2020 / 03 / 02

#15: Byłem na rozmowie kwalifikacyjnej do firmy którą później kupiłem – Grzegorz Bosak [wywiad]

clock 47:06 | via Marketing i Biznes

Akwizycja firmy to temat, który miał szansę na własnej skórze zobaczyć bohater niniejszego odcinka. Grzegorz Bosak stworzył agencję marketingu cyfrowego, która na tyle szybko się rozwijała, że była wstanie przejąć inny, podobny do niej podmiot. Zobacz jak wyglądał proces przejęcia agencji Digitall Hill i dlaczego tak ważne było dobre liczenie wszystkich czynników przez Grzegorza.

Rozmawiamy o:

Audio:

https://www.spreaker.com/user/10916004/mib-grzegorzbosak-podcast 

Video:

Goście:

Michał Bąk

Prowadzący audycję „Marketing i Biznes”. Chce pokazać jak rozwijać firmę, radzić sobie z wyzwaniami jakie stoją przed przedsiębiorcami a także jak zarządzać swoją psychiką jako founder. Wszystko to po to, aby zbudować w Polsce dużo rentownych firm i rozwijać szczęśliwych przedsiębiorców.

Grzegorz Bosak

CEO Digital Hill oraz Rocket Media

Wersja tekstowa:

MB: Dzień dobry, moim gościem jest dziś Grzegorz Bosak z agencji Digital Hill i Rocket Media. Grzesiek, przedstaw się, powiedz czym się zajmujesz na co dzień.

GB: Cześć, witam. Na co dzień zajmuję się zarządzaniem. Zarządzaniem dwoma firmami, dwoma organizacjami, świadczącymi usługi w obszarze marketingu internetowego. Tak jak wspomniałeś, to jest Digital Hill i Rocket Media. Jesteśmy z Wrocławia.

MB: Powiedz mi jak wyglądacie przychodowo i zespołowo.

GB: W zeszłym roku z racji synergii i połączenia, ten przychód to był na poziomie do 3 milionów, w tym roku liczę że przekroczymy około pięciu i pół miliona. W zespole 27 osób plus całkiem zacne grono współpracowników.  Wspieramy się bardzo mocno w różnych obszarach, czy to w obszarze prawnym, gdzie mamy ekspertów od tematyki prawnej czy medycznej. Mamy też wsparcie w postaci platform copywritingowych,  które wspierają nas w produkcji treści na potrzeby naszych działań. Mamy grafików, którzy pracują z nami zdalnie. Core 27 osób, ekspertów, z siedzibą we Wrocławiu.

MB: A  jaka jest kompetencja twoich agencji?

GB: Specjalizujemy się głównie w performance marketingu. Digital Hill bardziej jest wyspecjalizowane w tym obszarze e-commerce, w sklepach internetowych, dużych brandach, które mocno są widoczne na rynku polskim. Natomiast Rocket Media specjalizuje się w tym performance marketingowym klimacie mniejszych podmiotów, w znacznie szerszej skali. Mamy oczywiście doświadczenia w branży na przykład zdrowia, medycznej,  mamy z branży finansowej, ale mamy też działania w obszarze małe sklepów.

MB: OK, czyli i MSP i większe organizacje mogą być targetem.

GB: Zdecydowanie nasz target to są duże organizacje. Z racji tego że to są mocno wyedukowane grupy, podmioty, organizacje które dosyć świadomie inwestują w marketing internetowy. I to jest taki nasz pożądany klient.

MB: OK, poruszyłeś już właśnie temat waszej synergii z grupą Unity. Możesz opowiedzieć trochę więcej jak wyglądał ten proces, ile to trwało mniej więcej, jakie emocje towarzyszyły tobie podczas tych tych transakcji?

GB: Sam proces negocjacyjny trwał około roku. Przy czym my zdecydowanie wcześniej jako Rocket Media zadecydowaliśmy, że będziemy rozwijać firmę też skokowo. To jest pewna strategia, którą się obejmuje i która bardzo fajnie działa, ale jest trudna w realizacji. Można przyjmować inne podmioty, łączyć się z innymi podmiotami i robić skokowy wzrost, można też rosnąć organicznie. Same rozmowy z Unity trwały rok w bardzo fajnym klimacie, takiej transparentności i uczciwości. Dzisiaj mogę spojrzeć z perspektywy no blisko roku jak te rozmowy trwały. Bo my finalizowaliśmy tę transakcję w końcu z zeszłego roku.

MB: Możesz powiedzieć coś więcej jak przygotowałeś się do samego procesu i może właśnie też trochę o emocjach, jakie towarzyszyły tobie. Czy czułeś  jakąś sinusoidę podczas tej transakcji, czy miałeś taki moment że wątpiłeś,  że to dojdzie do skutku, czy raczej jakby partner był na tyle stabilny, że cały czas czułeś że to idzie do przodu, jak to wyglądało?

GB: Partner był na tyle stabilnym, bo to był partner, którego znałem. Osoby, które są zarządzie Unity były mi znane już wcześniej. Taka ciekawa anegdotka, którą mogę się podzielić to fakt, że ja kiedyś byłem na rozmowie rekrutacyjnej do Digital Hill.

MB: W sensie ty, jako pracownik?

GB: Ja, jako pracownik, dokładnie. Z Irkiem Dworzyńskim jeszcze przeprowadzaliśmy rozmowę, jak dobrze pamiętam i z Markiem Lance. To przekomiczna sytuacja, bo kilka lat później spotkaliśmy się przy stole negocjacyjnym. Sam proces to jest trudne działanie biznesowe i trzeba się do niego dobrze przygotować. Czy ja się dobrze przygotowałem? Zrobiłem wszystko co mogłem zrobić na ten moment. Na pewno warto wspierać się osobami z zewnątrz w postaci konsultantów, którzy swoim krytycznym okiem na przykład zapoznają się z dokumentami na tyle na ile jest to możliwe. Na pewno warto wspierać się mocną kancelarią prawną, która przeanalizuje, zaopiniuje i wesprze nas w zapisach umownych. To, co bardzo ważne to też aby rozmawiać z potencjalnym sprzedającym na argumenty. Czyli to nie jest takie dosłowne przeciąganie liny i to nie jest jakiś tutaj sparing, tylko po prostu biznesowe, kulturalne rozmowy i to się udało. I to się udało i mamy potwierdzenie, może za wiele nie powiem, na tyle ile jest to możliwe powiem, że na przykład w procesie negocjacyjnym jedna z agencji stwierdziła że call 6-osobowy to był najbardziej kulturalny call między kupującym a sprzedającym. Że ludzie potrafili ze sobą po prostu rozmawiać a nie walczyć. I to jest bardzo ważne. Emocje? No, to jest taka wiesz – masz dziecko więc wiesz  zawsze jak to dziecko chce dostać, to jest takie… tak się trochę zapala i tak trochę jest w biznesie – że robisz jakiś krok to jest taki trochę krok milowy, trochę się zapalasz, są takie pozytywne emocje, ale są też obawy. Wiesz,w noc przed podpisaniem umowy inwestycyjnej u notariusza wstałem o 3:00 rano i Excela odpalem i jeszcze patrzyłem w te cyfry, nie? Także to jest bardzo, bardzo ważne,  że prowadzisz biznes w którym bardzo mocno dbasz o zrealizowanie umów i dbasz o to żeby zobowiązania, które podejmujesz – po prostu dotrzymywać słowa, to wymaga takiego spojrzenia wielowymiarowego. Trudne rozmowy, trwały rok, ale jeszcze w ostatnią noc po prostu nie mogłem spać i ten Excel był dla mnie bardzo ważny, żeby tam wszystko się w nim zgadzało i żeby zobowiązania, które podejmiemy po prostu zrealizować.

MB: Powiedz mi, duży nakład czasu od ciebie był wymagany,  żeby spiąć tą transakcję,  czy dużo poświęcała się jej? Czy na przykład byłeś w stanie normalnie prowadzić firmę i to robić? Czy na przykład wyjąłeś siebie z życia firmy, po to żeby spiąć tą transakcję?

GB: Wiesz co, no ja otaczam się specjalistami, więc to też nie jest tak, że nagle jak znikam na kilka godzin i czy na parę tygodni, to nagle wszystko się wali. Natomiast ta transakcja była na tyle ciekawe, że Digital Heel było spółką, która bardzo była podobna do Rocketa. I to nie jest tak, że musieliśmy tutaj odkrywać koło na nowo, tylko jednak te kompetencje, ten zespół, klienci, działania – były bardzo podobne, więc było mega łatwe. Oczywiście, nie jestem mocny w aspektach prawnych i do tego miałem kancelarię  tę przestrzeń zostawiłem kancelarii prawnej żeby ona się wykazywała. I tutaj mocno się nie angażowałem. Oczywiście, musiałem się zapoznać z zapisami umów i je zaakceptować lub nanieść poprawki według swojego uznania. Na tyle, ile to było zdroworozsądkowe. Więc wracając do twojego pytania,nie potrafię tak jednoznacznie powiedzieć że to mi zabrało połowę życia, bo nie był to hardkor ale należało poświęcić odpowiednią ilość czasu żeby to miało sens i jakby było wiarygodne wszystko.

MB: A powiedz mi jak po przejęciu już Digital Hill funkcjonują wasze zespoły. Czy to są odrębne dwie spółki, które są niezależne, czy połączyliście je w niektórych tematach, albo połączyliście się całościowo obie agencje?

GB: To są autonomiczne spółki, które przenieśliśmy pod jeden adres, mówiąc kolokwialnie.  Rozszerzamy ich kompetencje, na przykład tworząc im przestrzeń do rozwoju w postaci szkoleń i czasem burze mózgów są nawet takim elementem, który bardzo mocno rozwija zespoły. Bo nasza branża nie stoi w miejscu, cały czas się rozwija i specjaliści muszą mieć obok siebie innych specjalistów, żeby móc się rozwijać. Natomiast ta autonomia została zachowana, to są oddzielne formy prawne i tak pozostanie. Nie widzę tej potrzeby aby to łączyć.

MB: A czy na przykład podejście do pozyskiwania klientów, procedury, inne rzeczy – to zostało tak jak Digital Heel miało już jakieś normy kulturowe czy normy organizacyjne z poprzedniej organizacji czy dopasowałeś, ujednoliciłeś te wszystkie rzeczy?

GB:  Tak jak wspomniałem, to były bardzo podobne spółki więc te procedury, te zachowania, te działania były bardzo podobne. Natomiast ten rok jest taki trochę przełomowy, bo łącząc pod jednym adresem, czy w jednym budynku zespoły chcemy, żeby ta kultura się rozwijała. I te organizacje kulturalnie był dalej podobne. Dużo pracy i duży przełom w tym roku właśnie w celu wypracowania de facto nowych procedur, nowych działań i uwaga, tutaj bardzo ważny element, to są pracownicy. Bardzo mocno w tym roku zaczęliśmy wsłuchiwać się w pracowników i prosić ich o to aby nam wskazywali kierunki, w którą stronę powinniśmy pójść, co powinniśmy zmienić , nie stać w miejscu, rozwijać się w dalszym ciągu. I te kompetencje i te ich potrzeby i procedury, to powinna być machina, która po prostu działa i świetnie sobie radzi. Ten głos pracownika jest bardzo ważny.

MB: Jeszcze bardzo ciekawa rzecz mi przychodzi do głowy. Jednak to są podmioty, które gdzieś tam, przynajmniej o pracownika mają taką samą potrzebę. Jakby jak to wygląda z perspektywy trafia fajny kandydat – jak on jest rozdzielany? Czy to nie jest tak trochę, że “o kurczę, przyjmujesz rolę rodzica, żeby broń Boże nie kochać jednego bardziej”?

GB: Ciekawe spostrzeżenie, żeby kochać kogoś bardziej lub mniej na pushowanie pracownika akurat. Wiesz co, to zależy kto przeprowadza rekrutację, jakie to jest stanowisko. Jeżeli szukamy określonego specjalisty i ja jestem zaangażowany w rekrutacji, a czasami mi się zdarza, bo byłem pozycjonerem przez wiele lat – też taka ciekawostka. Mniej więcej wiem, jakie kandydat powinien mieć kompetencje i czym powinien się pochwalić, to ja bardzo często decyduje w trakcie rozmowy lub po rozmowie gdzie on bardziej pasuje. Jeżeli ktoś ma skilla i doświadczenia w e-commerce na dużych budżetach,  działaniach marketingowych i naprawdę przeprowadził wiele spektakularnych działań, to może pasować bardziej do dużych wolumenów i to na przykład jest Digital Hill, albo będzie takim pozycjonerem, który dobrze radzi sobie ale z mniejszymi podmiotami – bez, nie wiem, długiego ogona na setki tysięcy fraz, a bardziej performance taki ogólny. Wtedy decydujemy  w trakcie rozmowy czy po rozmowie. Przy czym też, to co jest bardzo ważne, kandydat wchodzi do naszej siedziby to widzi dwa loga  i on wie że to są dwie spółki tutaj – Digital Hill i Rocket Media, więc dla niego to już jest też sygnał, że tu funkcjonują dwa zespoły. Ale też uczciwie, transparentnie umówimy “Hej słuchaj, te kompetencje, o których właśnie tutaj opowiedziałeś, te doświadczenia, które tutaj masz bardzo pasują w tej i w tej branży. Nie możemy na rozmowach kwalifikacyjnych za dużo mówić o klientach, ale że na przykład mamy branżę medycyna/zdrowie,  to są te obszary i tutaj bardzo byś  pasował, co ty na to? Jak czujesz w ogóle ten klimat?”.

MB: Poruszyłeś temat tego, że byłeś przez wiele lat pozycjonerem. Chciałbym się ciebie zapytać jak wyglądało twoje przejście z bycia rzemieślnikiem do bycia przedsiębiorcą?

GB: To jest taka historia, którą opowiadam właśnie dosyć często. To było ciekawe. Przede wszystkim ja studiowałem taki kierunek “korporacyjne sieci”. Powinienem być takim administratorem, powinien siedzieć tam wiesz, w pomieszczeniu z serwerami,  przepinać te kabelki i programować, znać Linuxa i te inne systemy operacyjne. Natomiast na tym drugim roku studiów stwierdziłem, że to nie jest to, co chciałbym w życiu robić. I jako jedyny na roku napisałem pracę na temat rynku e-commerce. Więc drugi rok studiów i ja wiedziałem, że nie będę chciał tego robić. Szkoda mi było tych dwóch lat, więc skończyłem studia, napisałem  pracę na temat rynku e-commerce. Jednym z elementów ostatniego roku był odbycie stażu, praktyki w jakiejś konkretnej firmie. No i porozsyłałem te maile po wszystkich spółkach internetowych we Wrocławiu. W ogóle nie jestem Wrocławianinem, pochodzę spod Legnicy. I okazało się że Surfland, nie wiem czy kojarzysz taką taką firmę na Braniborskiej. To firma od systemów informatycznych, ma taki projekt nowebiuro.pl. Zaprosili mnie wtedy na dwumiesięczną praktykę, którą odbyłem. No i jakby z racji tego, że ten projekt nie był zbyt mocno rentowny, tam brakowało po prostu środków na to żeby rozwijać go dalej i na wakaty, byłam na fali emigracji. Czyli byłem spakowany już na wyjazd za granicę, do mojego brata do Anglii. I zadzwonił telefon. Zadzwonił telefon, za pośrednictwem de facto rozmowy na LinkedIn, odezwał się do mnie Dawid Sadolski z Travel Planet. Zapytał “hej, widzę, że masz doświadczenie, udzielasz się na grupach dyskusyjnych, wpadnij na rozmowę”.

MB: Jakie to były grupy?

GB: To było Pio tak zwane – pozycjonowanie i optymalizacja, na przykład. To była dosyć duża grupa skupiająca pozycjonerów. No i zaprosił mnie na rozmowę. Rozmowa była 3 etapowa i po tej rozmowie stwierdzili “wiesz co, pasujesz nam do zespołu,  to jest coś co bardzo mocno się rozwija – pozycjonowanie, Google, wyszukiwarka – to były początki, więc zapraszamy cię do współpracy”. No i w Travelu pracowałem 1,5 roku, bardzo często  w kontakcie z zarządem realizowaliśmy cele strategiczne. To było pozycjonowanie, to były też kampanie AdWords. Więc tych takich moich doświadczeń wtedy w Travelu to były  blisko milionowe budżety rocznie, wydatkowane już w Google w tamtym czasie, więc to były mega fajne rzeczy. No i Google miał jeszcze taką politykę, że wizytował te firmy bardzo często. Więc przyjeżdżali panowie z Ameryki i opowiadali jak to Google się rozwija, jest superancką wyszukiwarką i ile fajnych rzeczy można zrobić w kampaniach AdWordsowych. No i półtora roku dosyć szybko minęło i stwierdziłem,  że potrzebuję dalszy rozwój, potrzebuję przebić ten sufit, który już gdzieś to mnie napotkał. No i dostałem zaproszenie do Money.pl.  Mega wysoko postawiona poprzeczka, mega fajni specjaliści, dużo projektów, znacznie szerzej niż turystyka. I stwierdziłem “kurczę, to jest mega fajne wyzwanie, to jest coś, co chciałbym w życiu dalej robić”. I tak spędziłem 4 lata w Money, po czterech latach stwierdziłem “kurde, znowu sufit”. Po drodze jeszcze praca w weekendy, założyłem własną działalność gospodarczą, to jest to co budowało mi doświadczenie i wiedza. Po czterech latach stwierdziłem “kurcze to może ta freelanserka”. 

MB: Jako SEO specjalista?

GB: Specjalista, pozycjoner, prowadzący kampanii płatne pay-per-clickowe. No i  pracując w domu wytrzymałem półtora roku, mniej więcej. To był też taki bardzo trudny okres, bo to była nauka.To była próba mobilizacji do tego, żeby wykonywać działania w domu, po prostu w mieszkaniu. I to był problem dla mnie, bo zawsze były inne ważniejsze rzeczy. Zawsze jest mnóstwo rozpraszaczy, a to trzeba wyprowadzić psa, a to przychodzi listonosz, a to masz brudno na biurku, musisz posprzątać, 1000 innych rzeczy. Ale ja nie chciałem wracać na etat.  To nie było coś co było gdzieś w zasięgu moich potrzeb. No i odezwał się do mnie na LinkedIn Radek Miszczak z Rocket Media i stwierdził “widzę że masz fajne doświadczenie,  może wpadałbyś raz na jakiś czas, bo pomógłbyś naszemu zespołowi w organizacji pracy”. I to też mega ciekawa historia, bo przyszedłem na rozmowę rekrutacyjną, spotkałem się ze specjalistą Szymonem. Z Szymonem przeprowadziliśmy około godzinną rozmowę i wychodząc z tego biura, ubierając kurtkę, spotkałem właśnie Radka. I Radek mówi, “Hej stary, to ja do ciebie napisałem, co tam, jak tam?” I kolejne półtorej godziny trzymając już praktycznie tę kurtkę przegadaliśmy na temat biznesu i rozwoju. Po jakimś czasie, dosyć krótkim, Radek napisał “Hej, tak dobrze mi się z tobą rozmawiało i tak mamy fajne podejście do tego biznesu bardzo podobne, że ja chciałbym z tobą współpracować”. No i  koleje losu potoczyły się tak, że w pewnym momencie Radek podjął decyzję, że kilka projektów, które gdzieś tam ma zasięgu trzeba po prostu wybrać. Trzeba postawić na jakiś kierunek, który na pewno będzie się rozwijał i który dał mu satysfakcję. Miał wtedy wspólnika. Przyszedł do mnie i powiedział “Słuchaj ja chcę żebyśmy robili Rocket Media, zakładamy spółkę”. Myślę sobie “kurde, ciekawe, sprawdźmy”. Po 3 miesiącach założyliśmy spółkę, podpisaliśmy umowę u notariusza, wrzuciliśmy informacje na fejsie.

MB: Który to był rok?

GB: Straszne trudne pytania mi tu zadajesz, to tak szybko leci. 6 lat temu. Jak wrzuciliśmy informacje na fejsie, że szukamy specjalistów, że rozwijamy Rocket Media, działania marketingowe, dostaliśmy wypowiedzenie biura z dnia na dzień, w trybie natychmiastowym.

MB: Ale to było jakoś połączone? Że zaczęliście rekrutować i o kurcze to zaraz będzie melanż?

GB: Głównie zabolało tę firmę od wynajmu, firmę które zarządzała tą powierzchnię, zabolało to, że my założyliśmy spółkę, która może być trochę konkurencyjna dla nich. Oni byli w obszarze marketingu. My wzięliśmy ten wycinek marketingu internetowego. W tydzień musieliśmy znaleźć biuro. Znalezienie biura w tamtych czasach we Wrocławiu nie było wcale proste.

MB: A dużo ludzi wtedy mieliście?

GB: To była garstka, nie pamiętam, to mogły być 4 osoby. Natomiast dla firmy, która się rozwija, a niekoniecznie mająca kapitał inwestycyjny i zaplecze w postaci milionów na koncie, znalezienie biura w tydzień w rozsądnych warunkach, żeby po prostu to był komfort pracy, nie było zdań o łatwym. No i wylądowaliśmy – we Wrocławiu jest taka ulica Jaworska. Nie wiem czy kojarzysz, ale to jest generalnie takie przejście między Strzegomską a Magnolią – centrum handlowym, takie typowo PRL-owskie baraki. I tak jakby zamykając ten etap, powiem szybko, że był taki klimat że pracownicy wychodzący z firm, które były w pobliżu, po prostu otwierali ci browara o parapet. To było zacne. No ale, do czego zmierzam.  Musieliśmy szybko podjąć decyzję, znaleźliśmy biuro na tyle ile było to możliwe. To nie było proste, ale i tak znaleźliśmy. I po około półtora roku przeprowadziliśmy się do wysokiej klasy biurowca we Wrocławiu i zdecydowanie podnieśliśmy komfort tej pracy. Boże, taka to była historia – od pozycjonera do firmy. Po drodze jakieś 3 lata temu Radek stwierdził, że odchodzi. Pomijając powody, główne powody to były powody osobiste. I to był kolejny moment, w którym trochę nie spałem po nocach. Na zasadzie, że zadawałam sobie pytanie “co ty będziesz w życiu robił dalej? Gościu, masz tutaj wspólnika, który był naprawdę świetnym partnerem takim biznesowym, po prostu dobrym człowiekiem. I też świetnym partnerem biznesowym w prowadzeniu tej firmy, no i co, no i co dalej?”. Wiesz, ja od zawsze byłem w internecie i jakby od zawsze prowadziłem jakieś działania związane ze spółkami internetowymi.I stwierdziłem  “No kurde, jak nie zaryzykuję, nie sprawdzę, to nie będę wiedział co się może zdarzyć, albo wystrzeli albo padnie. No to rura, lecimy”. No i tak to się zaczęło i zostałem 3 lata temu prezesem tej spółki i działamy.

MB: A ty jesteś jedynym udziałowcem?

GB: Na ten moment jestem już jedynym udziałowcem, tak. Proces wychodzenia Radka też był rozłożony w czasie, więc też przez jakiś czas był udziałowcem. Teraz już nie jest, natomiast, to też takie zabawne – że cały czas mamy kontakt ze sobą i cały czas ze sobą rozmawiamy i gdzieś tam utrzymujemy te relacje i też często ja radzę się Radka w tych obszarach biznesowych i z jego doświadczenia, które teraz ma, jak sobie radzi. Każdemu życzę takiego wspólnika, jakiego ja miałem.

MB:  Czyli z Rocket Media jesteś związany 6 lat. Który moment był dla ciebie najcięższy jeżeli chodzi właśnie o emocje, o psychikę?

GB: Wiesz co, te dwa punkty były takie, no nie były ciężkie, one były ważne po prostu. I o nich pamiętam. To była ta decyzja właśnie Radka o tym, że odchodzi i była ta decyzja inwestycyjna, w postaci zobowiązania, które trzeba podjąć. To te dwa punkty takie mocno targające w cudzysłowiu,  że to są rozkminy, które musisz poczynić ii decyzje, które musisz podjąć. To było bardzo ważne.

MB: Od bycia freelancerem i robienia projektów po godzinach do 27 osobowego zespołu bardzo dużo się zmieniło. Jak u Was wyglądało przez te lata podejście do procedur, czy jakby ono się zmieniało wraz z rozwojem organizacji, powstawania poszczególnych działów? Możesz coś więcej o tym opowiedzieć?

GB: Z racji doświadczeń, to było duże organizacje, bardzo dużo rosły. Jakby patrząc na swoje biznesy zawsze staram się patrzeć z punktu widzenia skali. Jak mamy jakiś problem albo jakieś rozkminy to zawsze zastanawiamy się “co by było, gdyby”. Teraz mamy blisko 30 osób, co by było gdyby było ich 100, 200, 300, 500. Mamy problem z procedurami, to jest fakt, z racji tego że dużo rzeczy się dzieje i to jest też taki dynamiczny rynek, nie? Jakby z perspektywy doświadczeń i wiedzy tu bardzo dużo się zmienia. Z racji tego że ja byłem tym doświadczonym pozycjonerem często angażowałem się w projekty i działania. Ja po dziś dzień jeżdżę na spotkania z klientami, spotkania projektowe i trochę po macoszemu traktowałem taki aspekt biznesowy, czyli takiego praktycznego zarządzania, że tu muszą być procedury, to  musi być zdefiniowane, że muszą być osoby odpowiedzialne. Natomiast tak jak wspomniałem, ten rok jest bardzo ważny, przełomowy, bo na tym zaczęliśmy bardzo mocno teraz pracować. Mamy zespół wysokiej klasy specjalistów i to jest nasz core, żeby z nimi zdobywać najwyższe szczyty, ale też chcemy się rozwijać i chcemy być większą, lepszą i mocno efektywną organizacją. Tych procedur teraz nam brakuje i wiemy co chcemy zrobić. To jest bardzo ważne, żeby te procedury zaraz były.

MB: Rok temu, mniej więcej, przejmowaliście Digital Hill. Czy w twojej głowie jest jakiś pomysł na kolejne ewentualnie przyjęcia czy na przykład uważasz, że teraz musisz ustabilizować ten wzrost, nie wiem, najbliższy rok to na przykład będzie właśnie stabilizacja przychodów, procedury, skupić się na tych aspektach biznesowych, czy w głowie już na przykład coś was interesuje, coś jest na oku?

GB: Bardzo ważna jest stabilizacja. Tylko i wyłącznie dlatego, że rynek się zmienia i ten rynek pracownika, który bardzo mocno daje się odczuć  firmom w naszej branży, czy to  marketingu czy nawet IT, to wymaga działań i takich prac w dalszym ciągu chyba  podstaw albo przynajmniej cofania się do tych podstaw. Przy czym, jakby sama synergia z Digital, czy przejęcie Digital Hill bo to nie jest taka typowa synergia, tylko przejęcie powoduje, że ja mam bardzo często tak, że dostaję oferty, propozycje przystąpienia do rozmów. Selekcjonuje sobie je kilkoma pytaniami, które wysyłam do podmiotu, który jest zainteresowany i obserwuję jak ten podmiot reaguje na te pytania. Bo wiele rzeczy możesz dzisiaj sobie sprawdzić czy to w KRS czy poczytać w Internecie, ale dla mnie ważne są te opcje, kiedy ktoś jest przede wszystkim otwarty, ma ten taki syndrom takiej uczciwości i że on sprzedaje tą firmę, nie dlatego że teraz tutaj odcina kupon, albo nie daj Boże ma jakieś problemy wewnętrzne i chce w ten sposób po prostu zarobić, bo  zespół mu się kruszy. I wśród tych propozycji, które dostaję, zaproszeń, bardzo często to jest taki wydźwięk. I da się tymi pytaniami sprawdzić, zweryfikować, mając komunikację z tą drugą stroną. Ale to co chciałem powiedzieć, to nie zamykam tego tematu. To jest mega ciekawe doświadczenia i to warto robić. To też buduje wiedzę – wiedzę biznesową, jakie podmioty chcą się sprzedać, dlaczego chcą się sprzedać, to jest bardzo ważne i czy ty chcesz, czy ty potrzebujesz po prostu takiej organizacji, która gdzieś jest, np. w Trójmieście.

MB: Powiedz mi czy nie uważasz że właśnie w Polsce jest trochę za mało akwizycji, że nie mamy takiej kultury budowania firm poprzez przejęcia?

GB: To sa chyba 2 aspekty. Pierwszy to jest taki żeby cały czas chcemy być międzynarodowi i chcemy wymyśleć kolejnego Skypa. I jak popatrzysz na social media, ekspertów to “buduj skalę, buduj skalę, bądź wielki i zaczynaj najlepiej ze Stanów”. To są kosztowne rzeczy i to jest problem, więc bardzo bardzo jesteśmy skupieni na tym żeby budować skalę, nie mając podstaw i nie rozwijać się organicznie. Bo jak mamy podstawę, rozwijamy się organicznie to wtedy możemy dokonywać synergii i przejęć, bo mamy po prostu fundamenty bardzo mocne. Na rynku jest bardzo dużo pieniędzy, mamy bardzo dużo inwestorów, którzy chcą wyłożyć kasę, tylko nie mają na co. Bo albo organizacje jakby nie jest do końca mają te kompetencje w środku, inwestorzy to widzą. Więc to jest takie, wiesz, firmy są krótkoterminowe, zainwestujemy miniony, a po dwóch latach będziemy zwijać, bo nie ma mocnych fundamentów. Albo te firmy za mocno właśnie patrzą na na zachód i chcą tam się rozwijać. Nie myślą o tym żeby organicznie być mocnym i przejmować wewnętrznie.

MB: Jedna rzecz, która bardzo mnie ciekawi gdy rozmawiam, na przykład z osobami, które prowadzą software house, to ich celem jest zbudowanie własnego produktu. Często gadamy z agencjami marketingowymi, performensowymi,  to to  co mówisz – wykorzystać swoją kompetencję do tego żeby też mieć jakiś produkt. Czy tobie kiedyś przyszło do głowy, żeby kompetencje z obszaru marketingu cyfrowego i zespołu, który już masz wykorzystać do tego żeby nie wiem, zrobić jakieś produkt i właśnie wykorzystywać umiejętność pozyskiwania ruchu w takim celu?

GB: Tak, jest taki pomysł i taki  projekt, ale nie mogę o nim mówić. Jest za wcześnie po prostu.

MB: Ale to jest, nie wiem, e-commerce, masz chociaż obszar biznesowy?

GB: Tak, jest to obszar e-commerce. Co ja innego mogę robić? No wiesz, co ja mogę, hot dogi sprzedawać, wiesz… Cały czas w internecie.

MB: Bardzo mnie interesuje też to, jak pozyskujecie  klienta. Ale też żebyś opowiedział, bo jednak te 6 lat doświadczenia to też zakładam, że ten proces pozyskiwania klienta mógł się zmienić. Więc jakbyś opowiedział czy to początkowo było (może to nie był jeszcze etap książek telefonicznych, w sensie, że to za późno już na ten etap), ale jak to się zmieniało na przestrzeni tych sześciu lat?

GB: Początki to było przede wszystkim, wiesz, znajomi, wizytownik, wpisywania w swoim gronie ludzi, którzy są albo w internecie albo mają biznes internetowy, albo mają ten styk internetowy. i to ewoluowało w jedną stronę tylko. U nas większość leadów mamy albo z poleceń, albo z grupy resellerskiej, albo po prostu ludzie wbijają do nas leadami pozycjonowanie.

MB: Co znaczy grupa resellerska?

GB: Masz zaprzyjaźnione firmy, które mają podobne usługi do twoich, albo których marketing ma przestrzeń do tego żeby być elementem. Są sklepy internetowe, są producenci, software housy, które produkują ekomersy. A e-commerce potrzebuje  pozycjonowania. To jest taki przykład resellera, który jest zaufanym partnerem i on ci te leady podrzuca.

MB: Jak takie partnerstwo budowaliście?

GB: Rozmawiając. No różnie, no nie było to wydzwanianie w książkę telefoniczną. No były to eventy, to znajomy znajomego,networking plus taka ewidentna sieć poleceń i rekomendacji wśród znajomych, poczta pantoflowa ta to się chyba nazywa jakoś.

MB: Powiedz mi, jak u Was z działaniami contentowymi? Czy to też jest element pozyskiwania klienta, budowania trafficu na waszych dwóch stronach i pozyskiwania tą metodą klientów?  Czy raczej to jest bardziej budowanie brand awareness w Waszym przypadku?

GB: Najciemniej pod latarnią. My nie prowadzimy działań contentowych. Ubolewam nad tym ale to jest wynik priorytetów. Z perspektywy organizacji, priorytetem są zawsze klienci i efekty działania. I mocno inwestujemy, też nie ma co tu ukrywać, że działania agencji to też inwestycja, to są koszty, które ponosimy i bardzo dużo energii, w tym także i w content, pompujemy w tą stronę. I nie prowadzimy działań taki typowo contentowych, wokół budowania zasięgu.

MB: W strategii na 2020 rok macie na to przestrzeń, czy jeszcze na przykład o tym nie myśleliście,  jeszcze nie rozmawialiście?  Żeby budować, wydaje mi się, że kiedyś z Digital Hill jeszcze jak właśnie to było element grupy Unity, my  współtworzyliśmy jakieś treści, więc jak się pytam pod tym kontem.

GB: Tak, rozmawiamy wewnętrznie na temat tych naszych potrzeb w którą stronę chcemy się rozwijać i które punkty musimy poprawić. I tak, jest to element, który jest na stole dyskutowany teraz, dyskutujemy na ten temat. Najprawdopodobniej będziemy ten obszar też na nowo jakby tworzyć. Chcemy po prostu zrobić coś lepiej niż robiliśmy kiedyś.

MB: Coś co w sumie bardzo ciekawi – jak wygląda twój standardowy dzień pracy? Co robisz co dzień w dwóch podmiotach, jaka jest twoja rola?

GB: Czyli pytasz mnie o to, jak już pojawię się w firmie?

MB: Tak, jak już wypijesz kawę.

GB:  U mnie głównym narzędziem to jest Gmail i maile, które spływają. Drugim narzędziem to jest kalendarz czyli wszelkiej maści spotkania, które się odbywają. Czy to rekrutacyjne czy wewnętrzne, czy zewnętrzne. Ja bardziej operuję na tych dwóch narzędziach. Jeżeli chodzi o samo działanie. Jeżeli chodzi o ten taki element organizacji pracy, no to wiesz – ważność, priorytety, to jest bardzo ważne. I bardzo mocno w tym roku pracuję nad tym, żeby delegować. To jest to, co przewija się w wielu podcastach,  wystąpieniach na eventach, delegacja. Jeśli tego cały czas uczę.

MB: Łatwo się mówi, ale ciężej wykonać?

GB: Cholernie ciężko. Nie ma co ukrywać, wiesz, jak prowadzisz dwie organizacje, masz zespół blisko 30 osobowy, chciałbyś żeby był ten komfort w pracy. Też trochę chciałbyś żeby się ludziom dobrze pracowało. I oni też mają potrzebę. I to jest element. który też trafia do CEO. “Mamy potrzeby, chcielibyśmy to, chcielibyśmy tamto, potrzebujemy tutaj wsparcia, tam wsparcia”. No i ja mam problem z odmawianiem, cieszę się jak ktoś przychodzi po poradę i cieszę się, że mogę wyrazić swoje pomysły, opowiedzieć o swoich pomysłach. One bardzo często wiążą się z doświadczenia, nie zawsze są trafne, to też nie ma co się oszukiwać, bo ludzie cały czas się uczą i my się uczymy. No ale ta delegacja to jest też coś, z tym walczę. I mój dzień pracy próbuję tak zoptymalizować, żeby mieć ten balans. Mieć tą część na rozwój i mieć tą część na pracę operacyjną i mieć tą przestrzeń na ten relaks i odpoczynek taki psychiczny. To mocno eksploatuje.

MB: Ciekawy wątek poruszyłeś, ten work life balance. Wychodzisz z pracy, jak odpoczywasz, jak zapominasz?

GB: Bałem się strasznie tego pytania, bo wstyd się przyznać, ale ja chyba do końca nie wiem jak odpoczywać.

MB: W sensie, że jesteś pracoholikiem?

GB: Powiem ci  jaki mam problem. To chyba domena tych podcastów jest taka, że ludzie mówią o swoich problemach :). Nie wiem czy nie powinieneś trochę wiesz, zmienić kategorii z biznesowej na…

MB:… problemy psychiczne?

GB: Psychiczne to strasznie zabrzmiało 🙂 Natomiast, ostatnio bardzo dużo ludzi zaczyna mi zwracać uwagę na to, że jestem zmęczony. Ja tego nie czuję, ja tego nie widzę, natomiast bardzo mi to otwiera trochę oczy. Na zasadzie takiej, że ktoś to zauważył, więc chyba tak jest, mam problem. Ale ja tego wewnętrznie nie czuję.  Dla mnie bardzo ważnym jest sen. Mam taką trochę przypadłość,  że jak przychodzę do domu, czasami przeczytam pół  rozdziału książki i 22:00 to mi się oczy już zamykają i budzik mi dopiero wystrzeli. Nawet córka 9 miesięczna mnie już nie budzi w nocy. Więc sen jest bardzo ważny. Dużo też się dzieje, więc trochę mam wyrzuty sumienia, bo z jednej strony jest wiesz, życie osobiste i i pojawienie się nowego człowieka w rodzinie jest bardzo wymagające, i to jest  bardzo ważne, więc wyrzuty z jednej strony, że może tego czasu spędzam za mało. Z drugiej strony jest odpowiedzialność za zespół, za firmę. Bo tam też spędzamy pół życia, ludzie spędzają pół życia pracując z tobą, więc też nie można tego ignorować. Jest to trudne. Uczę się wyjeżdżać i uczę się nie myśleć o pracy. I powiem ci szczerze, teraz 2 tygodnie temu byliśmy we Florencji z narzeczoną i chyba to był pierwszy mój wyjazd gdzie nie miałem takich wyrzutów sumienia że jestem na urlopie. I to było dziwne.  Wróciłem do pracy, zadałem pytanie “czy coś się wydarzyło?”, usłyszałem, że nic się nie wydarzyło. I to było dziwne. Natomiast też work life balance to jest też  trochę dbanie o siebie. I ja nigdy nie lubiłem biegać i podziwiam ludzi, którzy biegają i mają z tego radochę, szanuję. Ale ja nie lubię. Natomiast bardzo dobrą robotę robi, i żałuję że w tym sezonie nie udało mi się tego tak mocno eksploatować, to jest rower. Podcasty, audiobooki, słuchawki, rower i Las Rędziński. Zresztą polecam ci pojechać do Lasu Rędzińskiego i słuchać kryminału. Tam jest wesoło wtedy. Siłownia i uwaga, bo ludzie często na siłownię, żeby zrobić sweet focie w pierwszej minucie, oblewają się wodą w drugiej minucie, żeby mieć bardziej  hardkorowe  zdjęcie i lepiej na Insta wyglądać. Natomiast ja odkryłem, że są de facto dwa rodzaje ćwiczeń czy działań na siłowni. Pierwszy to jest taki, że możesz pompować i wyciskać, absolutnie nie moja domena, ja tego nie czuję. A drugie to jest ćwiczenia mobilne, które poprawiają ci komfort życia. To jest głównie w przypadku pracy biurowej, dbanie o kręgosłup. Ćwiczenia, które wykonujesz są bardziej poprawiające stan twojego twojego kręgosłupa i to jest bardzo fajne. Fajny rodzaj ćwiczeń na siłowni, trzeba iść nie po to by pompować, skupiać się na tym, żeby przyrost masy mięśniowej był taki, jaki tam trener sobie zażyczył i w ogóle wiesz, sweet focie z tygodnia na tydzień pokazuje progres. Można pójść na siłownię, robić ćwiczenia mobilne, lepiej się potem czuć. Siłownia też jest świetnym miejscem do tego żeby myśleć, zastanawiać się, rozkminiać. Korek i stanie w korku we Wrocławiu nie daję ci takiej przestrzeni do myślenia bo cały czas jesteś skupiony na tej jeździe. A tam masz  zdefiniowane przez trenera ćwiczenia i robisz je, on dba o to żeby one były prawidłowo technicznie wykonane, a ty możesz sobie po prostu rozkminiać. Polecam.

MB: Poruszyliśmy 2 wątki, które cię emocjonalnie poruszały, m.in. to przejęcie Digital Hill i rozstanie z twoim partnerem. Czy w chwili obecnej masz coś, co cię angażuje emocjonalnie? Co jest właściwie na chwilę obecną dla ciebie najbardziej niekomfortowe? Masz jakiś taki obszar w ogóle?

GB: Mocno mnie eksploatuje ostatnia rekrutacja. I problem z drugiej klasy ze specjalistami którzy przyjdą i obronią to, co napisali w CV. To jest bardzo trudne, że bardzo często zdarzają się specjaliści, którzy w CV no naprawdę mają piękne rzeczy i okazuje się, że to zarządzanie zespołem to de facto to było zarządzanie jednoosobowym zespołem, content marketingowca, który był zdalnym copywriterem. I to jest takie trochę smutne, po takiej rozmowie myślisz :”kurde, co się  z tym światem dzieje, co dzieje się z tymi ludźmi, co dzieje się z tymi specjalistami”. To jest mocno wezwanie, bo to jest bolączka chyba naszej branży, że tych ludzi jest mało, ci co są bardzo często wysokiej klasy specjalistami, zostają po prostu w organizacjach, bo tam są po prostu dobrze są zaopiekowani. A ci, co rotują to tak de facto nie wiadomo dlaczego rotują. Bo to doświadczenie, które reprezentują jakby nie do końca się wbija w nasze potrzeby. I to jest problem, to jest taka bolączka.

MB: 6 lat rekrutacji, czego się z tego nauczyłeś?

GB: Ciężko powiedzieć, żebym nauczył się czegoś takiego odkrywczego. Na pewno trzeba z ludźmi  rozmawiać. I to jest bardzo ważne żeby pilnować, żeby w tej rozmowie z ludźmi rozmawiać. I przyjąłem sobie taką formę rekrutacji, że poznaje kandydata jako człowieka w pierwszej kolejności a potem jako specjalistę. Czyli najpierw chciałbym poznać  tak jak on postrzega niektóre wydarzenia, albo jakie ma doświadczenia, jakie ma hobby, zainteresowania, to jest bardzo ważne. Jak on je eksploruje, jak on je odkrywa, jak on sobie z nimi radzi. A potem jest taka przestrzeń, w której próbuję dowiedzieć się od kandydata o tej jego eksperckości i czy on nam po prostu do organizacji pasuje, mówiąc brzydko. Nie chciałbym żeby to tak źle zabrzmiało, ale bardzo dużo w literaturze czytamy, że nie powinno się dawać ludziom drugiej szansy. Ja staram się tą drugą szansę dać i to może, nie chciałbym tego wątku rozwijać bo to jest taki dosyć delikatny wątek, ale 2 razy się zawiodłem. Zawiodłem się na kandydacie, któremu dałem szansę, powiedziałem mu o tym “Stary, dostajesz tą szansę, bo wiem jaki masz problem” i on tego problemu nie rozwiązał, przyszedł i tkwił na stanowisku że wszystko jest okej, że wiesz, że poradził sobie z tym problemem.  A ewidentnie nie poradził sobie. Wiesz, ludzie mają różne słabości, nie powinniśmy ich skreślać.

MB: Na zakończenie powiedz mi jak można się z tobą skontaktować, gdyby ktoś chciał dopytać po wywiadzie?

GB: Na LinkedIna zapraszam.  Znajdziecie mój profil i przypadku pytań, chętnie udzielę odpowiedzi, podzielę się doświadczeniami, jeżeli ktoś chce mocniej  jakiś temat mocniej poruszyć.

MB: Dzięki za poświęcony czas.

GB: Dzięki.