2020 / 03 / 01

#08: Zarządzanie psychiką imitacją zbroi foundera [solo]

clock 33:57 | via Marketing i Biznes

Zarządzanie psychiką jest według Bena Horowitza kluczowym elementem, aby osiągnąć sukces w biznesie. Zgadzam się i popieram. Higiena emocjonalna, separowanie spraw prywatnych i zawodowych, bycie silnym psychicznie to wszystko klucz do sukcesu. Często ludzie przegrywają rywalizacje już we własnej głowie. To trochę jak falstart, poddanie się bez podjęcia rękawiczek. Czy stać Cię na taki walkower? Zapraszam do posłuchania o zarządzaniu psychiką. Elemencie szalenie ważnym

Rozmawiamy o:

Audio:

https://www.spreaker.com/user/10916004/michal-bak-psychika-publikacja-12092019 

Video:

Goście:

Michał Bąk

Prowadzący audycję „Marketing i Biznes”. Chce pokazać jak rozwijać firmę, radzić sobie z wyzwaniami jakie stoją przed przedsiębiorcami a także jak zarządzać swoją psychiką jako founder. Wszystko to po to, aby zbudować w Polsce dużo rentownych firm i rozwijać szczęśliwych przedsiębiorców.

Wersja tekstowa:

W dzisiejszym odcinku porozmawiamy trochę więcej o zarządzaniu psychiką. Jakiś czas temu przeczytałem książkę Bena Horowitza Hard Things about Hard Things i powiem szczerze, że zrobiła dla mnie piorunujące wrażenie. Szczególnie jeden rozdział o zarządzaniu psychiką. I właśnie na tym chciałbym się teraz skupić, nagrać ten odcinek właśnie o zarządzaniu swoimi emocjami, swoimi czynami i swoim otoczeniem psychicznym.

Zaczynamy.

Gdy skaczecie sobie do gardeł, wygrywa ten pierwszy, kto osiągnie ZEN. Dla mnie jest to definicja bycia liderem. Jeżeli jest nerwowa wymiana ogni, to prawdziwy lider pierwszy zakańcza taką niepotrzebną wymianę ogni,  osiąga status stan zen i próbuje uspokoić wśród pozostałych rozmówców tą atmosferę. Bez względu, czy rozmawiasz ze swoim współpracownikiem, czy swoim co-founderem, czy swoim klientem. Jeżeli jest ogniskowa, sytuacja jak najszybciej musisz osiągnąć ten stan ZEN. I mówiąc „osiągnąć stan ZEN” nie mam na myśli ustępowania naszemu rozmówcy we wszystkim i zgadzanie się na wszystko po to tylko, żeby uzyskać święty spokój. Swoją drogą jest to droga donikąd i jakby cały czas potakiwanie i robienie czegoś, żeby nikt się na nas nie pogniewał jest dużym błędem, który niestety, ale często robimy, bo stwierdzamy – dobra, machnę na to ręką, to nie jest aż takie ważne, mój rozmówca niech będzie, że ma rację, ja wiem swoje. Jakby wewnętrznie mamy przekonanie, że powinno się to wykonać inaczej, powinno się to zakończyć inaczej, ale dla świętego spokoju machnęliśmy na to ręką, olaliśmy to i po prostu zakończyliśmy rozmowę.

Punkt drugi, to zdefiniowanie czym jest szczęście. Brzmi bardzo coachingowo. Zdaję sobie z tego sprawę, ale w momencie, gdy pochylimy się nad tym, dlaczego prowadzimy firmę, i dlaczego ona jakby ma przysparzać nam szczęście, i czym w ogóle jest to szczęście, okazuje się, że jakby nie mamy pojęcia i nie mamy wyznaczonego celu, co musimy zrobić, aby być wewnątrz tej firmy szczęśliwym. Kiedyś, przypomnę sobie, robiłem taki projekt konsultacyjny i rozmawialiśmy właśnie z młodszym ode mnie właścicielem firmy i zapytałem się go, dlaczego prowadzi firmę. Odpowiedział mi: po to, żeby być bogatym. To jest bardzo duże uproszczenie, ale tak to jakby zdefiniował. Ja się pytam: ale co masz na myśli? Co to znaczy dla ciebie, według ciebie, być bogatym. On powiedział, że dla niego bogactwo, to po prostu stać mnie na wszystko. Wiesz co ja mu odpowiedziałem? Powiedziałem mu, że moi rodzice nie są bogaci, a stać ich na wszystko. Zdefiniowali sobie, że nie potrzebują tak wiele rzeczy w życiu, żeby osiągnąć po prostu stan, w którym uważają, że wszystko posiadają. Posiadają dzieci, posiadają wnuka, posiadają kilka materialnych rzeczy, które są im potrzebne do egzystencji i dzięki temu uważają, że wszystko mają. To jest w rozumieniu tego CEO bogactwo, a bogactwo z perspektywy takiej ekonomicznej, to jest posiadanie jakiegoś stałego przychodu miesięcznego, na określonym poziomie, posiadanie jakiegoś tam dochodu netto, oczywiście dodatniego, bez kredytu etc.

Dlatego bardzo ważne jest, żeby poprawić swoją mentalność przez po prostu zdefiniowanie dlaczego prowadzimy firmę, bo prowadzimy ją dlatego, żeby być szczęśliwym i tak na dobrą sprawę, co jest dla nas tym szczęściem. Dla każdego może być to co innego. Na przykład dla jednych to jest zrobienie tak firmy, żeby móc systematycznie jeździć na wakacje, a dla innych na przykład szczęściem będzie to, że firma zatrudnia, nie wiem, kilkadziesiąt pracowników i daje im pracę, daje im co miesiąc wypłatę, i tak dalej i tak dalej.

Każdy może mieć inną definicję tego, czym jest szczęście i dlatego ważne, abyśmy na swoim przykładzie zdefiniowali, co prowadzi do tego szczęścia. Bo bez zdefiniowania tego możemy mieć problemy później: oooo, jestem nieszczęśliwy w swoim biznesie. Ale dlaczego jesteś nieszczęśliwy? Firma nie przynosi wystarczającego przychodu? No przynosi. Ale coś innego jest może tą kulą u nogi, która nie pozwala być szczęśliwym. Albo na przykład masz pracownika, którego nie trawisz i po prostu jest wampirem energetycznym i cały zespół go nie lubi, a trzymasz go dlatego, że jest efektywny, o czym porozmawiamy w dalszej części.

Trzeci punkt, to jest pojawienie się w życiu przedsiębiorcy dziecka. Jakby to jest zmiana całościowa i twojej psychiki i twojego życia. Ja pamiętam, że jak mi się urodził syn, przez pierwsze pół roku nie potrafiłem dojść do siebie. Źle się odżywiałem, nie wysypiałem się. Jakby cały świat się zawalił. Jakby oczywiście że przez to, że źle się odżywiałem i przez to też poniekąd źle spałem, no to byłem bardziej nerwowy. Jakby ciężej było mi zapanować nad emocjami, no bo jeżeli jesteś niewyspany, to jesteś wiecznie zdenerwowany i zwykła sytuacja, która by cię nie denerwowała na co dzień, staje się ogromnym problemem. Zrobisz z igły widły, tak i dlatego na pewno dziecko zmienia sytuację. Pamiętam, że zanim mi się urodził syn wszyscy mówili, że to twój świat się zmieni, że na pewno musisz się wyspać i tak dalej i tak dalej. Ja, jak to ja, zacząłem planować, co muszę poprawić, jak muszę poprawić, tak dalej. Ale jak mówi Mike Tyson: “każdy ma plan, dopóki nie dostanie po prostu po mordzie”. I jakby przyjście dziecka zmieniło całą tę trajektorię, zmieniło całą moją ścieżkę i te wszystkie planowanie poszło do kosza. Jakby musiałem się nauczyć żyć z tym, że teraz mamy nowego członka rodziny, że muszę inaczej organizować swój plan dnia, że muszę być silniejszy psychicznie dlatego, że odpowiadam już teraz nie tylko za siebie i za ewentualnie za żonę, tylko odpowiadam teraz już za cały (heh) nazwijmy to zespół – rodzinę.

Ale do czego zmierzam. Dziecko nauczyło mnie empatyczności. Dużo więcej poprawiło moją empatię w stosunku do mojego zespołu, którym zarządzam, do problemów, które oni przynoszą. Więc to spowodowało, że na pewno mentalnie się zmieniłem i uważam, że to jest oczywiście zmiana na dobre, bo wiele rzeczy uporządkowała, albo nakazała mi uporządkować. Gdy kiedyś, na przykład, mówiłem sobie, że będę wychodził z pracy o 18, nie później, to bardzo łatwo mi to było przesunąć. A to 18:30, a to może 19:00. Nic się nie stanie, jak wyjdę trochę później. Teraz jakby takiego czegoś nie ma, bo trzeba przyjść, wykąpać dziecko, spędzić trochę z nim czasu, żeby później nie traktował mnie jak obcego człowieka. I to powoduje, że pewne rzeczy musisz przymusowo wręcz zrobić inaczej. I ja uważam, że to jest zmiana na plus.

Punkt czwarty to: jesteś tym, co jesz i jesteś tym, jak się wysypiasz. Już wiele razy to mówiłem podczas mojego podcastu i w ogóle podczas wpisów, że jedzenie ma kolosalne przełożenie na wyniki w biznesie,  na produktywność, o czym będzie osobny odcinek, ale też bardzo dużo na mentalność. Zwróć uwagę jak się zachowujesz, gdy masz taki ospały, ociężały organizm. Inna sprawa, że to przekłada się u ciebie i zresztą nie tylko u ciebie ale u wielu osób, to jak się odżywiasz no to jak śpisz. Ludzie sobie nie zdają sprawy, że sen musi mieć też pewne normy zachowane, jak picie kawy w odpowiednich odstępach od czasu snu, jak to, czy kładziesz się ociężały. Bo jak kładziesz się ociężały, to organizm, to twój żołądek wysyła sygnały do mózgu, że zamiast intensywnie spać, to zacznijmy rozkładać to, co zjedliśmy. I dlatego później budzisz się zmęczony. A kiedyś przeżywałem coś takiego u siebie, że budziłem się permanentnie zmęczony i permanentnie byłem zły. Byłem zły, że o 10 – 11 ja już bym chciał iść z powrotem spać. To powodowało irytację, która narastała. Potem przesuwały mi się godziny, w których chodziłem spać.  Piłem dużo energetyków, zacząłem się źle odżywiać i to wszystko spowodowało, że mój organizm i to, jak zarządzałem swoją psychiką, a właściwie nie można powiedzieć, że zarządzałem, bo wszystko było jednym wielkim mętlikiem i wielkim bałaganem, doprowadzało do powolnej destrukcji tego, jak zarządzam firmą. I jak widzisz, ten wpływ psychiki miał wpływ też na moją organizacje, bo ona powoli zaczęła szwankować. Jeżeli możemy naszą psychikę porównać do ciuchci, czy lokomotywy, która ciągnie naszą firmę, to właśnie w tym momencie ja zapchałem ten cały motor napędowy i firma po prostu toczyła się, na zasadzie takiej: to, co wypracowaliśmy wcześniej to jeszcze tam powoli, powoli gdzieś tam się toczyło, ale już znacznie gorzej, niż w chwili obecnej, gdy zacząłem dbać o swoje zdrowie i przestałem się kłaść późno w nocy. Co ciekawe, teraz zacząłem trochę eksperymentować z dietami i ketogeniczna i z dietą warzywną i okazuje się że, jakby czasami bywam głodny w ciągu dnia, ale nigdy nie byłem, od dawna nie byłem znaczy, tak bardzo lekki i od dawna nie spało mi się tak dobrze. Jakby po pierwszej kawie, którą pije około 9 czy 8:30, to czuję, że jakby bardzo dużo mam energii i witalności, która pcha mnie do wykonywania czynności, a przez to, że mam lekki umysł też mentalnie jestem dużo lepiej nastrojony do pracy, do rozwiązywania problemów. Naprawdę widzę bardzo dużą poprawę.

Kolejny punkt to: dupek w organizacji zawsze będzie dupkiem i jakby usprawiedliwianie go efektywnością jest drogą donikąd. Jeżeli mamy człowieka, który zachowuje się bardzo źle w stosunku do swoich kolegów zespole, który jest takim wampirem energetycznym, to powinniśmy go jak najszybciej zwolnić, żeby nie uzależnić się od niego w dużo większym stopniu, niż w chwili obecnej. Jeżeli w chwili obecnej prowadzi on jednego klienta, który jest odpowiedzialny za 10% naszego przychodu, to jakby zwolnienie go i ewentualne stracenie tego klienta nie będzie tak kosztowne dla nas, jeżeli doprowadzimy do sytuacji, że ten gość nagle obsługuje, nie wiem, 30% przychodów firmy i może pozabierać nam klientów, bo na przykład opowiedzieć klientowi historię, jak to został niesłusznie zwolniony. Takie osoby nie działają racjonalnie. A jeżeli jeszcze mamy źle skonstruowana umowę, która zabrania na przykład po zakończeniu współpracy podbierać klientów, czy rozmawiać z tymi klientami, to wówczas jest duża szansa, że osoba, która właśnie była tym dupkiem w organizacji nie będzie miała też skrupułów, żeby w momencie jego usunięcia, żeby poczynić kroki, żeby odebrać sobie tych klientów. Co ciekawe, usprawiedliwiamy jego zachowania wierząc, że on się poprawi. Natomiast to nie jest tak. Jakby ktoś, kto jest nastawiony destrukcyjnie, jest toksyczną osobą, nie zmieni się z dnia na dzień i on potrzebuje innego rodzaju wsparcia niż to, że my będziemy go na siłę trzymać w organizacji. Jakby jeżeli jest dupkiem, ale jest słabym też pracownikiem nie mamy w ogóle nigdy wyrzutów sumienia, ale jeżeli jest dupkiem, a naprawdę bardzo dobrze ogarnia, a wręcz ciągnie naszą organizację, zawsze dochodzi do zgrzytu. Ale wtedy powinniśmy postawić sobie twarde zapytanie, czy jeżeli on będzie, czy na przykład nie będzie nam się pracowało, nie będziemy my jako zarządzający organizacją, nie będziemy pracowali mniej efektywnie, czy co nie będzie prowadziło też do naszych problemów psychicznych, co nie będzie też prowadziło do sytuacji, w której uważamy, że po prostu nasza firma jest jego firmą, a nie naszą.

Kolejny punkt, punkt szósty to: nie przeszliby kilometra w twoich butach. Mam na myśli sytuację, w której każdy twój znajomy, twoi najbliżsi w twoim otoczeniu uważają, że popełniłeś jakiś błąd i oni by tego błędu nie popełnili. I być może mają rację. W tej sytuacji zachowaliby się zupełnie inaczej. Prawdopodobnie może nie popełniliby tych błędów. Natomiast prawda jest taka, że oni nigdy by nie doszli do takiego punktu, więc możesz śmiało mieć w myśli taką maksymę, takie powiedzenie że, oni nie przeszli by kilometra w twoich butach. Łatwo jest założyć na dystans 100 metrów czyjeś buty i powiedzieć: słuchaj no przeszedłem szybciej ten czterdziesty kilometr niż ty, tylko że zanim się tam znaleźliśmy ja musiałem po drodze przeskoczyć wiele przeszkód, przez które ty byś się wywalił. I część z nas, gdy słyszy na przykład takie informacje z otoczenia, że oni by zrobili coś lepiej, że oni by lepiej… oni by uniknęli tego podatku, oni by lepiej zatrudnili, oni by nie musieli zwolnić i oni w ogóle wszystko. Jakby z perspektywy krótkiego fragmentu, może faktycznie byliby lepsi. Pytanie, czy zdołaliby dojść do twojego punktu i to też trzeba mieć na uwadze, gdy myśli się o tym, że jesteś taki zły, gdy cały świat mówi, że on przeszedłby ten dystans lepiej niż ty.

Siódmy punkt to zderzenie się z pytaniem, co ja tak na dobrą sprawę zrobiłem w ciągu dnia. Jakby to bardzo często mentalnie nas niszczy, że przechodzimy cały dzień roboczy i na koniec dnia zadajemy sobie pytanie: co ja właściwie zrobiłem. Bo właściwie to tak, odpisałem na jakiegoś maila, odbyłem jakąś rozmowę i byłem na jakimś spotkaniu statusowym u siebie w firmie. No i okazuje się, że to wszystko. I jakby czas się rozleciał. Osiem godzin, które powinien pracować minęły na zrobieniu rzeczy, które tak na dobrą sprawę nie przesuwają nas w żaden sposób. I to wynika z dwóch faktów. Po pierwsze jesteśmy bardzo mało produktywni i niezorganizowani. Czyli po prostu: mail wchodzi, odpisujemy na niego od razu, co jest już błędem, dzwoni telefon, przerywamy tego maila, zaczynamy odbierać telefon. W międzyczasie zaczyna się spotkanie statusowe. Przerywamy po raz kolejny tego maila. Później wracamy ze spotkania statusowego, idziemy na posiłek i okazuje się, że tak nie udało nam się nawet dokończyć tego maila. Więc jakby chaos i produktywność ma wpływ na to że, potem mamy wrażenie, że nic nie robiliśmy. A druga rzecz, że mentalnie jesteśmy przyzwyczajeni, że jeżeli byliśmy osobami, które stoją na pierwszej linii frontu i normalnie pracują, to wykonywaliśmy te wszystkie rzeczy i widzieliśmy jak się praca przesuwa. Jak jesteśmy ekspertem od reklamy PPC to widzimy, że zbudowaliśmy kampanię, że zoptymalizowaliśmy tą kampanię i coś się działo. Gdy jesteśmy zarządzającym i na przykład nasze codzienne rutyny polegają na tym, żeby kontrolować współpracowników, budżetować, sprawdzać stan konta, pingować o płatności faktury, czy nadzorować jak pracuje dział administracji, który wystawia te faktury, czy wszystko się zgadza, mamy wrażenie na koniec dnia, że nic nie zrobiliśmy. Bo nasze „nic” to jest posuwanie w wolnym tempie tego, żeby organizacja było coraz bardziej sprawna. Procesu wdrażania na przykład pełnej automatyzacji nie widzi się od razu. Jakby, jeżeli dzisiaj wdrożymy automatyzację, to nie znaczy, że jutro automatyzacja będzie już super sprawna i czasami trzeba na przykład wielkich miesięcy, żeby zobaczyć efekt naszej pracy. I my mamy doła, że codziennie nie widać efektu naszej pracy. Nie widać jak byśmy przeszli z punktu A do punktu B, co powoduje na koniec dnia myśli, że mamy wrażenie, że my nic nie robimy, że jak byliśmy tymi rzemieślnikami, to przynajmniej wytwarzaliśmy coś. I taka jest różnica i z tego powodu mamy czasami jakieś tam bolączki mentalne na koniec dnia, że się nic nie zrobiło.

Kolejny punkt to: pochylmy się trochę nad pracoholizmem. On jest problemem dość dużej liczby menedżerów i powinniśmy sobie zdać sprawę, że to jest takie rozwiązanie krótkotrwałe: a przyspieszę wzrost organizacji, szybciej ucieknę konkurencji, będę na bieżąco, więcej zarobię, i tak dalej i tak dalej. Mam kilku znajomych i z obserwacji widzę, że maksymalna liczba czasu jaki zaobserwowałem na przestrzeni wielu lat, że w miarę efektywnie ten proces pracoholizmu przebiegał, to było mniej więcej 2 lata. Czyli po dwóch latach mniej więcej zaczynają się różnego rodzaju problemy, które ten pracoholizm sprowadza; do tego, że mamy problemy psychiczne, że to się przekłada na zdrowie, a zdrowie bardzo często ma przełożenie później na naszą psychikę. Jeżeli jesteś schorowany, obolały, nic ci się nie chce, łatwiej wedrzeć się do twojej głowy i po prostu problemy, które są niewielkie, stają się ogromnym wyzwaniem dla osoby, która jest schorowana czy obolała. Dlatego pracoholizm jest spoko w przypadku, gdy masz tylko deadline’y na krótkotrwałe rzeczy, na krótkotrwałe projekty i musisz naprawdę je podgonić. Nie wiem, załóżmy organizujesz targi i przez dwa tygodnie musisz naprawdę pracować po te 14 godzin dziennie, ale w momencie, gdy robisz to przez długi czas, właśnie dwa lata plus, czyli jakby jesteś ogólnie z poczucia winy pracoholikiem, to wówczas jakby to się bardzo źle przekłada na twoją mentalność, na twoją psychikę. A najgorzej się to przekłada w momencie, gdy na przykład twoi rywale wygrywają jakieś poszczególne etapy rozwoju firmy i ty masz wyrzuty sumienia, że nie dość, że całe życie harujesz, całe życie siedzisz w pracy, nie masz przyjemności, nie wyjeżdżasz z rodziną, nie masz wspomnień, nie masz nic. Dodatkowo jeszcze pogłębiając to, jesteś po prostu stracony też na pozycji roboczej, więc ten pracoholizm prowadzi do tego, że mamy wyrzuty sumienia, że pracowaliśmy ostatnie dwa lata i z tego nie mamy. Znaczy w cudzysłowiu nic, ale jakby to często osoby, które są pracownikami, przez ich ambicje sprowadzają do tego, że jeżeli przegrywają poszczególne etapy rozwoju firmy to znaczy, że jakby nic nie osiągają, co jest też błędem mentalnym.

Kolejny punkt to zmienianie swojego otoczenia. Ja odkryłem kilka lat temu zbawienny wpływ tego, jak po prostu wyjeżdżam za miasto. Zaczynam po prostu patrzeć na zielone otoczenie. Zaczynam mieć czas przede wszystkim, bo w ciągu dnia roboczego, czy po prostu weekendami, gdy siedzę w domu nie na wszystko mam czas, a gdy wyjeżdżam poza miasto nagle okazuje się, że tego czasu jest znacznie, znacznie więcej i mogę sobie pozwolić na pewne rzeczy, na które nie mógłbym sobie pozwolić tutaj. Więc jakby zmienianie otoczenia ja to teraz przyjmuję, że jest u mnie raz na kwartał. Kiedyś było raz w miesiącu, dopóki mi się syn nie urodził. To bardzo dobrze działa na moją mentalność, na moją głowę. Odpoczywam psychicznie przez zmianę środowiska, w którym na co dzień figuruję. To też pozwala mi bardzo mocno napełnić głowę nowymi pomysłami i spojrzeć na wszystko z dystansem, co jest super, super rzeczą. Z perspektywy czasu widzę, że jedno z najfajniejszych odkryć, jakie przez dość częste wyjeżdżanie zaobserwowałem u siebie.

Kolejna rzecz, to po prostu poukładanie firmy i poukładanie bałaganu, który mamy w organizacji w taki sposób, żeby gdy wyjeżdżamy na swoje urlopy krótkoterminowe, czy dłużej terminowe, żeby po prostu nie mieć poczucia winy, że firma się zawali. Jakby nasza psychika jest tak skonstruowana, że przez to, że żyjemy z firmy, którą budujemy, zazwyczaj żyjemy z firmy, którą budujemy, to nasza psychika jest tak poukładana, że myślimy, że jeżeli pojedziemy na wakacje, to firma i nasze źródło utrzymania się zawali. A często jest to spowodowane tym, że nie mamy tak poukładanej organizacji, abyśmy czuli się swobodnie na tych wakacjach. Zabieramy służbowy telefon, bierzemy laptopa, jesteśmy nieustannie pod mailami. Właściwie to nasze biuro, które mamy w Warszawie zmienia się na biuro na Majorce, czy na Cyprze, na którym właśnie chwilowo urzędujemy. To powoduje, że nie wypoczywamy efektywnie i co za tym idzie po prostu nasza psychika nie ma czasu odpocząć, nie ma czasu nabrać tego dystansu, o którym mówiłem w punkcie wcześniejszym. No jakby uporządkowanie tak organizacji, aby ona była nie uzależniona od trzech czynników, czyli od właściciela, od jakichkolwiek pracowników, bo bywa tak, że odchodzi pracownik i mamy bardzo duży bałagan w organizacji i przez to na przykład rezygnujemy z urlopu, bo odszedł chwilę wcześniej pracownik i ktoś go musi zastąpić. I najczęściej jest to właściciel, który jako jedyny zna procedurę, jako jedyny zna możliwość organizacji pracy, i tak dalej i tak dalej. A trzeci to jest uzależnienie się od jakiegoś klienta. Znika klient, zazwyczaj to jest klient, który jest duży. Nagle się robią problemy: nie, w tym roku nie pojadę na wakacje, w tym roku nie wypocznę, w tym roku nie damy rady, i tak dalej i tak dalej. Jakby odejście jakiegokolwiek klienta nie powinno doprowadzać do sytuacji, w której my rezygnujemy z wcześniejszych planów, które postanowiliśmy. Więc te punkty, jeżeli poukładamy: czyli uniezależnienie naszej organizacji od szefa, od klienta i od kluczowych pracowników, tym łatwiej będzie nam podróżować i odpoczywać w sposób efektywny.

Kolejny punkt to zapisywanie swoich myśli i czas na kontemplację. Po przeczytaniu książki Ryana Holidaya 366 medytacji na każdy dzień roku zaobserwowałem, że nie miałem do tej pory czasu na pomyślenie i znalezienie takiego spokoju sam na sam ze sobą. Nie, że spędzam czas z żoną. Nie, że spędzam czas z dzieckiem, tylko na spędzanie sam na sam z sobą i zrobienie tego sposób przemyślany tak, żeby te myśli zebrać. Nie to, że nie wiem, oglądam film, albo czytam książkę. Jakby czytanie książki jest ogólnie spoko, ale to nie można wliczać tego czasu na kontemplację. Jeżeli znajdziemy ten czas na przebywanie samemu ze sobą, znacznie lepiej będzie nam poporządkować swoje myśli, zebrać szyki i to na pewno dobrze wpływa na naszą tarczę obronną, na naszą mentalność.

Kolejny punkt, to rozwiązywanie problemów, a nie ich ignorancja. Jakby kilka lat temu ja słynąłem z tego, że chowałem głowę w piach i bardzo dużo problemów jakby lekceważyłem i okazuje się, że ten problem, który dzisiaj sobie cyka cyka, on zawsze w którymś momencie i to najmniej odpowiednim wybuchnie. I to powoduje, że ignorowanie problemów jest bardzo złą metodą ich rozwiązywania. Jeżeli nie chcesz mieć później problemów psychicznych, mentalnych, że można było tego uniknąć, że dlaczego to jest aż taki duży problem, dlaczego mnie to spotkało, i tak dalej i tak dalej, to warto rozwiązywać problemy już zawczasu, a najlepiej dusić je w zarodku. I do tego jest najlepszą metodą po prostu samoświadomość i zrozumienie, że ma się takie problemy w ogóle.

I o tym jest kolejny punkt: samoświadomość posiadania swoich wad i zalet. I wtedy gdy wiemy, co nam sprawia ból, co nas męczy psychicznie, co jest dla nas jakimś wyzwaniem, jeżeli wiemy i potrafimy to zdefiniować i powiedzieć otwarcie, że mamy z tym problem, dużo łatwiej nam rozwiązać to zmartwienie. Jeżeli nie jesteśmy w ogóle świadomi swoich wad, swoich problemów, swoich zmartwień, w swojej organizacji, czy swoich jako personal brandów, czy swoich właśnie osobistych, no to wówczas bardzo dużo tracimy. I tutaj tak, jak punkt wcześniej, czyli ignorowanie tych wad może doprowadzić do pewnego uszczerbku w dalszym czasie, w dalszym późniejszym etapie.

Kolejny punkt to jest dość ważny i z perspektywy tego trzeba zrozumieć, że tak funkcjonuje po prostu ludzkość – że dzisiaj noszą cię na rękach, a jutro płynie twoja kukła. I bardzo dobrym przykładem tego, co się właśnie teraz dzieje jest sytuacja brand24, który po publikacji w pewnym amerykańskim serwisie biznesowym, wraz z innymi firmami, które pozyskują w sposób niewłaściwy dane osobowe i przetwarzają te dane osobowe, Facebook zablokował konto na Facebooku brand24 oraz właściciela Michała Sadowskiego. I wielu grupach biznesowych był wątek właśnie tego: „co o tym sądzicie”. I ci, którzy jeszcze kilka miesięcy wstecz mówili: „Yeah, Michał Sadowski, super biznesmen, wspaniała postać polskiego świata startupowego”, te same osoby lub podobne środowisko nagle zaczęło się odzywać, że „ooo, ale my wiedzieliśmy, że brand24 ma bardzo zły model biznesowy, i że to kwestia czasu, jak Facebook po prostu ich zablokuje. Przecież korzystają z ogólnodostępnego API Facebookowego, i że to jest uzależnienie się od pewnego dużego podmiotu” i tak dalej i tak dalej. I jakby nie rozumienie kontekstu tej całej sytuacji, a mówienie, co jest przyczyną tego wszystkiego, jest po prostu złe, a też pokazuje nam, że to, że nas dzisiaj na przykład środowisko uwielbia, pracownicy są dla nas bardzo mili, to nie znaczy, że tak będzie cały czas. To, że dzisiaj nas noszą na rękach, nie znaczy, że za jakiś czas będzie sytuacja zgoła odwrotna.

Kolejny punkt, to użalanie się nad sobą i swoim położeniem. To dość powszechny problem, zwłaszcza w gorszych chwilach. Kiedyś mój Świętej Pamięci dziadek, gdy graliśmy w karty, powiedział do mnie mądrą rzecz, mądre zdanie. Składaliśmy partię, prawdopodobnie do wojny, bo w tamtym czasie umiałem tylko w wojnę grać i zobaczyłem, że dostałem bardzo słabe karty. Po prostu małe nominały, bardzo słabe po prostu rozdanie. Jak to małe dziecko, które chce wygrywać powiedziało, to potasujmy jeszcze raz, zagrajmy jeszcze raz. A dziadek powiedział mi, że gra się takimi kartami, jakie się dostaje. I wytłumaczył mi to też na podstawie życia, że w życiu też nie jesteś w stanie zmieniać sytuacji. Jakby grasz w takie karty, jakie dostajesz. Przyjmujesz rzeczywistość taką, jaką dostajesz. To ty masz jakby ją kształtować na podstawie swoich umiejętności, swojego zachowania, swojej silnej psychiki. Masz tak kształtować swoje otoczenie, żeby było jak najbardziej OK. Jakby żeby było jak najbardziej tymi dobrymi kartami w twoim ręku. Ale to nie jest tak, że jakby mamy się użalać, że nie wiem, że nie urodziliśmy się bogatym domu, i że Bill Gates został miliarderem tylko dlatego, że był z bogatego w domu i pierwsze miliony pożyczyli mu bo rodzice. Jakby na pewno wpływ mieli na to, że ukształtowała się jego psychika, i tak dalej i tak dalej, ale jakby upraszczanie tego i powiedzenie, że on musiał osiągnąć sukces, bo był z bogatego domu powoduje, że po prostu nie mogliby istnieć self-made milionerzy w naszej rzeczywistości.

Kolejny punkt, to trochę podobny do poprzedniego, czyli tracenie energii na rzeczy, na które nie mamy wpływu. Czyli jedziemy sobie na spotkanie z klientem, utknęliśmy w korku. Albo idziemy do lekarza i utknęliśmy w kolejce. I to są rzeczy, na które kiedyś naprawdę bardzo się denerwowałem. Uważałem, że jakby bardzo się gotowałem wewnętrznie, jak utknąłem w korku i nie wiedziałem, co z tym zrobić. Jakby dopiero na przykład, zakupienie czytnika e-booków, zrozumienie i przeprocesowanie sobie tego, że nie warto tracić energii na rzeczy, na które nie mamy wpływu, tym bardziej, że biznes, to jest jednak dużo negocjacji, dużo rozmów niełatwych, i tak dalej, tak więc jakby jeżeli tą energię, którą poświęcimy na denerwowanie się, że staliśmy rano w korku, zużyjemy i na przykład będziemy mniej drapieżni podczas negocjacji, czy mniej tacy sfokusowani podczas rozmowy biznesowej, no to ja wolę wyjść z takiej sytuacji i po prostu nie tracić energii.

Kolejna rzecz, to ryzyko. Musimy być świadomi tego, że to ryzyko istnieje i przy każdej jakby decyzji musimy rozważyć procent ryzyka, jaki funkcjonuje w danej transakcji, czy w danym rozwiązaniu, ale jednocześnie pamiętać o tym, że żeby jakby na co dzień nie być obciążonym tym, że nosimy na barkach trzydziestu pracowników, że mamy kredyt taki i taki do spłacenia, bo to po prostu blokuje nas. I jeżeli umiarkowanie podchodzimy do tego ryzyka i mamy jego świadomość, ale potrafimy z nim żyć, dużo lepiej dla naszej mentalności, tym bardziej, że każdy przedsiębiorca nosi jakieś ryzyko prowadzenia właśnie działalności, tym lepiej nam się będzie funkcjonowało, jeżeli będziemy potrafili z tą myślą po prostu funkcjonować.

Ostatni punkt to to, że przedsiębiorcy to często samotni żeglarze. Jakby wiem, że ludzie tego nie akceptują i jakby nie potrafią tego przeprocesować, że prowadzą sami firmę. Nawet, jeżeli masz wspólnika, to nie znaczy, że na koniec dnia nie zostajesz sam, no bo wspólnik, czy twój co-founder nie weźmie twoich zmartwień do siebie do głowy w momencie, w którym idzie do domu. I podobnie twój najbardziej zgrany zespół tak samo. Jakby może przeżywać to, ale nie weźmie odpowiedzialności z tego, że nie wiem, masz kredyt na sobie. Nie weźmie odpowiedzialności, że nie masz pieniędzy na wypłaty, nie weźmie i nie pożyczy ci nagle tych pieniędzy, i tak dalej. Jakby świadomość tego, że finalnie przedsiębiorcy są samotnymi żeglarzami jest bardzo, bardzo istotna. Zwłaszcza w takim kontekście, że tak jak wspomniałem wcześniej, nawet jeżeli masz co-foundera, albo nawet masz osobę, która darzy cię bardzo dużą empatią i potrafi współodczuwać twoje problemy, to ona nie weźmie ich z ciebie i nie zdejmę i nie zabierze tych problemów do domu zamiast ciebie. Więc warto o tym wszystkim pamiętać.

Mam nadzieję, że ta lista stworzona przeze mnie w dość szybkim czasie, spodoba ci się. Jeżeli tak, to zostaw jakiś ślad po tym, że wysłuchałeś ,daj jakiś kciuk w górę, zostaw komentarz. Napisz do mnie wiadomość prywatną. Takie rzeczy dla mnie sporo znaczą.  A jeżeli jesteś founderem, to zapraszam cię 24 października do HubHub, na imprezę którą organizujemy. Nazywa się na Founders Mind. Sporo tam będziemy mówić o mentalności, psychice przedsiębiorców, ale też wyzwaniach, problemach, ale też pozytywnych chwilach, jakie przedsiębiorca na co dzień doznaje. Zapraszam!

Dziękuję za wysłuchanie tego odcinka.

Pozdrawiam serdecznie

Michał Bąk