownika, bo to nie on przyjął zapłatę za wykonanie tej strony i to nie on został przedstawiony jako Project Manager tego projektu czy osoba, która będzie odpowiedzialna za dowiezienie tego projektu.

 

Kolejna rzecz to oczekiwania, które są rozdmuchane względem rzeczywistości. Jeżeli w głowie sobie zakodujemy, że musimy na przykład, nie wiem, zrobić 5 000 000 przychodu w tym roku, musimy urosnąć o 40%, bo taka właśnie jest presja otoczenia, i tak dalej, i tak dalej, to to wszystko powoduje, że względem rzeczywistości rozdmuchujemy swoje oczekiwania. I te oczekiwania często są napompowane do granic możliwości i co za tym idzie niestety, ale też nasza głowa zaczyna się do nich dostosować. Do oczekiwań, które napompowaliśmy. Jeżeli napompowaliśmy sobie oczekiwania, że musimy to wykonać, to każda rzecz poniżej tego oczekiwania napompowanego uznajemy w głowie jako porażkę. I dlatego też bardzo mocno pracuję nad sobą, żeby nie nakreślać sobie w głowie jakiś schematów, jeżeli chodzi o oczekiwania. I tutaj bardzo mocno też rozmawiam z moimi młodszymi kolegami, którzy bardzo często KPI czy cele mylą z oczekiwaniami. I to też powoduje, że jeżeli nie dowożą oczekiwania w stosunku do czegoś, mają z tym później problemy mentalne.

 

Kolejna rzecz, na którą cierpią founderzy, przedsiębiorcy to jest to, że chcą za wszelką cenę udzielić odpowiedzi na każde pytanie. To jest bardzo powszechny błąd. Jeżeli się na czymś nie znam, to staram się teraz mocno, mocno przeprocesowałem teraz sobie, żeby nie odpowiadać, żeby za wszelką cenę nie chcieć udzielić odpowiedzi. To jest bardzo zgubne. Bardzo zgubne, dlatego że zaczynamy wypowiadać się w tematach, w których nie jesteśmy ekspertami. Ludzie wtedy zaczynają rościć sobie prawo do pogłębienia, żebyśmy pogłębili to. I to powoduje że zaczynamy błądzić i coraz bardziej głębiej wchodzić w ten las tego kłamstwa, które wykreowaliśmy. I w głowie zaczyna nam się potem przestawiać i zaczynamy po prostu mieć takie dziwne uczucie, że przez to że zabieramy czas, zabieramy głos w każdej sprawie, chcemy za wszelką cenę podać odpowiedź w każdym temacie, to zabieramy sobie swój cenny czas i głowie jakieś schodki, jakieś oczekiwania względem tych odpowiedzi sobie też budujemy.

 

Kolejna rzecz to jest rzecz, która jest nieunikniona i która towarzyszy nie tylko przedsiębiorcom, ale mówię to z perspektywy przedsiębiorcy, bo to jest bardzo ważne, żeby to zdefiniować, to jest to, że emocje są sinusoidalne. To że dzisiaj, jeżeli mam lepszy dzień, to nie znaczy że jutro taki sam nastąpi i trzeba to po prostu zaakceptować. Że wszystkie nasze emocje układają się w sinusoidę, raz góra, raz dół. I trzeba wiedzieć, że oczywiście da się tym stymulować, lepiej się na przykład odżywiać, lepiej się wysypiać ,i tak dalej i tak dalej, co powoduje, że mamy szansę po prostu mieć mniej tych dołów. Ale prawidłową rzeczą jest to, że ta sinusoida zawsze będzie występowała. Nawet jeżeli projekty idą bardzo, bardzo nienagannie i że nam wszystko wychodzi w biznesie, to zdarzają się też takie sytuacje, że po prostu – czy to właśnie syndrom oszusta spowoduje, że nagle mamy zjazd, albo jakaś negatywna informacja, albo coś nawet prywatnie wytrąci nas i nie potrafimy się cieszyć sukcesem firmowym. Więc ta sinusoida zawsze będzie nam towarzyszyła. Można nią manipulować, można właśnie różne rzeczy stosować, różne zabiegi, ale finalnie niestety albo stety, musimy wiedzieć, że to będzie nam towarzyszyło przez całą naszą przedsiębiorczą karierę. Nawet jeżeli będziemy już ustawieni do końca życia, to nadal – znam nawet osoby, które już mogą nic nie robić do końca życia, ale nadal cierpią na tą sinusoidę, bo nie zawsze świeci słońce. Nie zawsze jest kolorowo i czasami są mikro problemy, które się wkradają, które zamartwiają nas i powodują ten zjazd emocjonalny. Gdy zamiast snu głowa robi “ratatata”, strzelając problemami, nie dając zasnąć. Na pewno gdy miałeś jakieś problemy, na pewno zdarzyło ci się tak, że próbowałeś usnąć i niestety, ale ten sen nie następował. Bo po prostu zbyt mocno weszły ci te problemy i zbyt mocno zacząłeś analizować co się dzieje w firmie, z jakimi wyzwaniami się aktualnie mierzymy, co powoduje te problemy, co się dzieje że one w ogóle u nas występują. Jeżeli takie coś ma miejsce, to oczywiście powinno się to rozładowywać odpowiednio wcześniej. Od odstawiania ekranu, od medytacji, przez wysiłek fizyczny. Czyli jeżeli wiemy że mamy, cierpimy na ten stan; ja kiedyś cierpiałem, w 2019 praktycznie w ogóle nie miałem takiej sytuacji że myślałem i przez to nie mogłem zasnąć, to towarzyszyło mi w minionych latach, w 2019 bardzo mało takich sytuacji było, tam pewnie na palcach jednej ręki czy palcach dwóch rąk mogę policzyć dni, w których nie zasypiałem z powodu, no właśnie tego, że moja głowa zaczęła myśleć o wszystkich wyzwaniach, wszystkich problemach, które aktualnie posiadam. I to było bardzo dobre, bo nauczyłem się, że tym jest dużo łatwiej manipulować niż emocjonalną sinusoidą.  Wystarczy, że zrobię kilka rzeczy typu właśnie odstawienie telefonu, odstawienie pisania maili tuż przed spaniem, bo to też powodowało, że ja jeszcze byłem w procesie myślowym i jeszcze długo, długo później analizowałem co powinienem zrobić. Też przestałem odbierać maile po określonej godzinie, bo czasami – w tamtym roku miałem takie sytuacje, że dostawałem negatywną informację w mailu, ja zaczynałem się nią zamartwiać i zacząłem ją analizować i przez to właśnie na przykład nie mogłem zasnąć. I to też właśnie nauczyłem się mocno pokonywać to wyzwanie. I chciałbym żeby właśnie ktoś, jakby miał jakąś rzecz zapamiętać z tego, to że tym jest stosunkowo łatwo manipulować i łatwo się pozbyć się tego problemu.

 

Gdy rano nie możesz opuścić łóżka, bo problemy cię przygniatają. Nie wiem czy ty miałeś takie zmartwienie, taki problem. Ja miałem takie różne sytuacje. Dużo mniej po ślubie, dużo więcej przed ślubem miałem takich sytuacji, że nie potrafiłem sobie poradzić. Być może dlatego, że odkąd mi się urodził syn, czy odkąd zamieszkałem z moją żoną, to odpowiedzialność jest nie tylko za mnie, ale też za innych. I może to spowodowało, że nie mam już z tym takiego problemu jak miałem kiedyś. Ale kiedyś były takie sytuacje, że problemy na tyle mnie przygniatały, że nie potrafiłem się zwlec z łóżka. Po prostu proces wyjścia z łóżka trwał dziesiątki minut, albo czasami nawet i dłużej. Po prostu nastawiałem sobie zegarek na określoną godzinę, nie potrafiłem wstać, bo czułem że jak wstanę, że mam straszny kocioł problemów, różnych rzeczy. Oczywiście teraz zdarza mi się że czuję w różnych sytuacjach napięcie po wstaniu, ale nigdy mi się nie zdarzyło, że leżę teraz w łóżku dziesiątki minut i nie mogę wstać, bo mnie problem przygnębia. Kiedyś oczywiście też do tego dochodziło złe żywienie, które powodowało, że po prostu organizm był tak zderegulowany, że nie potrafił też fizycznie sobie radzić z nowym dniem. Więc takie najgorsze wspomnienie jakie miałem, to to że potrafiłem na przykład nie móc wstać na spotkanie, które odbywało się o 12:00. Zdarzyło raz mi się zdarzyło zaspać na spotkanie,  które miałem o 12:00. Tak miałem na początku swojej działalności gospodarczej, kiedy miałem  rozregulowany organizm.

 

Kolejna rzecz, która towarzyszy w naszej głowie jest to nieustanna potrzeba pozycjonowania się na tle innych. Niestety ale media, zwłaszcza społecznościowe spowodowały, że chcemy być jak inni. Chcemy być tacy jak na przykład osoba, która odnosi sukces, jak firma która odnosi sukces. Żeby nasza firma była taka sama, chcemy być rzeczą X dla danej branży, załóżmy Uberem dla … i tutaj nazwa. Nasza głowa wbiła sobie, że musimy się pozycjonować na tle innych marek, firm czy właśnie osób. I to powoduje, że niestety ale idziemy do danego miejsca, w danym miejscu okazuje się że osiągnęliśmy sukces podobny, albo przewyższyliśmy od osoby, na której nam zależy, ale za chwilę zaczynamy się pozycjonować na tle kolejnej osoby. I zamiast cieszyć się osiągniętym sukcesem to zaczynamy myśleć o kolejnej rzeczy, którą musimy zdobyć. Ciągle gonimy tego króliczka, ciągle jest nam wszędzie nie po drodze, wszędzie gdzie dochodzimy do jakiegoś poziomu to zaraz chcemy kolejny poziom. Przykładowo, nasz znajomy jeździ jakimś super autem, dochodzimy do poziomu, tego super auta, ale widzimy że kolejny znajomy już ma lepsze auto i nie cieszy nas posiadanie aktualnego samochodu, tylko chcemy mieć już taki samochód jak ma nasz znajomy.

 

Kolejna rzecz to frustracja z rzeczy, na które nie mamy wpływu. Tak jak już wspomniałem, ten korek to jest najbardziej taki znamienny przykład. Że niestety, ale denerwujemy się frustrują nas rzeczy, na które nie mamy wpływu. Powiedzmy, denerwujemy się tym, że ktoś zwleka z odpowiedzią, denerwujemy się z tym, że właśnie utknęliśmy w korku, denerwujemy się tym, że dana sytuacja niezależna od nas się wydarzyła. Więc po prostu mamy tak psychikę skonstruowaną, że niestety, ale przez pewne schematy zaczynamy się denerwować rzeczami,  bo utarło się, że “o, to jest denerwująca rzecz”. I przez to my też spozycjonowani i nauczeni w cudzysłowiu przez innych, zaczynamy się denerwować rzeczami, na które nie mamy za bardzo wpływu. Kolejna sytuacja gdy email lub sytuacja spowodowały nagły wybuch kortyzolu. Kortyzol to potocznie hormon stresu i występuje właśnie w momentach, które są bardzo takie niecodzienne. Powodują u nas zdenerwowanie. Jakby to powiedziało pokolenie naszych rodziców czy dziadków, że “krew mnie właśnie zalała”. I tutaj mam na myśli to, że jeżeli na przykład wstajemy rano i czytamy maila i klient na przykład składa nam wypowiedzenie, albo widzimy że pracownik drogą mailową postanowił poinformować nas o tym, że zakańcza współpracę z nami, albo podwykonawca napisał że “sorry, jednak nie zrobię tego projektu dla ciebie”, no to mamy w takim momencie nagły wybuch tego hormonu stresu. I nagle zaczynamy się trząść. I często niestety, ale tak przekazana informacja, tak przystosowana przez nas informacje powoduje, że jesteśmy sparaliżowani i nie jesteśmy w stanie pracować efektywnie. Ja szczerze powiedziawszy, nadal nad tym pracuję. W tym roku już dużo mniej się emocjonuję takimi nagłymi zdarzeniami, ale skłamałbym gdybym powiedział, że w 100% udało mi się to wyeliminować. I  teraz chciałbym ci powiedzieć, że są rzeczy, które okazuje się, że ułatwiają rozładowanie. To co powiedział Mateusz Sobieraj w podcaście,  który z nim nagrałem, w wywiadzie, który z przeprowadziłem to, że taki nagły wybuch kortyzolu, nagłe sparaliżowanie możesz tylko i wyłącznie przez wysiłek fizyczny wyeliminować. Nie jesteś w stanie tego medytacją rozładować. Dlatego, że jeżeli będziesz medytował, to tylko się uspokoisz, ale tego napięcia nie usuniesz. Ja sobie teraz postawiłem do biura taki przyrząd, który będzie służył temu, że jak się zdenerwuję, to że będę mógł się rozładować przez wybieganie się w obrębie naszego biura. I  zobaczymy w niedalekiej przyszłości jak to się przełoży na właśnie takie nagłe, ciężkie, trudne sytuacje emocjonalne.

 

Gdy sytuacja w firmie ma wpływ na twoje zachowanie wobec najbliższych. To dość niestety powszechna rzecz. I prawdopodobnie jest dużo przedsiębiorców, dużo słuchaczy, którzy zauważyli to po sobie, że jeżeli mamy problemy w firmie, to niestety, ale emocje zabieramy ze sobą do domu. I bardzo często niestety rykoszetem nasi najbliżsi zaczynają obrywać. Często ci najbliższy, bogu ducha winni, którzy powinni służyć nam, żeby razem rozładować to napięcie to oni rykoszetem dostają w twarz naszymi problemami. Nie zawsze mają ochotę wysłuchiwać naszych lamentów, nie zawsze mają ochotę, na pewno nie mają ochoty bycia workiem treningowym. Czyli po nieudanym  dniu, żeby oni służyli jako rozładowanie tej sytuacji, bo to też jest trochę chore i patologiczne, gdy znajomi, najbliżsi, przez ignorancję lub brak zrozumienia podcinają nam skrzydła.

 

To kolejna rzecz, która towarzyszy naszej głowie. I jeżeli nie miałaś z tym do czynienia, to podpowiem ci taką sytuację z mojej autopsji. Jedna z najbliższych mi osób, przez kompletny niezrozumienie mojej branży mówiła cyklicznie,  może nieświadomie, ale podcinała mi skrzydła. I nabijała się z tego co robię, przez to, że kompletnie nie rozumiała że to nie jest jej epoka, że internet i to co ja robię, te projekty, którymi się zajmuję, to nie jest kompletnie ich bajka. Ja teraz bardzo łatwo i mądrze potrafię sobie to wytłumaczyć, że różnica pokoleń, że te osoby nie mają prawa rozumieć tego czym się zajmuję. I trochę tak jak ja nie do końca rozumiem z czego zarabiają YouTuberzy, gdzie jest ten model monetyzacji, tak samo mój dom, moi najbliżsi nie rozumieją dlaczego na przykład w internecie są pieniądze, jeżeli na przykład nie sprzedaję towarów. Bo ja nie sprzedaje towarów fizycznych. I o ile jeszcze na przykład są w stanie zrozumieć sklepy internetowe, jak działają, że wysyłają ten towar i na konto wpływają pieniądze, o tyle na przykład usługi czy budowanie produktów cyfrowych nie są w stanie zrozumieć. I teraz na przykład wytłumaczyłem to swojej głowie, że nie oczekuję wsparcia, nawet już szczerze powiedziawszy, nie oczekuję wsparcia a przynajmniej nie od tych osób. Bo one jakby żyły w innych czasach i one nie są w stanie zrozumieć tego,czym się teraz zajmuję.  I to też dało mi do zrozumienia, abym postępował tak samo,  abym się nauczył zrozumienia w stosunku do moich dzieci, które będą żyły w czasach, w których 80% zawodów, które będzie ich pokolenie wykonywało nadal do tej pory jeszcze nawet nie zostało wynalezionych. Więc muszę się wykazać w wyjątkowym zrozumieniem, żeby nie być hipokrytą, że na początku denerwowałem się, że ktoś nie zrozumiał mnie, a sam będę po prostu powielał ten schemat i sam będę osobą, która ma tak słabo nastawiony mindset, że nie będę rozumiał wykonywanych rzeczy przez moje dzieci, pokolenie moich dzieci. I nawet jeżeli nie będę tego rozumiał, to chciałbym żebym akceptował to i wspierał pomimo tego, że będzie towarzyszył mi brak zrozumienia. Bo ja nie mówię, że będę rozumiał te samoloty, samochody latające, czy kolonizację Marsa. Być może nie nie wykształcę w sobie mindsetu, który będzie to rozumiał. Chciałbym wykształcić się, żebym akceptował to i wspierał na tyle, ile będę w stanie inicjatywy moich dzieci.

 

Gdy toksyczni ludzie w organizacji sprawiają, że myślisz o dacie. Na pewno miałem takie wydarzenia w życiu swojej firmy, że osoby, które zatrudniłem powodowały to, że nie chciało mi się chodzić do tej firmy, nie chciało mi się być w biurze, nie chciało mi się z nimi obcować. No i też szczerze powiedziawszy, były takie sytuacje, że myślałem wręcz o etacie. Myślałem żeby rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady, że po prostu te osoby tak psują mi  krew, że nie warto z nimi obcować i nie warto się z nimi zadawać. To jeszcze pół biedy, ale gdy klient jest toksyczny i niestety jesteś zmuszony do jego obcowania, to nasza głowa  musi jeszcze podwójną męczarnie znosić. Bo w przypadku toksycznego pracownika jesteś w stanie go odciąć, ale jeżeli na przykład jesteś zmuszony do obcowania z toksycznym klientem, oczywiście ktoś powie, że zawsze jest rozwiązanie, zawsze możesz wypowiedzieć umowę. No nie zawsze możesz wypowiedzieć umowę, bo pracownikowi możesz wypowiedzieć umowę i ewentualnie znajdziesz wykonawcę którzy przejmie jego obowiązki, o tyle na przykład klient jeżeli stanowi nie wiem, kilkadziesiąt procent twojego przychodu, to nie jest tak łatwo zrezygnować. Jeżeli masz na przykład ileś tam osób na pokładzie swojej firmy, więc to też jest rzecz, która czasami siedzi nam w głowie, gdy klient jest toksyczny, ale nie masz powiedzieć pa pa jest gorzej. Jeżeli klient jest bucem, ale masz bardzo prosty manewr, żeby z niego zrezygnować. Jeżeli  stanowi 3-5% twojego przychodu i wiesz, że bardzo szybko możesz odkuć się, bo zwolni ci jakieś moce przerobowe, no to ty jesteś w super sytuacji. Bo możesz sobie pozwolić na to, żeby go po prostu wyeliminować. Ale jeżeli masz taką sytuację, że po prostu masz nóż na gardle, no to nie jest komfortowe. Albo gdy przez presję otoczenia zaharowujesz się, ale jest to mało efektywne. No niestety, też miałam taką sytuację, że wszyscy w mediach społecznościowych wrzucali “startup life, pracuj bardzo dużo, work hard, play hard”, i tak dalej. Zaczynali powtarzać jakieś głupie frazesy, które miało być wsparciem między sobą, że ludzie rzucali sobie zdjęcia “Jest po 20:00, a ja nadal w biurze”, i tak dalej, i tak dalej. To powodowało bardzo śmieszną sytuację, bo był taki czas, że właśnie moje pokolenie bardzo mocno się podniecało tymi, którzy byli tacy zapracowani. A przynajmniej uważali się za takich zapracowanych. Ja też miałam taki okres. Pamiętam z niego doskonale, że to co z niego wyniosłem, to to, że ta praca była bardzo nieefektywna. I bardzo mocno oczywiście też zdrowiem na tym przepłaciłem. Ale co było właśnie szczególne, to to, że właśnie w okresie tego takiego naposzuwanego pracoholizmu byłem nieefektywny. I prawdopodobnie gdybym z minimalizował do 8, a nawet 6 godzin bycie w biurze, ale naprawdę intensywnej, nie rozproszonej i głębokiej pracy,  to byłoby to bardziej skuteczne, niż te 12 godzin, które spędzamy w biurze. Ale w międzyczasie sobie zrobiłem zdjęcie, selfiaczka,  którego wrzuciłem w media społecznościowe, którego pokazywałem moim znajomym – “Zobacz kurczę, jest 21:00 ,jestem nadal w biurze. A ty co? Jesteś leszczem, bo wyszedłeś dzisiaj o 19:00”. Takie po prostu głupie, szczeniackie zachowania, które powodowały, że mieliśmy takie oczekiwania w stosunku do swoich najbliższych znajomych, przedsiębiorców, wykreowane, które premiowało pracujące weekendy, który promowało pracę po 21:00, które które po prostu było bezsensowne. I które dzisiaj widzę, że jest po prostu szczeniackie. W głowę wchodziło to niesamowicie,  w tym czasie, w którym chciało się imponować jeszcze tym znajomym. Części już tych znajomych nie ma, druga część na szczęście się uspokoiła i nadal jest w kręgu znajomych, ale no jakby do tego procesu trzeba było dojść. I życzę tobie żebyś po przesłuchaniu tego odcinka zmienił swoje postępowanie, a nie uczył się miesiącami tak, jak ja to robiłem w minionych latach.

 

Gdy masz wyrzuty że zarządzanie nie jest pracą. Jeżeli byłeś kiedyś rzemieślnikiem, wykonywałeś swoją pracę, typu robiłeś strony internetowe, pozycjonowałeś te strony internetowe, czy kodowałeś coś. I nagle zaczynasz zarządzać. To ja widzę po swoich znajomych, którzy właśnie przeszli tą drogę od rzemieślnika do prezesa, to widzę, że oni zresztą ja tak samo, mamy wyrzuty sumienia, jeżeli zamiast chwycić za pracę, zaczynamy zarządzać. Ja pamiętam też taką rozmowę z moim z ojcem, który właśnie powiedział “Słuchaj, jeżeli masz mało pracy, to zakasać rękawy i pracować”. I mi to gdzieś weszło w głowę, że ja nie zakaszę tych rękawów, że nie rzucę się w wir pracy, to nie jest to dobre. I jeżeli na koniec dnia nie powstaje z moich rąk jakaś rzecz, typu strona internetowa, typu zmiana pozycji – bo jestem pozycjonerem, czy cokolwiek innego, albo nie powstaje projekt graficzny, bo jestem desigerem, to że ja nie pracuję. I bardzo mocno deprecjonowałem, podważałem to, że zarządzanie jest pełnoprawną pracą. To też jest bardzo powszechny błąd, że ludzie, którzy bardzo długo, dużą część swojego życia zawodowego pracowali jako rzemieślnicy, przechodząc do pracy jako zarządca, zarządzający manager, to później na koniec dnia robią sobie takie podsumowanie (ja sobie robiłem często takie podsumowania) i tak się zastanawiam “kurczę, co ja tak na dobrą sprawę zrobiłem tego dnia?”. i nie mogłem sobie uświadomić,  że po prostu to trochę inaczej wygląda, ta droga przejścia z punktu A do punktu B, że zamiast powstania gotowego produktu na koniec dnia, czy do określonej rzeczy często ten efekt jest dużo dłuższy i na niego trzeba poczekać. Chociażby budowanie procesów, ja jestem teraz  mocno skupiony na budowaniu procesów i  budowaniu nowych produktów. I ja nie buduję produktów przez to że koduję, czy robię design dla tego produktu. Jestem osobą, która tak dobrą sprawę jest bardziej Product Ownerem i spinam procesy powstawania tego produktu. Ale ja tutaj w stu procentach nim zarządzam. I tutaj właśnie uważam, że to jest rzecz, która młodym CEO, młodym prezesom firm, którzy wcześniej często pracowali i robili jakąś pracę umysłowo-fizyczną, ale która przeprowadza z punktu A do punktu B z dnia na dzień, no to mają z tym problemy. Ja doskonale po rozmowach z moimi znajomymi, widzę ten problem.

 

Gdy saldo robi salto i pada na pysk. Zabawna anegdota, to jest cytat z jednego z muzyków, jednego rapera Bisz. I właśnie tam jest taka piosenka, na temat zarządzania finansami prywatnymi, ale bardzo podobna rzecz jest jeżeli chodzi o finanse firmowe. Jeżeli ten cash flow wywala się i mamy z tym problemy, jeżeli mamy problemy finansowe to jest rzecz, która najczęściej towarzyszy – emocje negatywne jeżeli chodzi o problemy w firmie. Najbardziej bolą nas relacje z pracownikami i właśnie finanse, tak przynajmniej widzę to po swoich obserwacjach na swoim żywym organizmie. Że właśnie te dwie rzeczy najbardziej zapadają w głowę i najbardziej się o nich myśli po wyjściu z pracy. Jeżeli chodzi o finanse, jeżeli dzieją się rzeczy niespodziewane, takich których nie przewidujemy, nie widzieliśmy, to najbardziej nas dotyka emocjonalnie. Ja dlatego tak bardzo polubiłem pracę na finansach, pomimo że nigdy nie byłem w tym dobry, to nauczyłem się, że praca na cyfrach jest bardzo ważna. Bo jeżeli nie pracujemy i żyjemy sobie w błogiej nieświadomości, to później ten kop w postaci właśnie wywróconych finansów jest znacznie gorszy niż gdybyśmy robili to na bieżąco. I na bieżąco jakiś tam stres przeżywali, spowodowany tym, że te rzeczy się w naszych finansach dzieją.

 

Gdy nie wiesz co dalej. I to jest  też rzecz, której się zawsze najbardziej boję. Szczerze powiedziawszy, gdy nie wiem jak wyjść z danego problemu, gdy nie mam planu, to jest dla mnie to najbardziej stresujące ever. Po prostu nie ma bardziej stresującego dla mnie jak problem, i nie wiem jak go rozwiązać. Nie wiem co dalej, nie wiem co powinienem zrobić. Jeżeli mam poważne problemy, ale mam konkretny plan, to mnie to nie stresuje. Plan to jest takie trochę jak trzymanie przez dziecko za rękę. Nie czuję się zestresowany i jeżeli wiem krok po kroku jak powinienem wyjść z tego problemu. Ja miałem różne, nawet bardzo poważne problemy w firmie, ale jak miałem plan, to nie odczuwałem stresu. Miałem czasami zero na koncie, ale wiedziałem na przykład, że muszę  najbardziej zadłużonych klientów w stosunku  do nas ścigać, wiedziałem że muszę zrobić to, to, tamto, porozmawiać z tym, z tymi i z  tym podwykonawcą. I miałem po prostu gotowe checklisty planu, co muszę wdrożyć. Nie stresowałam się tak jak w momencie gdy miałem nawet mniejsze dużo problemy, dużo łatwiejsze w rozwiązaniu, ale nie wiedziałem co robić. Bo jestem sparaliżowany, to bardzo mocno wchodzi, przynajmniej w moim przypadku bardzo mocno wchodziło głowę.

 

Gdy ma się kompletnie różne wizje z co-founderem. Na szczęście od wielu lat nie pracuję z żadną osobą która ma równouprawnienie u mnie w firmie. Mówię na szczęście, jakby z mojej perspektywy, moich moich doświadczeń, nie mówię że nigdy bym nie chciał współpracować z co-fouderem,  z którym się rozumiem dobrze bardzo. Ale w moim przypadku raz sięgnąłem po co-foundera i to nie wyszło. Znam kilku moich znajomych, którzy współpracowali z co-founderami i tam też się rozbijało się o wizję, o nakład pracy, o wnoszenie do firmy konkretnych rzeczy. Więc mam takie przeświadczenie, że jeżeli nasze głowy, nasze oczy nie patrzą w ten sam punkt to możemy mieć problemy. Oczywiście możemy się różnić, możemy mieć różne wizje dojścia do tego punktu, ale on musi być zawsze taki sam. Żeby się nie rozbijało o to, że ty zrobiłeś mniej, ja zrobiłem więcej, i żeby po prostu nie powodowało to kłótni wewnątrz i problemów w głowie, że musimy się rozstać, bo nie było dobrego agreementu, nie było dobrego planu wyjścia z tej spółki między nami, nie zrobiliśmy tego, nie sprofesjonalizowaliśmy tego w czasie, gdy był jeszcze między nami pokój. No i teraz ta wojna nie spowoduje, że nagle rozwiążemy nasze problemy.

 

Gdy zdrowie robi przerwy w pracy. Ja miałem takie sytuacje, gdzie po prostu zdrowie powodowało, że nagle nie mogłem przychodzić do pracy. Nie mogłem zająć się zadaniami, nie mogłem rozwiązywać problemów. A to że nie mogłem rozwiązywać problemów to pogłębiało często problemy lub tworzyło kolejne. I niestety głowa bardzo mocno przeżywała jak w momencie, gdy powinienem być w firmie, ja w niej nie mogłem być, bo moje zdrowie na to nie pozwalało. I to zdrowie też uważam, że jest kluczowe jeżeli chodzi o to, żeby mieć komfort psychiczny w głowie, że wszystko jest okej. I nawet jeżeli mamy poukładaną firmę, która funkcjonuje bez nas, to zdrowie jest bardzo ważne żeby ten spokój psychiczny lbył przez nas osiągany.

 

Gdy kluczowy pracownik powie ci prawdę, że twoja organizacja jest taka, że mucha nie siada. Mucha nie siada bo się brzydzi. I niestety, też miałem taką rozmowę, że osoba która była dla mnie prawą ręką po prostu powiedziała, wylała wręcz kilka lat temu na mój temat, na temat mojej organizacji bardziej. I powiedziała, że to jest moja wina i wtedy bardzo mocno to przeżyłem. Ale tak na dobrą sprawę to zdaję sobie sprawę, że zasłużyłem na to i to niepoukładanie w firmie. Bo w stosunku do gościa który mógł ciągnąć tą firmę, który mógł naprawdę zrobić dużo dobrego, to ja się nie dziwię, że człowiek po prostu wybuchł i powiedział, że on chce po prostu (tu już nie chodziło o pieniądze, bo pieniądze na tamten czas płaciłem mu bardzo dobre, tylko chodziło o to że ta firma nie zapewniała żadnego rozwoju dla takiej jednostki, która jest wyróżniająca się spośród innych pracowników). Co by nie mówić, ta osoba po prostu przyjmowała jak co-foundera, a niestety zyskiwała mniej niż co-founder przy potencjalnym sukcesie. Więc tutaj mowa była o tym, że właśnie dostałem takiego plaska na twarz od osoby, która naprawdę była kumata i która bardzo mocno rozmiała tą firmę, tą branżę, wiedziała że mamy poważne problemy.

 

Kolejna rzecz, to gdy rodzi ci się dziecko, a ty nie jesteś w stanie skupić się na szczęściu, na przeżywaniu, na byciu tu i teraz, dlatego że problemy, które sobie zbudowałeś powodują, że zamiast być na tej sali porodowej, jesteś zupełnie w innym miejscu. Jesteś mentalnie w problemach firmy, rozwiązujesz je, bo myślisz, wydaje ci się, że pomożesz tej firmie przez swoją nieobecność i przez to że doprowadziłeś do takiej sytuacji, że ta organizacja jest niepoukładana. Już nic nie zmienisz i nie bycie ani w firmie ani przy porodzie twojego dziecka, jednej z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszej rzeczy w twoim prywatnym życiu, powoduje to, że nie będziesz ani efektywnie w firmie, ani efektywnym taką dobrą sprawę ojcem, tudzież matką.

 

Gdy na spotkaniu nie potrafimy dyskutować na argumenty, a jedyna rzecz jaką stosujemy, to aklamacja, czyli przegłosowanie przez krzyk. Jeżeli jesteś founderem masz, zazwyczaj w większości firm, większości organizacji, masz najważniejszy głos. Więc jeżeli zaczynasz bagatelizować argumenty ze strony swoich podwładnych, to niestety ale powodujesz efekt taki, że oni nie będą czuć się pewnie w organizacji. I przez to zobaczysz, że momentalnie stracisz chęć rozwijania tego, co robisz. Jeżeli zobaczysz, że ludzie po prostu nie są w stosunku do ciebie szczerzy, bo boją się że znowu zacznie się odbywać przez aklamację, a nie przez argumenty, że nie jesteś dobrym partnerem dla nich też. No bo jeżeli uważasz, że jesteś founderem I nie dopuszczasz ich do głosu to nie jesteś dla nich partnerem, więc szybko zobaczysz sobie, że ten sposób jest krótkodystansowy. Oczywiście możesz powiedzieć “ja jestem szefem, moje zdanie jest najważniejsze”, ale potem się okazuje, że najlepsze jednostki, najbardziej kumate nie chcą z takimi ludźmi współpracować. I to też wejdzie ci w głowę. I mi też niestety wchodziło to w głowę i nadal czasami zdarza się, że załatwiamy spotkania przez aklamację, zamiast przez argumenty. I też bardzo ważne jest to, żeby przepracowywać takie spotkania już po zakończeniu, żeby z przeanalizować swoje zachowanie, żeby przeanalizować czy mogliśmy zrobić coś lepiej, czy mogliśmy zrobić coś inaczej. No i wydaje mi się że wszystko da się zrobić jeszcze raz lepiej, ale tylko przez właśnie optymalizację, czyli przez świadome podchodzenie do tego co zrobiliśmy i szczere feedbackowanie samego siebie. Że “słuchaj, tutaj kurde przesadziłeś, tutaj nie powinieneś  impulsywnie wybuchnąć, tutaj nie powinieneś zatrzasnąć drzwi i wyjść”. No, zdarzają się takie rzeczy, zdarzają się jak wchodzą emocje, zdarzają się jak jesteś na początkowym etapie i sam kształtujesz się emocjonalnie. Ale najważniejsze jest to żeby dawać sobie samemu szczery feedback, że “kurde stary, przegiąłeś pałę w tym momencie i musisz to poprawić, bo z tym będzie źle”. No i szczerze powiedziawszy, ja tak właśnie przeprocesowuję to już ósmy rok prowadzenia działalności i widzę gigantyczny progres u siebie. Jeszcze nie jestem złotym dzieckiem emocji i małym buddą, bo zdarzają mi się i wybuchy emocjonalne i nie radzenie sobie czasami ze swoim emocjami, ale z roku na rok, szczerze powiedziawszy robię to coraz lepiej. Mając 30 lat osiągnąłem całkiem duże zrównoważenie psychiczne, a wydaje mi się, że w najbliższych latach jeszcze będę nad tym pracował. To mam szansę naprawdę być na dobrym poziomie jeżeli o to chodzi.

 

Kolejne to gdy okazuje się że jesteśmy samotnymi żeglarzami. To jest rzecz, która jest powszechnie uważana, że każdy przedsiębiorca jest samotny. To jest to po części prawda, bo nawet jeżeli masz co-foundera,  to on nie weźmie twojego problemu z twoją mentalnością nawet jeżeli jedziecie na tym samym wózku, nie weźmie twojego zmartwienia do siebie, do domu. Nawet najbardziej zaufane jednostki u ciebie w pracy nie wezmą twojego zmartwienia, bo one w razie czego jutro mogą znaleźć sobie inną pracę, ty nie zawsze. Nie zawsze możesz zrezygnować z dnia na dzień. Przez to wychodzenie z felernych projektów to jest  wielomiesięczne, a czasami wieloletnie wyjście. Więc wydaje nam się że jesteśmy samotnymi żeglarzami, ale na to też jest metoda. Po prostu spotykać się z takimi samymi samotnymi żeglarzami. Dlatego zachęcam cię też do udziału w konferencji, którą organizujemy – Founders Mind.  Która jest właśnie dla przedsiębiorców, ale takich rzeczy jest znacznie więcej. Możesz po prostu znaleźć sobie mentora, z którym będziesz chodził na kawę, albo nawet nie mentora, tylko osobę, która jest na podobnym etapie rozwoju organizacji. Żeby sobie wyjść i porozmawiać o wspólnych problemach.

 

Kolejna rzecz, która wchodzi nam czasami w głowę to to, że zalewają nas hasła pseudo coachy, czyli “jesteś zwycięzcą, jesteś najlepszy, i tak dalej i tak dalej”. My budujemy swoją pewność siebie nie na swoich osiągnięciach, ale na właśnie takich kołczingowych bullshitach, otaczających nas właśnie “trenerów”, którzy najczęściej, co jest paradoksem, najczęściej są teoretykami. Którzy mówią ci o tym, a bardzo często też nie potrafią w swoim życiu zawodowym nad tym panować, więc to taka hipokryzja bardzo wysokich lotów. Dlatego też zachęcam do nie słuchania pseudo coachy, z całym szacunkiem oczywiście do osób, które są bardzo dobrymi i profesjonalnymi coachami.

 

Gdy nie masz mentorów, czasu na naukę i wszystko sprawdzasz w boju. To kolejna rzecz, która powoduje że mamy w głowie taki brak pewności siebie. Bo jeżeli nie mamy mentorów, nawet jeżeli idziemy, idziemy, idziemy do przodu, to są takie momenty, że natrafiamy na sufit. I wtedy “Kurczę, jejku, czemu ja to wszystko testowałem, albo testuję w praktyce. Czemu nie zaufałem jakimś mentorowi, czemu nie miałem czasu na naukę, teraz bym rozwiązał ten problem dużo szybciej, albo już dawno rozwiązałbym, albo bym go po prostu nie miał”. Bo niestety, ale zamiast poświęcać czas na zdobywanie wiedzy, to cały czas testowałem to w boju, zwalając na to, że nie mam czasu na samorozwój.

 

 A na koniec, rzecz którą zauważyłem po sobie bardzo mocno, że jest kluczowe, jeżeli chodzi o szczęście, to zdefiniowanie tego szczęścia. Gdy niestety, ale nie zdefiniujemy tego szczęścia, to nie wiemy kiedy jesteśmy szczęśliwi. Może być tak, że prowadzimy zyskowną, rentowną firmę, ale nie to jest naszym szczęściem. Bo na przykład jesteśmy zyskowną  firmą, ale poświęcamy 14 godzin dziennie na to żeby być na tym poziomie. I to powoduje, że  niestety, ale przez brak zdefiniowania tego szczęścia okazuje się, że nawet robiąc dobrą firmę jesteśmy nieszczęśliwi. I wchodzi nam to w głowę. Bo wydawało nam się, że jeżeli przejdziemy ten etap nierentownej organizacji, organizacji z problemami, to na koniec dnia już będziemy wreszcie szczęśliwi. To nie jest nasze szczęście, bo może naszym szczęściem było to żeby mniej pracować.  I wtedy okazuje się że średnio rentowna firma albo ledwo wychodząca na plus może być, tworzyć szczęśliwego foundera, tylko dlatego, że nie żyjemy szczęściem innych. Nie żyjemy cudzym marzeniami, bo naszym szczęściem nie jest to żebyśmy byli najbogatszymi ludźmi na świecie, tylko naszym szczęściem jest to żebyśmy mieli czas dla rodziny i czas na podróżowanie, bo to jest właśnie definicja naszego szczęścia. Zachęcam żeby sobie zdefiniować, to wbrew pozorom nie jest takie proste, żeby zdefiniować sobie co powoduje u nas to szczęście szeroko pojęte. Bardzo ci dziękuję za wysłanie kolejnego odcinka, mam nadzieję, że będziemy się dużo częściej słyszeli, dużo częściej widzieli w nadchodzącym roku. Dziękuję ci bardzo. Pozdrawiam serdecznie, Michał Bąk.