Matras ma kłopoty. Duże kłopoty i to nie od dziś. Ich skala jednak przybiera ostatnio na sile i widmo upadku tej drugiej w Polsce – po Empiku – największej sieci księgarń, jest coraz bardziej realne. Tylko w ostatnim półroczu 17 wierzycieli złożyło wniosek o upadłość spółki. Sześć wniosków jest na etapie uzupełniania braków formalnych, trzy są poddawane ocenie merytorycznej, cztery zostały już umorzone i także cztery zwrócono. Niemniej jednak liczba robi wrażenie. Tak samo jak wrażenie – niestety negatywne – robią długi spółki wobec praktycznie wszystkich liczących się wydawców w kraju. Powołany tymczasowy nadzorca sądowy Piotr Głodek, według nieoficjalnych informacji Pulsu Biznesu („Matras na krawędzi bankructwa”, 12/04/2017), uznał podobno firmę za niewypłacalną. Ale jej właściciel Jerzy Kowalewski upiera się, że szansa na odrodzenie biznesu jest, i w marcu złożył własny wniosek o wprowadzenie sanacji (nowa, prawna forma restrukturyzacji). Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że Kowalewski trochę buja w obłokach. I że sam nie jest bez winy w tragedii pt. upadek Matrasu.

Co poszło nie tak? Czemu kolejny wielki gracz na rynku księgarń wpada w tarapaty? Był moment, że w pewnej symbiozie trwali Merlin, Matras i Empik. Jeden gigant internetowy, dwaj pozostali działający na zasadzie sieci placówek, ale także ze sprzedażą wysyłkową. Merlin to swego rodzaju legenda – niemalże jak jej imiennik, czarodziej z opowiadań o królu Arturze. Pojawił się na rynku (Merlin-księgarnia, nie mag) w 1999 roku, czyli patrząc przez pryzmat rozwoju internetu i e-commerce – wieki temu. Zabrzmi to nostalgicznie, ale byłam klientką Merlina prawie od początku. Dla nastolatki z małego miasteczka, odkrywającej dopiero świat muzyki rockowej, Merlin był jak okno na świat. Co miesiąc zamawiałam pakiet płyt, których nie sposób było znaleźć w miejscowym sklepie muzycznym. U szczytu działalności Merlin miał 2 miliony użytkowników. Wtedy Empik zapragnął go kupić, ale UOKiK nie dał zgody. Parę miesięcy później transakcję udało się sfinalizować – za o wiele mniejszą kwotę – Czerwonej Torebce. I to był początek końca Merlina, jaki znaliśmy. Potentat nie miał na sklep pomysłu. W 2015 Merlin ogłaszał już upadłość, ale ostatecznie witrynę udało się ocalić – obecnie zarządca nią Topmall. Z tym że marka już nie ma tej renomy, a klienci odpłynęli gdzie indziej. Na polu bitwy został Matras i Empik – i to dosłownie, bo Matras zaczął wywoływać walki cenowe. Dawał upusty nawet 25% na nowości. Empik nie chciał zostać w tyle. Przez obniżanie cen sam wpędził się prawie w kozi róg, ale miał w rękawie asa w postaci Smyka. Sprzedaż sieci sklepów dla dzieci podreperowała sytuację grupy. A Matras padł ofiarą wojny, którą sam rozpętał.

Wspomniany już Kowalewski o ile nie zaszkodził, to na pewno nie pomógł spółce. Wcześniej był właścicielem Traffic Clubu i latami nie płacił czynszu za budynek, który zajmował, aż doczekał się eksmisji. Prowadził także inne przedsiębiorstwa w latach 80. i 90., z których wiele zakończyło swój żywot upadkiem spowodowanym brakiem płynności finansowej. Na zakup Matrasu wziął kredyt i wyłożył sumę znacząco większą od rynkowej (ok 40-50 mln przy szacowanej wartości na poziomie 20-30 mln zł). Nic dziwnego, że przejęcie Matrasu przez niego trzy lata temu nie spotkało się z entuzjazmem znawców.

Ktoś powie: zdarza się, biznesy powstają i upadają niemal co dzień i branża księgarska nie jest tu wyjątkiem. Problem tylko w tym, że upadek Matrasu to naprawdę złe wieści dla wszystkich czytelników. Tak, zdaję sobie sprawę, że niestety w Polsce nie ma ich zbyt wielu. Ale gdy Empik zostanie monopolistą, będzie ich jeszcze mniej – wysokie już teraz ceny będą poza wszelką kontrolą. Co więcej, pomimo narzekań na poziom czytelnictwa, rynek książek w dalszym ciągu wart jest kilka ładnych miliardów złotych (w 2014 było to 2,48 miliardów złotych), więc jest jeszcze o co walczyć. Żeby nie było wątpliwości: osobiście nic do Empiku nie mam. Jako sierota po Merlinie jestem jego regularną klientką i uważam, że ostatnio poprawił się w kwestii jakości produktów. Był czas, że Empiki zajmowały się bardziej sprzedażą gadżetów niż produktów z działu kultura, ale po fali krytyki widać, że spółka stara się od tego odejść. Jednak żaden monopol – nawet nie wiadomo jak dobrego przedsiębiorstwa – nie kończy się dobrze dla konsumentów.

Jednym z pomysłów, by trochę uzdrowić atmosferę wśród księgarzy, jest wprowadzenie  ujednoliconej ceny książki. Pomogłoby to mniejszym księgarniom wyrównać szanse w nierównej rywalizacji z Empikiem. Dla klientów oznaczałoby to koniec rabatów na nowości. Ale biorąc pod uwagę  ryzyko monopolu, upadek kolejnych księgarń, windowanie cen, spadek czytelnictwa, zmniejszanie się roli literatury w mediach, wojny cenowe hurtowni i sprzedawców, wzrost popularności e-czytników…myślę, że ewentualny brak rabatów to naprawdę jeden z najmniejszych problemów branży księgarskiej. A jednolita cena być może okaże się remedium na jej ciągłą zadyszkę.

 

  • Szymon Bodych

    „Problem tylko w tym, że upadek Matrasu to naprawdę złe wieści dla wszystkich czytelników.” Czemu? 🙂 Konkurencję mają sporą https://podobnestrony.pl/do/matras.pl 😉 Nawet bym prawdopodobnie nie zauważył jak znikną z rynku.

    • Urszula Poszumska

      Oczywiście jest mnóstwo mniejszych księgarń oraz wiele sklepów internetowych i Ty czy ja, czy inni ludzie kupujący w internecie czy czytający e-booki być może nie odczują zmiany. Ale w małych miastach i wśród osób starszych dalej jest ogromne grono czytelników kupujących papierowe książki i bardzo często robią to w Matrasie, bo tanio. Młodzi teraz jakoś niespecjalnie czytają i sadzę, że ta niedoceniana grupa starszych pań, które uwielbiają romanse, to naprawdę spory odsetek czytelników. Widzę to po ciotkach i mojej babci, które pochłaniają książki. I upadek Matrasu na pewno nie będzie dla nich obojętny 🙂 Także to zależy od punktu widzenia 🙂 Dziękuje za lekturę i komentarz 🙂

    • Karolina Wróblewska

      konkurencja konkurencją, ale jednak nie ma co tak gadac, ty nie zauwazysz, a inni tak. ja cenie wlasnie matrasa, bo wiem, ze jak tam pojde to mi obsluga doradzi jakas fajna ksiazke i mam kontakt z zywym sprzedawca, a nie tylko ten internet 🙂

  • st

    Kurczę, mam nadzieję, że to jednak tylko przejściowe problemy i jeszcze wyjdą na prostą.

  • FairMarketInstitute

    a może wypadałoby chwilę poczekać z wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków? Restrukturyzacja to zazwyczaj dobry ruch

    • Adam Gołąb

      Nareszcie ktoś mądrze mówi!

  • Emilka Stańczyk

    seeerio? takie gadanie, ze zaraz upadna. ogarną się jeszcze

  • Jestem zdecydowanie przeciwko odgórnym regulacjom cenowym w gospodarce wolnorynkowej. Tę ustawę da się obejść na wiele różnych sposobów. Ale są one dostepne dla dużych sieci. I w końcu może być tak, że duzi wciąż będą sprzedawac taniej a mali zostaną z wysoką ceną.

Polecane Artykuły