2020 / 03 / 02

#20: Seryjne budowanie projektów, Od pracy za czteropak piwa do konferencji dla przedsiębiorców [solo]

clock 56:34 | via Marketing i Biznes

Zarządzanie projektami biznesowymi nie było moją zmorą, dopóki nie skupiłem się na jednym przedsięwzięciu. Ale aby do tego doszło musiałem sporo czasu i pieniędzy po prostu spalić. Czy jestem dumny z porażek, które odniosłem? Oczywiście, bo pozwoliły mi się znaleźć w aktualnym miejscu i to jest dla mnie najważniejsze. Zapraszam Cię na podróż po moich porażkach biznesowych, oraz tego co z nich wynika w aktualnie prowadzonych rentownych biznesach.

Audio:

https://www.spreaker.com/user/10916004/marekting-i-biznes-podcast-seryjne-budow

 

Video:

 

Goście:

Michał Bąk

Prowadzący audycję „Marketing i Biznes”. Chce pokazać jak rozwijać firmę, radzić sobie z wyzwaniami jakie stoją przed przedsiębiorcami a także jak zarządzać swoją psychiką jako founder. Wszystko to po to, aby zbudować w Polsce dużo rentownych firm i rozwijać szczęśliwych przedsiębiorców.

Wersja tekstowa:

Do nagrania tego odcinka zainspirował mnie Josh Pickford, który sam o sobie pisze jako “twórca”. I faktycznie może się śmiało tak nazwać, dlatego że od 2003 roku stworzył prawie 60 projektów. To bardzo duża liczba, jeżeli mówimy nie o projektach dla klientów, tylko o własnych wewnętrznych projektach. Część z nich zarabiała, część z nich zarabia do tej pory, a część była kompletnym fiaskiem. Był to człowiek, a właściwie jest, bo to jest osoba, która nadal nadal żyje i nadal funkcjonuje w środowisku startupowym, to człowiek który jest dość młody bo ma 40 lat, i pokazuje jak od 2003 roku czyli już 16 lat, właściwie prawie 17, bo być może ten odcinek się ukaże w 2020 roku, jak od tamtego czasu buduje przedsięwzięcia, których celem jest właśnie zarobkowanie. Bardzo dużo jego projektów okazała się fiaskiem, ale Josh Pickford  nigdy się nie zniechęcił. Buduje je seryjnie, buduje je w sposób przemyślany, co dla wielu może być zaskoczeniem, dlatego że zbudował ich 60 w ciągu 16 lat. Czyli można powiedzieć, że 4-5 rocznie wypuszczał projektów, które miały na celu być przedsięwzięciem komercyjnym. I oczywiście większość z jego projektów zarabia jakieś tam grosze, albo już dawno nie istnieje, albo zostało sprzedanych. Ale jeden z jego projektów przynosi 200 000 dolarów przychodu miesięcznego i jest obsługiwany w kilka osób. Czyli zapewnił mu bardzo dużo rentowność na tym projekcie, no i oczywiście też wolną głowę do tego, aby tworzyć kolejne przedsięwzięcia. I ja właśnie dlatego chciałem nagrać ten odcinek, a właściwie jest to do mojego tekstu, który już powstał, po prostu dopiska tego co stworzyłem. I też mam podobną duszę co Josh Pickford, dlatego że od 2008 roku buduje projekty i przedsięwzięcia internetowe, które również jak w przypadku Josha miały różne swoje zakończenie. Część z nich funkcjonuje do dzisiaj, część z nich zostało sprzedanych, a część z nich do tej pory już dawno gryzie ziemię, jak to się mówi potocznie. Przyjrzyjmy się zatem moim projektom, które od 2008 roku tworzę. To nie są zazwyczaj bardzo kreatywne przedsięwzięcia i nigdy nie uważałem, że jestem jakimś startup guy, który tworzy wyjątkowo innowacyjne przedsięwzięcia, które tworzy technologię, która może zapewnić ludzkości coś wyjątkowego i coś czego do tej pory nie było na świecie. Natomiast wszystkie te przedsięwzięcia miały taki cel, aby stać się źródłem utrzymania, albo numer 1, albo bardzo dobrą dywersyfikacją dla projektów które już prowadzę.

 

OK, zacznijmy od początku. Pierwsza była agencja reklamowa  eAdvert. Wtedy pracowałem na etacie. To było chwilę po tym jak skończyłem maturę i zarabiałem 1600 zł w ramach pracy w urzędzie. Pracowałem jako urzędnik państwowy w archiwum, więc to nie była jakaś rewelacyjna pensja. Więc samo stworzenie strony internetowej i design plus kod kosztował mnie 2500 zł wtedy. I to były pieniądze, które musiałem oszczędzać kilka miesięcy i poprosić osobę, która to realizowała żeby mi to rozbiła na raty, dlatego że z 1600 zł za dużo nie odkładałem miesięcznie. Do tego jeszcze dokupiłem pakiet za 550 zł pozycjonowania z gwarancją miejsc na Warszawę, na “agencja reklamowa Warszawa i pokrewne”. Na 10 fraz, które wykupiłem, 5 faktycznie znalazło się w top 10 i faktycznie przynosiło zapytania ofertowe. Jak się okazało, problemem było to że, nie miałem dobrych partnerów. Co mam na myśli “dobrych partnerów”? Jeżeli zacząłem szukać zleceń i te leady spływały, to gdy  wysłałem wycenę, to byłem albo bardzo mało konkurencyjny, bardzo drogi i przez to dużo osób odpadało. A kolejna rzecz, to że jeżeli przyjąłem system typowego outsourcingu, że szukam partnera w momencie gdy przychodzi zapytanie ofertowe, to mieliśmy problem z tym że bardzo długi czas na taką wycenę klient czekał. Do dzisiaj mam zapytania, do dzisiaj mam telefony z katalogów internetowych które wtedy były bardzo popularne i do których pododawałem sam czy ta firma, która pozycjonowała naszą stronę. I do dzisiaj ta strona generuje mi (znaczy strona już nie istnieje), do dzisiaj w katalogach internetowych jest moja osoba przypisana do firmy eAdvert Group,gdzie dostaje zapytania. Nawet 2 lata temu, cojuż po nie wiem, 5-6 latach nieistnienia eAdvert, dostałem zapytanie o wycenę dla urzędu. I to bardzo dużą wycenę, Bo jakiejś bardzo dużej liczby ulotek, bardzo dużej liczby projektów graficznych, i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście to był taki przetarg, gdzie brałem udział w tym, bo było to interesuje to z samego punktu nawet wzięcia udziału w takim przedsięwzięciu, w którym do tej pory nie startowałem. Klientów pozyskiwaliśmy głównie właśnie przez wyszukiwarkę, przy czym pozyskiwaliśmy to za duże słowo, bo ja w tamtym czasie za dużo tych klientów nie obsługiwałem jako eAdvert. Chociażby właśnie przez fakt, że byłem drogi, bardzo długie czasy oczekiwania na ofertę u klientów następowały, więc takie rzeczy miały miejsce. Błędy jakie popełniłem, to oprócz tego już czasu realizacji, to że nie mieliśmy własnego parku maszynowego i kompletny outsourcing powodował, że nawet gdybyśmy spinali jakieś transakcje, to klient musiałby czekać dość długi czas na realizację. Ja też źle dogadywałem się wtedy z partnerami, bo w sumie nie wychodziłem z inicjatywy, że będę jakimś hurtowym odbiorcą ich prac. I przez to oni też nie dawali mi bardzo dobrych atrakcyjnych cen, na których mogłem zarabiać. A prawdę powiedziawszy to stosunkowo łatwo było w tamtym czasie wziąć i coś zrobić, bo wystarczyło żebym od nich otrzymywał 20-30% rabatu i moim celem byłoby wtedy tylko pozyskiwanie klienta w takiej samej cenie jak oni świadczą w detalu, więc dałoby się to radę rozwinąć. Ale trzeba by było po pierwsze, zacisnąć pasa, po drugie robić to full-time i ja tego nie robiłem full-time, tylko robiłem to w godzinach roboczych pracy urzędniczej, wtedy jeszcze nie rzuciłem tej pracy, bo to byłoby za duże ryzyko. No i tak się okazało, że nie byłem atrakcyjny i ta rywalizacja z tymi podmiotami była dość dość ciężka. Na pewno tutaj dużą rolę miało to że, nie byłem w pełni dyspozycyjny, tak? Jeżeli miałbym ofertować i gdybym miał składać powiedzmy dwie trzy oferty dziennie to szybko przekułbym to w pierwszych płacących klientów. Tylko ja niestety nie posiadałem wtedy własnego kapitału. Nie posiadałem pieniędzy odłożonych, bo po pierwsze, wszystkie oszczędności wypłukałem na tą stronę i reklamy w Internecie, więc bez żadnej poduszki finansowej nie byłem w stanie odejść z etatu, a to powodowało takiego błędnego koła, bo jak nie byłem w stanie odejść z etatu, to nie byłem się też w stanie skupić na tej stronie internetowej i na tej spółce poligraficznej, żeby dobrze ją obsługiwać. Klienci na pewno też chcieli spotkań w czasie godzin roboczych, co dodatkowo nie uwiarygodniało mnie jako partnera, bo jak ktoś prosił na spotkanie, to zazwyczaj prosił do 17:00, ja do 16:00 czy 17:00 to ja pracowałem. Więc nie mogłem sobie pozwolić na to, że będę po prostu jeździł na te spotkania. I to też powodowało, że klienci też nieufnie podchodzili do takiej agencji, która jest droższa, dłużej wycenia i jeszcze nie jest w stanie w godzinach roboczych zapewnić nam jakiegoś customer care, jakiekolwiek spotkania i obsługi.

 

Kolejny taki projekt, który przeanalizujemy to sklep SEO. No to była platforma która służyła do zakupu linków, taka link buildingowa. Dzisiaj  się to znacznie sprofesjonalizowało, dzisiaj mamy LinkHouse, dzisiaj mamy White Pressa, które świadczą usługi w dużo bardziej profesjonalny sposób niż wtedy, takie typowo spamerskie linki się kupowało, czy to wykonywane scrapboxem czy xramerem, czy jakimś innym softami do pozyskiwania bardzo dużej liczby linków, często bardzo niskiej jakości. Też robiło się pseudozaplecza pozycjonerskie, czyli strony na WordPressie które się podlinkowywało tym scrapboxem, czy xramerem, po to żeby one jakkolwiek miały moc. No i z tamtych zaplecz też sprzedawaliśmy linki. Ja pamiętam, że sprzedawałem też, że najlepiej szło sprzedawanie linków z tych istniejących zaplecz, które postawiliśmy. Na aftermarkecie kupiłem całkiem sporo domem z page rankiem, wtedy page rank jeszcze był kluczowym parametrem, po którym się wybierało zakup linków. I wtedy też pozycjonowanie było dużo prostsze, bo głównie opierało się właśnie na wykupywaniu linków z takich zapleczówek. No i na tych zapleczówkach zarobiłem całkiem przyzwoite pieniądze. Sklep SEO to też było moje pierwsze przekroczenie 10 000 zł przychodu miesięcznego. Ja miałem wtedy 21 – 22 lata, już wtedy posiadałem działalność gospodarczą, więc też już odprowadzałem podatki i byłem ozusowany. I taka anegdota, że osoba, która wtedy ze mną rywalizowała ze sklepu SEO, do dzisiaj prowadzi bardzo rozbudowany sklep, idzie im bardzo dobrze i osiągają ponad pół miliona przychodu miesięcznego, więc da się z tego żyć. Oczywiście te sklepy SEO gigantyczną transformację przeszły. Wszystkie, które w tamtym czasie działały, przeszły albo upadek kompletny, ludzie się tym już nie zajmują, albo co właściciele zbudowali agencje pozycjonerskie, albo właśnie sprofesjonalizowali się i poszli w kompletnie w inną stronę i zaczęli sprzedawać bardziej profesjonalne linki, oczywiście mając jednocześnie też w ofercie te katalogi nadal, czy inne rzeczy, ale już podstawą przychodu są linki z portali wysokojakościowych. Jaki jest status tego sklepu? No oczywiście my go sprzedaliśmy, dlatego że ja go rozwijałem też na spółkę z pewną osobą, która okazała się w długofalowej współpracy nieuczciwym partnerem. No i sprzedaliśmy to po to, żeby zakończyć tą współpracę. Co ciekawe, ta osoba później jeszcze pracowała ze mną jako programista, ale też ta współpraca się posypała i też rozbiło się o uczciwość i i tutaj bardzo dużo rzeczy się nauczyłem. Po pierwsze profesjonalną umowę, profesjonalny founders agreement przed przedsięwzięciem, które robimy w więcej niż jedną osobę. Przez to, że trzeba danemu zajęciu poświęcić trochę czasu, czego mi zabrakło w eAdvert, już przypadku sklepu SEO wyglądało to dużo, dużo lepiej. Dlatego że ja poświęciłem 10 godzin dziennie, 12 godzin dziennie na to, żeby rozwija ten sklep i prawdopodobnie gdyby nie jest kiepski partner, gdybym był na bieżąco z rynkiem, być może do dzisiaj bym to robił. Błędy jakie popełniałem to też agresywna sprzedaż, która była krótkoterminowo dobrym rozwiązaniem. Co mam na myśli? My spamowaliśmy wręcz. W sensie wysyłaliśmy maile czy chcą korzystać z takiej i takiej usługi.I paradoksalnie to się sprawdzało w tamtym czasie, to nie było tak, że to nie nie wypalało, tylko taką agresywną sprzedażą, spamerską wręcz  nie dało się nadzorować. Mieliśmy tak, że mieliśmy długi przestój, poszła taka spamerska wysyłka i nagle jednego dnia z zamówienia na 7 tysięcy złotych, co w przypadku link buildingu wiązało się z bardzo dużą liczbą pracy. A my mieliśmy tylko dwie osoby które w tym działają. No i też nadzorowanie takich projektów było ciężkie. Organizacja, która była rozproszona, bo ja byłem tutaj Otwocku, ta osoba mieszkała pod Krakowem, więc też organizacja takiego systemu pracy, jako młody, dwudziestojednoletni przedsiębiorca, ja miałem z tym bardzo duże problemy. Nie wiedziałem jak to zorganizować. Nie korzystaliśmy wtedy ze Slacka, nie wiem czy w ogóle w tamtych czasach w ogóle Slack był popularny, czy w ogóle istniał, szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia. Korzystaliśmy też pierwszych CRM, które po pierwsze mówił nam z jakimi klientami się powinniśmy w danym momencie kontaktować, a po drugie też prowadziliśmy w nich projekty. Więc kilka fajnych, ciekawych lekcji z tamtego czasu wyniosłem. I na pewno najważniejsza rzecz, której się nauczyłem,  to wszystko realizować poprzez umowę. Zabawne, pomimo tej lekcji, kilka razy później, w późniejszym etapie mojej kariery przedsiębiorczej zdarzało mi się, że nie podpisałem umowy i za każdym razem, w cudzysłowiu, płakałem z tego powodu. Bo za każdym razem miałem tego przykre konsekwencje. Uważam, że każdy projekt, którego się imałem spowodował, że naprawdę dużo się nauczyłem. I większość z nich było nieudanych, to jest zabawne, ale z każdego coś wyniosłem. Nawet tego sklepu SEO, po którym którym naprawdę miałem duże problemy, raz że finansowe, dwa że zdrowotne, bo to było bardzo stresujące, że te wszystkie działania były taką kompletną amatorszczyzną. Ale na dzisiaj uważam, że tamten okres był jednym z kluczowych jeżeli chodzi o nauczenie się kilku różnych rzeczy, i że chodzi o moje postrzeganie biznesu. I bardzo mocno dzisiaj wiem, że ukształtowały pod kątem doboru podwykonawców i partnerów biznesowych. No i też metody sprzedaży, bo tamta metoda sprzedaży była bardzo agresywna i bardzo nieczysta. I nauczyłem się też, że lepszym sprzedawcą jest konsultant, który konsultuje z klientem jak to powinno wyglądać niż osoba która nachalnie wpycha swoją ofertę.

 

Kolejnym przedsięwzięciem, oczywiście, one nie są chronologiczne, i za to was przepraszam, ale wydaje mi się, że to nie jest aż tak bardzo znaczące, najważniejsze są błędy, lekcje, które można wyciągnąć z takiego podcastu. Kolejna rzecz którą zrobiliśmy, też zrobiliśmy na spółkę z moją siostrą, to szkółka szachowa. Szkółkę szachową robiliśmy przez 1 rok, dlatego że bardzo szybko zauważyliśmy, że niestety źle zaadresowaliśmy potrzeby.  Zrobiliśmy szkółkę szachową, która sama w sobie miałaby ogromny potencjał i rynek by pewnie by dzisiaj pokochał takie rzeczy, ale my to zrobiłyśmy po pierwsze w małym mieście, które już było nasycone – dlatego że moja siostra uczestniczyła do innej szkoły szachowej, właściwie na zajęcia szachowe, bo to nie była nawet szkółka szachowa, do pewnej osoby, która była bardzo popularna w Otwocku, która nawet udzieliła nam rad jak powinniśmy w ogóle rozwijać tą szkółkę szachową, na co powinniśmy wziąć uwagę. Ale jednak nie pozyskaliśmy wystarczającej liczby klientów, dlatego że tak na dobrą sprawę w tamtym czasie tylko i wyłącznie ta szkółka, czy właściwie te lekcje szachowe, do których uczestniczyła, w których uczestniczyła Marta, moja siostra, to tylko tam jakby większość rynku była w Otwocku skupiona. Pozyskiwanie klientów było stosunkowo proste, bo robiliśmy kampanię Facebook Adsową i to bardzo dobrze działało bo wtedy można było targetować na grupy. I mieliśmy taką grupę “Rodzice Otwock”,  czy “Mamy Otwock” i to bardzo dobrze pozyskiwało klientów. Niestety nie byliśmy w stanie być elastyczni w stosunku do naszych klientów, bo tam na naszego maila spływał bardzo dużo różnych próśb. Czy jest możliwość lekcji w innych dniach, czy jest możliwość robienia indywidualnych lekcji, zresztą  indywidualne lekcje nie były problemem, problemem było to, że na wczesnej fazie chcieliśmy się dopasować do każdego klienta. Każdemu klientowi pasowała inna godzina i inne dni, co powodowało, że mieliśmy bardzo duży rozstrzał i te lekcje nie były ekonomiczne. Bo żeby pokryć wynajem sali i chociażby trochę zarobić to powinniśmy mieć duże skupisko uczniów w jednym czasie, a przez to że mieliśmy tych lekcji szachowych w różnych dniach, w różnych dniach tygodnia i w różnych porach, to mieliśmy tak że mieliśmy jedną, dwie osoby na sali. Stworzyliśmy bardzo fajną identyfikację, wydaliśmy naprawdę kupę pieniędzy  (na tamten czas)  na identyfikację. Zrobiliśmy naklejki, i że ktoś był na lekcji naklejaliśmy naklejki, które uprawiały do… jakby system cały grywalizacji został przeze mnie wymyślony, strategii rozwoju tego przedsięwzięcia. No i trochę na dzisiaj widzę, że to był przerost formy nad treścią. Bo wydrukowaliśmy 5000 ulotek, ale jak sobie pomyślę ile potencjalnie może być zainteresowanych osób szkółką szachową w Otwocku, to są znacznie mniejsze liczby. I ta identyfikacja, za którą zapłaciłem, no całkiem sporo, bo branding plus ulotki, itd., to wyszło na tamten czas kilka tysięcy złotych, co było ewidentnym przerostem formy nad treścią.  Powinniśmy się skupić na zupełnie innej rzeczy, na Facebook adsach, bo wiedzieliśmy że to performuje w naszym przypadku. Powinniśmy zacząć lepiej dogadywać się z władzą miasta, żeby robić jakieś wspólne wydarzenia, które miałyby de facto wypromować tą szkółkę szachową. Niestety, próbowaliśmy rozmawiać z urzędnikami i to co dzisiaj uważam za bardzo mój duży błąd to to, że nie wszedłem im na głowę i nie powiedziałem że “co z tego, że jest już jedna szkółka szachowa w Otwocku, skoro być może jest przestrzeń na dwie”.  I za bardzo łatwo się poddałem i nie wszedłem tym urzędnikom właśnie na głowę. I oni mnie jakby skrócili tym że powiedzieli, że już jest jedna szkółka, i że to nie ma sensu. O nie powstaniu i o nie odniesieniu sukcesu w dalszym etapie naszych przedsięwzięć, które chciałem organizować wokół tej szkółki zdecydował głos urzędnika. Co jest po prostu jakimś absurdem, bo szczerze powiedziawszy jak urzędnik może decydować czy w danym mieście ma to szansę bytu.  Najśmieszniejsze jest to, że odmówili nam darmowej sali, właśnie na podstawie tego, że już taka inicjatywa jest i że nie będziemy wspierali kolejnej. A my chcieliśmy zrobić turniej szachowy, który byłby przedsięwzięciem, które miało też promować miasto Otwock. Co ciekawe Karczew, który jest dużo mniejszą miejscowością doczekał się chyba nawet międzynarodowego turnieju, na pewno były osoby z różnych krajów, ze wschodu przyjeżdżały różne osoby na te turnieje. Więc w jakiś tam sposób popularyzowało im tą miejscowość. Naszym ogólnym planem było to, że my też chcemy spopularyzować Otwock przez posiadanie bardzo dobrego, prestiżowego turnieju. Ja nawet wygospodarowałem budżet na nagrody, na bardzo wysokim poziomie na tamten czas, bo już powyżej na pewno 10 000 zł, chciałem wydać budżet na nagrody. Bo zależało mi żeby ta szkółka szachowa została innymi metodami wypromowana, nie zasadzie tylko Facebooka ads, czy nie tylko plakaty na mieście, tylko przyjeżdża tutaj elita młodzieży i dzieci z Polski i z Europy Wschodniej i realizujemy bardzo fajny turniej szachowy, gdzie bardzo mocno pushujemy  ten chess mind, czyli naszą szkółkę szachową. Gdzie pokazujemy na każdym kroku tego turnieju, że my jesteśmy organizacją, która chce te dzieci i młodzież kształcić pod kątem szachowym. No niestety to nie pykło z kilku powodów, zbyt wolno odpowiadaliśmy na maile klientów, jakby to nie było nasze podstawowe działanie, nie była ta nasza podstawowa działalność,  więc niestety ale nie nie za szybko odpowiadaliśmy na maile, które do nas przychodziły. Ja wtedy też rozwijałem swoją agencję interaktywną i z tamtego źródła pozyskiwałem pieniądze, takie które mnie utrzymywały w tamtym czasie. Ale to jakby było do wybaczenia, bo te odpowiedzi następowały po trzech, czterech dniach, czyli jeszcze nie tak tragicznie. Jak sobie zobaczymy usługi lokalne, ja na przykład teraz szukałem podwykonawcy do pewnej rzeczy i e-maile spływały do mnie po tygodniu, dwóch, a często w ogóle nawet ich nie otrzymałem. Więc to nie było coś co totalnie nas przekreślało. Na pewno mieliśmy złe podejście do cennika, czyli właśnie chcieliśmy być elastyczni do każdego klienta, który do nas przychodzi. Przez co nasze grupy nie były zbyt duże przede wszystkim. Zamiast je połączyć, powiązać ze sobą i spowodować, że te osoby będą przychodziły ze sobą razem na zajęcia, myśmy cenie usług lekcyjnych dawaliśmy praktycznie indywidualne lekcje. Zdarzało się, że na przykład na daną godzinę przychodziła tylko jedna osoba, albo dwie osoby, więc zostały bardzo mocno zindywidualizowane lekcje w cenie takiej pakietowej, takiej abonamentowej dla wszystkich. No, małe miasto na pewno było przeszkodą, czyli Otwock już wtedy miał tą szkółkę, inną szkołę, czy lekcje szachowe. I to też powodowało, że jakieś tam nasycenie tego rynku na pewno. Było może gdybyśmy sięgnęli po Warszawę a nie Otwock, to mogłoby się to dużo lepiej udać, ale też niekoniecznie. Bo mogłoby się okazać, że na przykład reklama na Facebook adsach byłaby albo droższa, albo mniej skuteczna. Bo na przykład nie udałoby nam się tak bardzo dobrze profilować tych ustawień. Co jeszcze uważam za porażkę, to na pewno to co wspomniałem, czyli niedopasowanie się z urzędnikami i nie stworzenie ciekawej inicjatywy, która miałaby pushować.  Nauczyłem się na pewno tyle, że dobra metoda reklamy wydarzeń lokalnych czyli zrobiliśmy takie wydarzenie jedno za darmo, opowiadające  o lekcjach szachowych i nauce poprzez szachy, że to jest bardzo dobry klucz, ale nie możemy go reklamować w sposób tradycyjny. My go  niestety zareklamowaliśmy plakatami co było kontrintuicyjne do tego, co robiliśmy do tej pory, bo do tej pory właśnie reklamowaliśmi się Facebook adsami, pozyskiwaliśmy klientów i to się sprawdzało. Oczywiście, to nasycenie nie było satysfakcjonujące, ale się sprawdzało. Natomiast niestety, na takie darmowe wydarzenie, które raz zorganizowaliśmy, postanowiliśmy zaplakatować miasto. Naprawdę rozwiesiliśmy masę plakatów, naprawdę rozwiesiliśmy ich setki. Setki na małe miasto i przyszło tam chyba 4 osoby, z czego dwie totalnie nie były w targecie naszego przedsięwzięcia. Dodatkowo, zaprosiliśmy prasę lokalną, która zrobiła o nas materiał. Ale to się nie poniosło za specjalnie,  bo byliśmy gdzieś tam w tej prasie bardzo nisko ulokowani i to było podpisane jako reklama, więc to też było zinterpretowane jako rzecz, za którą my zapłaciliśmy. I to nie był opisane jako fajne przedsięwzięcie w Otwocku, tylko kolejny sposób na spędzanie czasu przez twoje dzieci, taka reklama w prasie lokalnej. Czego też bardzo nauczyłem, że budowanie PR o media lokalne jest bardzo ciężkie. I powinno się odbywać przez właśnie nie płacenie za sponsorowane artykuły, tylko przez budowanie fajnych inicjatyw. Co ciekawe później mój znajomy stworzył jeden raz, niestety jeden raz “Planszówkowy Otwock”, takie wydarzenie i też prasa nie przyjechała tylko dlatego, że nie chciał zapłacić za sponsorowany artykuł czegoś takiego. A przecież przedsięwzięcie było ogólnokrajowe, ludzie przyjechali z całego województwa nawet spoza województwa mazowieckiego, żeby wziąć udział w takim przedsięwzięciu. I to jest właśnie to dlaczego ciężko się pracuje z prasą lokalną. Ale PR można budować, teraz już na przykład wiem, że bardzo mocno przez bycie na lokalnych grupach. Tam może się naprawdę bardzo fajnie wypozycjonować jako ekspert czy jako osoba, która rozpoczyna dyskusję. Oczywiście trzeba mieć dość twardą skórę,  dlatego że wszyscy na początku atakują – że chcesz zarobić na tym przedsięwzięciu, że to i tak nie ma racji bytu w naszym mieście i tak dalej, i tak dalej. Trzeba po prostu mieć pancerz, do tego że będzie krytyka, że na tych lokalnych grupach niestety, ale ludziom się nic nie podoba i to jest to, dlaczego ja uważam, że źle zrobiliśmy, że na przykład nie nie budowaliśmy PR organicznie przez właśnie grupy lokalne facebookowe, przez fajne przedsięwzięcia i totalne marginalizowaniem prasy. Jeżeli ktoś chce ode mnie pieniądze za poinformowanie o fajnym wydarzeniu lokalnym, a to jest de facto ich biznes, żeby informować o ciekawych inicjatywach, to ja nie chcę współpracować z takim partnerem, który oczekuje ode mnie pieniędzy dlatego, że nie dość, że ja mu dostarczę fajny content,to też będę musiał za to zapłacić.

 

Kolejnym przedsięwzięciem, to chyba największa moja porażka to Kupuj Lokalnie. Właściwie to miał być taki Groupon dla osób, które chcą kupować lokalnie. Właściwie ciężko powiedzieć czy to był Groupon, bo nawet nie stworzyłem opcji monetyzacji tego portalu. Moją inicjatywą była pomoc moim rodzicom, bo w tamtym czasie słyszałem, że moi rodzice dość dużo narzekali na to jak wygląda biznes lokalny. I że coraz więcej sklepów wielkopowierzchniowych zaczyna im zagrażać. I mój motyw był po prostu chęć pomocy rodzicom a nie zmonetyzowania tego. I faktycznie, przez to że nie stworzyłem jakiejś procedury pozyskiwania pieniędzy, czy chociażby wizji monetyzacji tego przedsięwzięcia, to ono upadło po kilku miesiącach. Bo nie wiedziałem jak to rozwijać i nie miałam pomysłu na content wokół tego, a można było stworzyć bardzo fajne wywiady na przykład z lokalnymi rzemieślnikami, z osobami które sprzedają tutaj lokalnie. Więc jeżeli szukasz pomysłu na przedsięwzięcie lokalne, to uważam że to jest całkiem dobre. Tylko że to musiałoby się oprzeć dobrze o content, no i na przykład pozyskiwać pieniądze z kilku źródeł. Na przykład artykuły sponsorowane, wydarzenia sponsorowane, patronaty, trochę mix lokalnej prasy i właśnie takiego Groupona, tak że możesz miksować jakieś przedsięwzięcia lokalnych firm, i na przykład zrobić fajny festiwal z lokalnym jedzeniem, albo jakieś inne wydarzenia gdzie po prostu sprzedajesz abonamenty. Że na przykład jeden bilet upoważnia cię do jedzenia w różnych lokalach, albo cokolwiek innego co popularyzuje takie rzeczy. No oczywiście status tego projektu jest taki sam jak wszystkie wymienione poprzednio, czyli już nie istnieje. Design projektu był beznadziejny. To był pierwszy błąd. Ciężko w ogóle tutaj tak na dobrą sprawę mówić o błędach, bo tutaj nie pozyskaniem ani złotówki, ale nawet nie miałem pomysłu na to żeby pozyskiwać te pieniądze. Ale jedna rzecz na pewno była cenna. To była cegła do tego że powstał później “Ślubny Otwock”, czyli portal usług ślubnych, lokalnych i tam już zarobiłem trochę pieniędzy materialnie, a trochę barterowo. Ale już opisuje to przedsięwzięcie.

 

To był taki katalog, którego celem było celem promowanie fotografów i operatorów kamery, kwiaciarnie czyli wszystkie firmy, które biorą udział w ekosystemie ślubnym, sale weselne. I cel był taki po prostu, żeby zarabiać abonamentową od tych wszystkich osób, bo ja byłem wtedy w wyśmienicie wypozycjonowany, na wszystkie, naprawdę dosłownie na wszystkie, lokalne frazy. Wtedy już jakby trochę miałem tego SEO za sobą i tu zdecydowanie dobrze mi poszło wypozycjonowanie, czyli jakby generowanie leadów dla, w sumie to był taki marketplace, więc dla klientów, moich klientów. Wiem, że to było skuteczne. Po pierwsze dlatego, że sami się do mnie zgłaszały osoby, które chciały wziąć udział, być w tym katalogu. Po drugie wiem, dlatego że mój przyszły szwagier, znaczy obecny szwagier, a wtedy jeszcze przyszły,  dodał się do tego katalogu i miał regularnie zapytania. Mało tego, sfinalizował jakieś transakcje przez ten portal. Więc można powiedzieć, że dawałem korzyść i dla klientów moich klientów i też miałem korzyść z tego, że klienci chcieli korzystać z tego. Błędem tego przedsięwzięcia i to chyba najważniejszym, że skupiłem się wyłącznie na usługach lokalnych. Mam znajomego, który zrobił na dużo większym obszarze podobną inicjatywę i dzisiaj zarabia, do dzisiaj zarabia, naprawdę konkretne pieniądze. Mógłby właściwie, o kilka firm, mógłby tylko wyżyć z tego katalogu. No ale jakby ten katalog nie jest aż tak duży żeby robił tylko to, miał bardzo dużo czasu i przestrzeni na to żeby robić inne rzeczy więc robi też inne rzeczy. Ja popełniłem błąd, że to było lokalne, więc nawet jeżeli sprzedałbym nie wiem, kilkadziesiąt abonamentów rocznych, to to byłby tylko dodatek (oczywiście kilkadziesiąt to byłoby bardzo mocne nasycenie rynku, bo nie wierzę że prawie każdy korzystałby, każdy kamerzysta czy każdy operator kamery, czy każdy fotograf korzystałby z mojego rozwiązania), natomiast nawet gdybym osiągnął bardzo duże nasycenie rynku, to jednak lokalny rynek nie pozwoliłby mi się z tego utrzymywać. Albo nawet myśleć o utrzymywaniu, nie byłaby to gra warta świeczki. Dlatego, że więcej musiałbym czasu tracić na dbanie o ten marketing i utrzymywanie tych pozycji i innych, niż dostawałbym z tego przychodu rocznego. Bo gdyby to był chociażby dodatek fajny, gdzie nic nie trzeba robić, a pieniądze wpadają to jeszcze można by było to rozważyć, natomiast więcej trzeba by było biegać z rzeczami wokół tego przedsięwzięcia niż faktycznie dostałabym zwrotu z inwestycji. Na pewno bardzo ważną lekcję jaką otrzymałem, to konsekwencja. Gdybym konsekwentnie doklejam i gdybym nie na Ślubny Otwock, tylko doklejałbym kolejne i kolejne  miejscowości, a nazwa nie byłaby właśnie zamknięta do konkretnej, jednej lokalizacji, to prawdopodobnie powolutku, pomalutku to ten projekt miałby dzisiaj nie wiem z 7-8 lat. Więc jeżeli przez siedem, osiem lat miesięcznie odpalałbym jedno miasto, to dzisiaj miałbym nie wiem, kilkadziesiąt miast w ofercie. Prawdopodobnie w większości SEO już by tak pracowało, że miałbym bardzo mocno stworzone zalążki tego, żeby być kluczowym takim katalogiem, przynajmniej tutaj lokalnie w okolicy. To też daje fajne możliwości, jako wpływ na różne rzeczy. Miałbym też wpływ na to, jak się kształtuje ta branża, że ludzie musieliby korzystać z takiego katalogu.

 

I ja w tym czasie też stworzyłem taką inną markę. Nazywała się Dream Day. Tam też popełniłem kilka fajnych błędów, między nimi to, że Dream-Day.pl, ale z myślnikiem, pomiędzy Dream a Day był myślnik. Wielu ludzi, nawet którzy dostali wizytówkę mówili, że nie trafiało do mnie, tylko zupełnie w inne miejsce. Z tego co kojarzę, w tamtym czasie była agencja DreamDay, która zajmowała się organizacją, wedding plannerem, mieli tam taką domenę i to powodowało, że pchałem komuś ruch i być może nawet doprowadzałem do transakcji. To był taki podstawowy błąd jeżeli chodzi o to. Zrobiłem kilka innych błędów, między innymi że nie byłem konsekwentny. Wypozycjonowałem kilka fajnych fraz i zamiast kontynuować to i chociażby utrzymywać te frazy, to gdzieś tam przejadłem trochę potencjał. Bo jak coś wpadało, to zamiast zainwestować w to i to był też przecież side project,  bo w tym czasie prowadziłem agencję interaktywną, to mogłem, przecież równie dobrze, mogłem tylko reinwestować te pieniądze które przychodziły. One przychodziły coraz rzadziej, rzadziej, rzadziej, aż po prostu wyschły i nie chciało mi się kontynuować tego przedsięwzięcia. Na pewno miałem bardzo fajny logotyp, który bardzo fajnie się kojarzył ze ślubem, z całą otoczką, chciałem z DreamDay zrobić taką firmę, która jest w stanie kompleksowo obsługiwać śluby. I tutaj miałem na myśli nie tylko zaproszenia, od których my wyszliśmy, czy nie tylko rozkładanie kwiatów w kościołach, bo mój wujek, świętej pamięci, mój ojciec chrzestny miał taką firmę, która zajmowała się rozstawianiem kwiatów właśnie, zdobieniem kościołów w trakcie ceremonii. To szczerze powiedziawszy, niestety, ale ten brak konsekwencji spowodował że, i trochę też rozproszenie w początkowej fazie, że chcieliśmy być od wszystkiego, że z DreamDay nie było nigdy dużych pieniędzy i nigdy nie stworzyliśmy fajnego projektu. Tam w pewnym momencie zaczęła pomagać mi moja mama, ale mama też nie jest jakimś przedsiębiorcą z krwi i kości, nie wiedziała też w którą stronę powinniśmy to pchać, żeby zacząć zarabiać na tym pieniądze. Dzisiaj, gdybym miał to zrobić, gdybym mógł to zrobić – i podcast, i wideo i całą otoczkę do takiej branży ślubnej to byłoby to coś pięknego. Kobiety przygotowują się od minimum roku do dwóch lat do własnego ślubu i to jest kapitalny czas żeby poprowadzić całą ścieżkę, przez podcasty, przez bycie na YouTubie i zrobienie naprawdę bardzo fajnego content marketingu w stosunku do tego. Tym bardziej, że jak patrzę na tą branżę, to jest kilka jednostek, które potrafią robić content, ale jest masa, które nie potrafią kapitału, struktury, które posiadają wykorzystywać. Czyli zapraszać po prostu do swoich audycji na temat tego, zrobić fajny podcast. W ogóle brak podcastów w tej branży to jest, moim zdaniem bardzo duże niezagospodarowane pole, które powinno się fajnie zainicjować. Nawet mam pomysł, ale to nie jest nie jest o tym odcinek, jak taki podcast mógłby wyglądać. Ale na pewno nauczyłem się wtedy rozmawiać z klientami, bo to były moje pierwsze rozmowy z klientami, udało mi się zaadresować potrzeby, bo jednak decydentem jest tutaj kobieta, nie mężczyzna. To kobiety w większości decydują o takich kwestiach, jak w kwiaty na ślub czy zaproszenia ślubne, więc bardzo dobrze mi się udało zaadresować potrzeby. Gdybym miał to dzisiaj robić, fakt, że dzisiaj rozwijanie trwałoby o wiele dłużej, bo musiałbym totalnie postawić na marketing treści, ale na pewno byłaby to gra warta świeczki. Dlatego że ta branża jest dość mocno niesprofesjonalizowana. W sensie jest kilku graczy, którzy potrafią w to, ale jest masa na tym rynku takich Januszy czy wujków, którzy mają kamerę aparat i chcą na nim być po prostu, na tym rynku. I dla nich za robienie dodatkowych 2 000 czy tam 3 000 tysięcy w miesiącu to jest cała potrzeba, którą oni posiadają. Więc bycie tutaj numerem jeden nie jest wcale takie ciężkie. Przez profesjonalne treści, przez profesjonalne prowadzenie tego biznesu i tak dalej, i tak dalej.

 

Kolejne moje przedsięwzięcie to sklep ze zdrową żywnością, sklep który nadal istnieje, nazywa się sklep zdrowietolubie.pl i  to jest sklep ze zdrową żywnością, kosmetykami naturalnymi i olejkami eterycznymi. Jak pozyskujemy tutaj klientów? Testowaliśmy różne metody: SEO, content marketing, Allegro jako platforma sprzedażowa, czy Google Ads, czy Facebook Ads i wszystkie te rzeczy przetestowaliśmy. Mamy swoje spostrzeżenia, na chwilę obecną w roku 2019 ta sprzedaż była bardzo kiepska. Ale wiemy w jakie kanały chcemy gospodarować w 2020 roku i to właśnie o tym projekcie powiedziałem, że mamy teraz dedykowaną osobę na 2020 rok. Więc mocno wierzę w to przedsięwzięcie, już dość długo czasu z tym przedsięwzięciem mamy do czynienia, więc liczę że 2020 to będzie kilkukrotny wzrost w stosunku do tego co mamy w chwili obecnej. A że te przychody są jakieś marginalnie śmiesznie małe, więc nie powinno być z tym problemu. Lekcje? No to pierwsza lekcja jaką wyciągnąłem z tego, to bardzo ciężko się robi biznes na małych kwotach. Czyli jeżeli wartość koszyka jest między 50 a 100 zł, czy transakcja jest 50-100 zł i z tej transakcji  jeszcze musimy oddać część prowizji dla Allegro, musimy zawrzeć koszty reklamy w Google Ads, pozycjonowanie i tak dalej, to się okazuje że na tych małych kotach bardzo ciężko buduje się skalę, którą chcemy osiągnąć. Więc e-commerce jest mega dobrym, fajnym biznesem ale na pewno trzeba zdać sobie sprawę że na takich małych transakcjach, małych koszykach, a my mamy małe koszyki, bo mamy z tego co pamiętam między 60 a 150 zł, w zależności od okresu, 60w mniej  świątecznym okresie, 150 zł nawet w okresie świątecznym mamy tą średnią koszyka, bo jest dużo takich transakcji typowo świątecznych, ale nadal są to bardzo małe kwoty i jeżeli sobie nawet zdamy sprawę, że mieliśmy w święta mieliśmy transakcje po 300-600 zł i że jeżeli nawet w takiej transakcji na 600 zł bardzo mało finalnie zostaje, no to trzeba sobie zdać sprawę ile musi być tych klientów, pula tych klientów, żeby zbudować duży, fajny prosperujący biznes. To jest pierwsza lekcja, której się nauczyłem. Kolejna rzecz, to że e-commerce to jest bardzo ciężki biznes. Fajny, ale ciężki, bo do tej pory wydawało mi się wpuść duży ruch na sklep i masz sukces. No nie, jakby wpuszczenie ruchu to jest krok pierwszy, jakby optymalizacja konwersji zwłaszcza w sklepie który, tak jak zdrowetolubie.pl nie ma marki zbudowanej, nie jesteśmyna Opineo, nie mamy X transakcji potwierdzonych i tak dalej, i tak dalej, no to niestety ale ten biznes jest ciężki. Bo mamy czasami dni gdzie mamy nawet w setkach osób wizyty, a transakcji jest jak na lekarstwo. I to już nawet nie jest te 2% przysłowiowe, czytam 1-2% przysłowie, to jest dużo, dużo mniej. I dlatego ten biznes słusznie się mówi, że będą wygrywali duzi, z bardzo dużym zaufaniem społecznym klientów, tak jak Allegro, Amazon i tak dalej, i tak dalej. Bo ci mali gracze, tacy jak my, niestety albo stety, to też ma 2 strony, będą marginalizowani przez to, że są mniej znani, że ludzie nie ufają takim sprzedawcom. A jak przez święta robiliśmy też bardzo dużo zakupów u innych osób, to widzimy jak dużo sprzedawców jest jeszcze na etapie piaskownicy. Mieliśmy transakcję, gdzie kupiliśmy termometr i kłóciliśmy się 16 dni, tyle trwał proces odzyskiwania pieniędzy, przepraszam – wysyłki w drugiego towaru, dlatego że właśnie tak podszedł do nas sprzedawca. Kwestia 12 zł i przez nią nie chciał nam zaproponować wymiany tego towaru przez 16 dni. Po prostu to jest ciężki rynek, ale też zepsuty dość mocno przez amatorów sprzedawców. Relacje, kolejna rzecz której się nauczyłem, to że relacje w małych przedsięwzięciach, relacje z klientami są kluczowe dla jego egzystencji. Dobrzy kontrahenci z kolei są na wagę złota. My działamy w modelu, w którym nie wszystko mamy zestokowane, nie wszystko mamy na magazynie, więc dobry kontrahent, który bardzo szybko do nas wysyła towar jest na wagę złota, bo my sprzedajemy towar, którego jeszcze de facto nie mamy na magazynie. Wiem, że tak działa większość branży, ale jeżeli masz partnera, który opieszale ci wysłała ten towar, bardzo powoli, no to niestety ale nie ma szans żebyś wziął i był atrakcyjny na tle pozostałych. Jeżeli ty wysyłasz towar po pięciu dniach to hello, w 21 wieku niestety, to nie jest żadna rzecz. No i tutaj na pewno bardzo ważne jest to, aby nie podejmować decyzji na temat wprowadzania towaru, bo mojej żonie się to podoba, bo mojej teściowej się to podoba, bo mój teść powiedział tak. Czyli jeżeli wprowadzamy towar i chcemy posłuchać opinii to nie dlatego, że ktoś w rodzinie powiedział, że to jest fajne, ładne, często nie chcąc nas urazić. Tylko po prostu opiniowanie, opiniowanie, opiniowanie. Bo im większą grupę zbierzesz osób, które zaopiniują ci czy dany towar jest fajny, czy nie jest fajny, tym lepiej.

 

Kolejne przedsięwzięcie to był BonJunior, to jest portal pracy dla juniorów. Niestety rozbiło się tutaj o to, że nie mieliśmy dedykowanych zasobów do rozwijania tego projektu. Już wtedy był bardzo mocno rozwinięty portal marketingibiznes.pl i to już był chyba czwarty rok działalności portalu jak powstał BonJunior albo przynajmniej trzy z hakiem. Nie, czwarty, na pewno był czwarty, to było powyżej 4 roku działalności, więc mieliśmy też inne wyzwania z naszym podstawową działalnością. I ten side project jakim był BonJunior niestety został zmarginalizowany. Ja nie dałem odpowiednich zasobów w postaci ludzi, którzy mogliby czy to pozyskiwać nowych ogłoszeniodawców czy pozyskiwać jakieś inne partnerstwa. Rynek juniorów jest bardzo atrakcyjny i wbrew pozorom da się na nim zarobić. Tylko, niestety, ale musi być osoba dedykowana, która w sposób kompleksowy zajmie się tym przedsięwzięciem. Jest z tego co widziałem podobna inicjatywa w branży IT dla programistów, ale to tak jak mówię, to jest naprawdę na razie wycinek rynku, bo naszym celem było dla wszystkich atrakcyjnych branż, czyli agencje interaktywne, software house’y, startupy, pozyskiwać te stanowiska juniorskie. Ale też po pierwsze  wymogałoby dużo edukacji rynku, po drugie dużo rozmów z rynkiem, a po trzecie też dobrej jakości kształcenia, dobrej jakości juniorów, którzy nie byliby kompletnie tacy do przyuczenia. Co ciekawe nauczyłem się bardzo dużo zrobić dobrego customer care, customer development, czyli po prostu rozmów z klientami zanim coś zrobimy. Ja odbyłem wtedy rekordowo, bo już można było liczyć w górnych dziesiątkach, czyli ja typuję, że koło 200-300 takich rozmów odbyłem w trakcie pierwszej fazy budowania BonJuniora.  Robiłem to wręcz fanatycznie, wszystkie swoje zasoby, samą swoją osobę obciążyłem tak BonJuniorem, że szczerze powiedziawszy, bardzo mocno zaniedbałem w tamtym czasie obowiązki w marketingibiznes.pl. I niestety też zabrakło mi konsekwencji, ale do czego zmierzam – że w tamtym czasie odbyłem mnogość tych rozmów z różnymi osobami, które chciały rekrutować juniorów. Miałem głowę przepełnioną feedbackiem, nigdy w żadnym projekcie nie rozmawiałem tak intensywnie jak właśnie w BonJuniorze na temat powołania danych rzeczy. Rozmawiam o tym jak mogę monetyzować ten portal, jakie wartości oczekują ode mnie nasi klienci. Z juniorami rozmawiałem żeby zapytać się ich jakie jest ich oczekiwanie takiego portalu pracy. Szczerze powiedziawszy wierzę, że dobrze zbudowany taki portal może robić na pewno powyżej 100 000 przychodu miesięcznie. Mam znajomego, który rozwija portal pracy w branży właśnie IT i reklamowej i wiem, że tam rynek jest ogromny. I wiem, że jeżeli jakaś osoba zajmuje się tego typu przedsięwzięciem w 100%, zrobi dobry development portalu, bo my też położyliśmy trochę na tym że zrobiliśmy na templatkach ten portal, położyliśmy kilka możliwości rozwoju tego portalu, więc jeżeli ktoś czuje się na siłach, żeby zrobić taką inicjatywę, to musi po prostu 100% swego czasu zaangażować, albo dedykowanych zasobów w obrębie swojego zespołu, ale ma to moim zdaniem bardzo duży, bardzo duży potencjał.

 

Jeżeli chodzi jej o kolejną moją inicjatywę, to była to agencja Elivo. Najciekawsza rzecz, bo to jest agencja, która jest teraz agencją content marketingową. Bardzo dużo usług contentowych realizujemy, ale przez pewien moment była agencja, która była od wszystkiego. A później była agencją od wszystkiego dla sklepów internetowych. Czyli jakby to bycie od wszystkiego trochę mocniej już okrojone ale nadal to było od wszystkiego. Dzisiaj realizujemy usługi content marketingową głównie dla dwóch obszarów, dla sklepów internetowych i dla software house, wraz ze startupami czy takie podmioty technologiczne. I ten pivot, to było najważniejsze co odkryłem. Skupiliśmy się tylko i wyłącznie na marketingu treści, to zaczęliśmy być bardzo rentowni  i zaczęło to naprawdę fajnie iść. Po pierwsze stworzyliśmy proces sprzedażowy po drugie doszliśmy już do poziomu, w którym rozumieliśmy zarządzanie projektami treściowymi, no i szczerze powiedziawszy, zrobiliśmy kilkadziesiąt bardzo udanych projektów. Czego nie mogę powiedzieć o tych latach wcześniejszych, gdzie byliśmy agencją performance’ową a właściwie, nie wiem, kompleksową chcieliśmy być agencją. I to na pewno  nie  daje się tak łatwo zrobić. Jak pozyskiwaliśmy klientów? Inbound marketing, bardzo duży marketing treści uzyskaliśmy. Bardzo dobrze sprzedawało nam dedykowane blog posty dla konkretnej branży. Content marketing dla software house’ów, super dla startupów, bardzo mocno te inicjatywy, bardzo dużo leadów nam dawały. W tym czasie jeszcze rozmowy na startupach,  jak wrzucało się tam linka, to naprawdę ruch z tego był kosmiczny. Teraz niestety, przez różne algorytmy i zaniedbanie tej grupy, to niestety tak już fajnie kolorowo nie jest, ale w tamtym czasie pamiętam, że jak wrzucaliśmy posty, to mieliśmy dużo leadów, obsługiwaliśmy dużo fajnych software hause’ów. No teraz znacznie mniej, bo skupiam się szczerze powiedziawszy na własnych produktach w Marketing i Biznes. 

 

A Marketing i Biznes to też kolejna inicjatywa, która też jest teraz corowym moim przedsięwzięciem i wokół portalu czy właściwie bloga marketingibiznes.pl i grup o tej samej nazwie, czy też pod podcastu i kanału na YouTubie, robimy przedsięwzięcia, których celem jest usprawnienie i polepszenie sytuacji polskich founderów. Chcemy żeby polscy founderzy nabywali kompetencji których do tej pory brakowało na polskim rynku. Chcemy stworzyć, już stworzyliśmy konferencję, która ma łączyć founderów. Na pierwszej edycji sprzedaliśmy 180 wejściówek, teraz w marcu, 24 marca mamy już przebitą tą liczbę, mamy więcej niż w pierwszej edycji sprzedanych, a do tego czasu jeszcze 3 miesiące zostało, więc zakładam że będzie powyżej 200 founderów z całej Polski tego dnia. I to jest pierwszy element. Kolejnymi elementami będą inne produkty dla founderów, które wokół tego portalu, wokół naszego portalu Marketing i Biznes powstały. Oczywiście portal sam sobie był rentowny, przez sprzedaż reklam, ale gdy zspiwotowaliśmy się na własne produkty, na konferencję, na kurs cyfrowy (niedługo zrobimy drugi kurs cyfrowy), prawdopodobnie książkę dla founderów wydamy, no to teraz dopiero widzę sens produkowania treści i tego piwotu, którego dokonaliśmy. Bo to była jedna z najlepszych rzeczy, które zrobiliśmy. W przyszłym roku, w marcu będzie 5 urodziny Marketing i Biznes i ten pivot który dokonaliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy spowodował, że jesteśmy w bardzo fajnej, komfortowej sytuacji. No i oczywiście też okazuje się, że medium i tworzenie takiego medium które jest myślę, że szanowane i rozpoznawalne jest bardzo fajną tubą do przekazywania informacji. Na pewno w 2020 roku będziemy pracowali nad kilkoma rzeczami, które chcemy jeszcze bardziej poprawić jeżeli chodzi o produkcję treści, ale już wielu rzeczy naprawdę nauczyliśmy się na podstawie budowania tych produktów i budowania contentu wokół tych inicjatyw.

 

Podsumowując całą moją drogę uważam, że jest sens budowania seryjnie produktów, projektów dlatego, że zawsze jest szansa, że któraś kolejna inicjatywa będzie po pierwsze tym game changerem w twoim życiu, że to będzie tak, że z side projektu stanie się twoim projektem życia. Tak było właśnie z Marketing i Biznes, który był w momencie gdy agencja Elivo zaczynała przynosić pierwsze poważne pieniądze, to Marketing i Biznes powstał tako taki side projekt. Na początku monetyzował się przez reklamę, później po pivocie zmienił się, więc zmienił się totalnie model, przemianował się model biznesowy, co okazało się być bardzo skuteczną rzeczą. I dzisiaj wiem, że nauczyłem się o tym żeby bardzo mocno fokusować się na projektach, żeby nie odpuszczać zbyt wcześnie, żeby dedykowane zasoby często uwalniać do prowadzenia projektów. No i zdecydowanie uważam, że budowanie projektów powinno się odbywać się w sposób sprofesjonalizowany, czyli od początku masz wizję na to jak będziesz zarabiał. Nawet jeżeli  ta wizja w międzyczasie się zmieni, bo być może będziesz pivotował, to jest ważne żeby od początku wiedzieć, jak będziesz zarabiał. Kilka moich projektów i projektów moich kolegów rozbiło się tylko dlatego, że od początku nie miało jasnej, sprecyzowany wizji monetyzacji, albo opierało się na zasadzie, że będziemy robili to dlatego, że mamy z tego fun, albo że po prostu jest to nasza pasja. I po kilku, nawet czasem latach przychodzi taki przykry plask od życia, że jakby pasja to jedno, ale też znam historię takich ludzi, którzy rzucili swoją pasję dlatego, że ona zjadała zbyt dużo czasu i dużo też czasami pieniędzy, a nie powodowała, że mamy pieniądz dla siebie. Dlatego życzę wam i sobie w przyszłości, żeby od początku mieć drogę i wizję na to jak pozyskiwać pieniądze, nawet z biznesu, które powstaje z pasji. Dziękuję ci za wysłanie tego odcinka podcastu i zapraszam po kolejną dawkę wiedzy. Pozdrawiam, Michał Bąk.